Urzędujący szef państwa uważa transmitowane przez telewizję pojedynki za główne narzędzie do odrabiania strat w sondażach.
Do serii tegorocznych debat, z których pierwsza odbyła się wczoraj w Cleveland już po zamknięciu tego numeru DGP, Donald Trump i Joe Biden różnie się przygotowywali. Ale na 48 godzin przed zaplanowanym starciem prezydent zaproponował rywalowi wyzwanie, jakie nie zdarzyło się nigdy w kampanii przed wszystkimi 58 wyborami prezydenckimi w historii Ameryki.
„Stanowczo żądam, by śpiący Joe (tak republikanin przezywa Bidena – red.) przed lub po telewizyjnej konfrontacji poddał się testowi na obecność narkotyków. Oczywiście sam też go chętnie przejdę. Bilans jego wystąpień na debatach jest, delikatnie mówiąc, nierówny. Tylko narkotyki mogły doprowadzić do takich rozbieżności” – napisał na Twitterze prezydent. Demokrata stanowczo odmówił, stwierdzając, że to absurdalne. Trump mu nie odpuścił. „Joe Biden powiedział, że nie zgadza się na test na obecność narkotyków. Wow, ciekawe dlaczego? – zatweetował.
Reklama

Reklama
Szarża głowy państwa na rywala i próba wytrącenia go z równowagi, co się zapewne będzie powtarzać, są ostatnią szansą dla Trumpa na wstrząśnięcie sondażami, w których wedle najnowszych badań zleconych przez „Washington Post” i telewizję ABC Biden wygrywa 10 pkt w skali całego kraju i prowadzi we wszystkich strategicznych w tej kampanii stanach oraz remisuje w Teksasie, dotąd bastionie republikanów. Dlatego też prezydent nie krępuje się w nazywaniu demokraty „głupkiem, który nie wie, gdzie jest, nie wie, czy jeszcze żyje, nie ma pojęcia, co mówi”.
Chociaż Trump mówił dziennikarzom, że ćwiczy cały czas, do Cleveland miał pojechać na żywioł. Za to Biden uprawiał sparingi z surogatem prezydenta. Jego rolę grał doradca Białego Domu w demokratycznych administracjach Bob Bauer. Miał on naśladować charakterystyczną mimikę i głos Trumpa oraz często przejawiać irytację, jak to robi prezydent. Reżyserem tych prób jest Ron Klain, człowiek instytucja w amerykańskiej polityce, chociaż zawsze siedzący na tylnym siedzeniu. Był on szefem gabinetu wiceprezydenta Bidena, przygotowywał do debat Hillary Clinton i dowodził operacją walki z wirusem ebola za Baracka Obamy.
W tegorocznej kampanii, a w związku z tym – jak można się spodziewać – i trzech debatach prezydenckich, dominują epidemia i spowodowany przez nią kryzys gospodarczy oraz kwestie rasowe. Pojedynek w Cleveland był też dla Bidena pierwszą okazją do pokazania się na masowym wydarzeniu. Trump tymczasem prowadzi aktywną kampanię, odbywając nawet po kilka wieców dziennie, na które często wybiera płyty lotnisk. Z kolei Biden – zarzucający prezydentowi lekceważenie epidemii i postulujący zakładanie maseczek w miejscach publicznych – od marca do sierpnia nie uczestniczył osobiście w żadnym kampanijnym wiecu.
Również we wrześniu przejawiał znacznie mniejszą aktywność niż jego rywal. „Pięć tygodni przed wyborami jednym z największych rozczarowań niektórych zwolenników Joe Bidena jest to, że wydaje się, że on nawet się nie stara” – pisze na portalu The Hill Brett Samuels. Elektorat demokratów jest jednak wyjątkowo zmobilizowany, o czym świadczą kampanijne datki zwolenników ugrupowania. W sierpniu, miesiącu, w którym odbyła się konwencja partyjna, ich sztab zebrał rekordowe 364,5 mln dol. To najlepszy miesięczny wynik w historii amerykańskich wyborów prezydenckich.
Telewizyjne starcia polityków obchodzą w tym roku 60. urodziny. Ten nowy typ uprawiania polityki zapoczątkowały w 1960 r. słynne debaty Johna Kennedy’ego z Richardem Nixonem. Nixon postanowił zejść ze szlaku kampanii dopiero na kilka godzin przed pierwszym z czterech telewizyjnych nagrań. Był też wyraźnie wyczerpany pobytem w szpitalu kilka dni wcześniej. Wyglądał na chorego i zmęczonego. Nerwowo biegał wzrokiem po studiu, na jego czole pojawiły się kropelki potu. Odmówił makijażu. Do tego jego garnitur zlewał się z tłem, co wizualnie zmniejszało jego sylwetkę. Kennedy przed pojedynkiem długo odpoczywał i ćwiczył. Na ekranie sprawiał wrażenie pewnego siebie i pełnego energii. Pretendentów oglądało 70 mln telewidzów i ich werdykt był jednoznaczny: JFK wygrał. Niektórzy badacze mediów twierdzą, że radiosłuchacze, którzy tylko słuchali nagrania, uznali za zwycięzcę Nixona (dziś ta ocena jest kwestionowana, bo badania przeprowadzono na o wiele mniejszej próbie).
To sugestywne doświadczenie z 1960 r. na jakiś czas zniechęciło kolejnych kandydatów do podobnych eksperymentów i następna telewizyjna debata odbyła się dopiero w 1976 r. Odtąd jest nieodzownym elementem każdego cyklu wyborczego w USA (przeważnie po trzy w kampanii). Wszyscy kolejni kandydaci trzymają się ustalonego przez Nixona i Kennedy’ego wzorca. W 1980 r. po występie Ronalda Reagana komentatorzy zwrócili uwagę, że kandydat bardzo luźno trzymał się faktów. Nie przeszkodziło mu to jednak znokautować w wyborach Jimmy’ego Cartera. Debata 1992 r. pomogła Billowi Clintonowi przekonać do siebie ludzi, którzy wcześniej uważali go za niedoświadczonego outsidera.
W debatach kandydaci mogą stać na podestach lub siedzieć przy stołach konferencyjnych z moderatorem po drugiej stronie. W zależności od ustalonego formatu moderator lub członek widowni może zadawać pytania. Zazwyczaj nie ma wystąpień otwierających, tylko kilka słów podsumowania po pojedynku. Rzut monetą określa, kto odpowie na pierwsze pytanie i kto pierwszy przedstawi uwagi końcowe. Po zadaniu pytania kandydat ma dwie minuty na udzielenie odpowiedzi. Następnie przeciwnik ma około minuty na ripostę. Dyskusja na temat pytania może zostać przedłużona według uznania moderatora o 30 sekund na kandydata.
Podczas niedawnych debat, w tym tej wczorajszej, kolorowe światła przypominające sygnalizację świetlną zostały zainstalowane, aby pomóc kandydatowi w określeniu pozostałego czasu. Zielone wskazuje 30 sekund, żółte oznacza 15 sekund, a czerwone ostrzega, że zostało tylko 5 sekund. W razie potrzeby można użyć brzęczyka lub flagi. Kolejne pojedynki tej kampanii odbędą się 15 października w Miami i tydzień później w Nashville. Dodatkowo 7 października w Salt Lake City wiceprezydent Mike Pence zmierzy się ze swoją demokratyczną rywalką Kamalą Harris.
Prezydent USA prowokuje rywala, żądając wykonania testu na narkotyki