Między kebabem a Herbertem [OPINIA]

ludzie
ludzieShutterStock
3 stycznia 2019

Kilka lat temu, chcąc zobaczyć, ile realnie osób uczestniczy w Marszu Niepodległości (nie wierzyłem – skądinąd słusznie – ani organizatorom, ani policji, bo obie strony świadomie kłamały, jedna zawyżając, a druga zaniżając tę liczbę), pojechałem na Saską Kępę, by móc – w samym marszu nie uczestnicząc – przyjrzeć mu się z bliska.

Na Saskiej Kępie można zjeść najlepszy w mojej ocenie kebab w Warszawie, więc tam też, po przyjrzeniu się marszowi, skierowałem swe kroki. Kolejka była jednak tak ogromna, że szybko zrezygnowałem. Po przeciwnej stronie ulicy był lokal z sushi. Tam miejsc na szczęście nie brakowało.

Gdy władza – wówczas jeszcze należąca do PO – organizowała uroczystości z okazji Dnia Flagi (słynne z racji mało przemyślanych zdjęć prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z czekoladowym orłem), również chciałem im się przyjrzeć z boku. Okazało się, że po ich zakończeniu nie można było znaleźć miejsca w żadnym lokalu z sushi, za to bez problemu można było zjeść kebab. Wówczas po raz pierwszy przemknęła mi przez głowę myśl, że być może tym się różni prawica od tzw. liberalnego salonu, że pierwsza grupa stołuje się w barach z kebabem, a druga w restauracjach z sushi. Kebab kosztuje jednak niecałe 20 zł. Sushi raczej koło 100 zł. Wybór nie był bynajmniej kwestią smaku, a raczej zasobności portfela. Wówczas też po raz pierwszy pomyślałem, że PiS jednak wygra wybory, bo wygrywa się je tam, gdzie jedzą kebab, a nie sushi.

Minęło kilka lat i oto miesiąc temu trafiam na konferencję do Paryża. Poza mną bierze w niej udział kilku prawicowych publicystów. Kilku niezależnych i kilku związanych z PiS. Po pierwszym dniu obrad poszliśmy na spacer po Champs Élysées. W pewnym momencie zaproponowałem, byśmy poszli na kawę. Okazało się jednak, że moim towarzyszom nie podobał się ani pierwszy, ani drugi, ani żaden kolejny lokal. W jednym menu było nie takie, w drugim było za ciemno, w trzecim za jasno. W efekcie po bardzo długim spacerze trafiliśmy do arabskiej knajpki i zamiast Łuku Triumfalnego oglądaliśmy odrapany mur, a zamiast zupy cebulowej jedliśmy kebab.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.