Obejmując stanowisko brytyjskiego premiera, Boris Johnson twierdził, że prędzej wyzionie ducha niż poprosi o kolejne odroczenie brexitu. Swojej obietnicy charyzmatyczny lider Partii Konserwatywnej jednak się nie dotrzymał. Brexitu w Halloween nie było. W listopadzie Brytyjczycy ponownie obudzili się w Unii Europejskiej. Jedynym rozwiązaniem przy takim fiasku były przedterminowe wybory, które odbędą się 12 grudnia.

„Dokończmy brexit!”

Boris Johnson jak mantrę powtarza „Get Brexit Done”. Karmi swoich wyborców przekonaniem, że jeżeli zagłosują na niego, będzie to oznaczać koniec z telenowelą, którą cały świat obserwuje od trzech lat.

Reklama

Jest jedno „ale”. Aby umowa rozwodowa, którą wcześniej wynegocjował Johnson została zaakceptowana przez brytyjski parlament, Partia Konserwatywna miałaby uzyskać w Izbie Gmin bezwzględną większość. I o to właśnie teraz walczy Johnson.

Jeżeli po wyborach konserwatyści faktycznie uzyskają większość, jeszcze przed Bożym Narodzeniem premier podda pod głosowanie umowę brexitową, która przy takim układzie sił z dużym prawdopodobieństwem może być zaakceptowana przez parlament. Innymi słowy oznaczałoby to, że Brytyjczycy opuszczą Unię 31 stycznia 2020 roku.

Reklama

Jonson contra Corbyn

Analitycy zaznaczają, że w tej kampanii wyborczej widoczny jest powrót do polityki dwupartyjnej. Najważniejszą rolę odgrywają Partia Konserwatywna oraz Partia Pracy. Przedwyborcze hasła konserwatystów są jasne i w sposób łatwy przemawiają do wyborcy: zagłosujesz na nas, a skończymy z brexitem, już nigdy więcej nie usłyszysz tego słowa. To jest największy atut Johnsona. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z Jeremym Corbynem, liderem Partii Pracy.

- Na brak popularności Jeremy'ego Corbyna składają się co najmniej trzy czynniki. Po pierwsze, jest on posłem od 1983 roku. Za Corbynem ciągną się polityczne kroki, które były i są odbierane w sposób kontrowersyjny. Przede wszystkim chodzi o popieranie Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), Hezbollahu (libańskiej partii politycznej islamskich szyitów, która w Wielkiej Brytanii jest uważana za organizację terrorystyczną – red.), Rosji, czy też krytyczne podejście do brytyjskich sił zbrojnych – mówi Jarosław Wiśniewski, ekspert ds. polityki brytyjskiej. Dodaje również, że Partia Pracy pod kierownictwem Corbyna nie reaguje na wzrost antysemityzmu we własnych szeregach. To doprowadzało do wyobcowania pro-laburzystowskich stowarzyszeń żydowskich.

- Po trzecie lider Partii Pracy nie jest w stanie jasno określić własnego stanowiska w sprawie brexitu. W tej kampanii wyborczej to jest bardzo ważna kwestia. Corbyn powszechnie uważany jest za eurosceptyka, który oskarża Unię Europejską o bycie neoliberalnym projektem. Jednak zdecydowana większość członów jego partii jest proeuropejska. Próba równoważenia wagi szalkowej powoduje, że Corbyn nie zajmuje w kwestii brexitu jednoznacznego stanowiska – podkreśla ekspert.

Co mówią sondaże?

Analitycy zaznaczają, że mimo faktu, iż w sondażach prowadzi Partia Konserwatywna, poważnym zagrożeniem dla torysów może być zbyt duży komfort elektoratu oraz frekwencja. Wyborcy już z góry zakładają, że Boris Johnson wygra wybory, więc niekoniecznie trzeba iść i głosować. To z kolei może doprowadzić do tego, że wymarzonej większości w Izbie Gmin Johnson nie uzyska. Wtedy prawdopodobnie wkroczymy w nową fazę brexitu, z kolejnym już piątym odroczeniem daty wyjścia z UE oraz drugim referendum.

Ostatnie sondaże wskazują, że partia Konserwatywna, która sprawuje władzę od 2010 r., ma 43 proc. poparcia, a Partia Pracy 33 proc. Jarosław Wiśniewski komentując sondaże mówi, że aby torysi mogli liczyć na samodzielny rząd, skala ich wygranej musi być powyżej poziomu siedmiu punktów procentowych. Jeżeli przez najbliższy tydzień sondaże przedwyborcze nie ulegną zmianom, Johnson może liczyć na bezwzględną większość w Izbie Gmin.