Jak to, przecież jest pożeraczem politycznych przystawek! Albo: PiS jest zły, bo przegłosował Lex Deweloper. A Lex Deweloper jest złe? Tak, bo zły jest PiS, który je wprowadził (w tym wypadku prawdziwe jest i to, że PiS ma za uszami, i to, że Lex Deweloper jest złe, ale rozumowanie i tak jest błędne). Najciekawsze, zwłaszcza dla tych, którzy przyglądają się polityce, są jednak te błędy w rozumowaniu, które dotyczą powinności – myślenia o tym, co dobre, moralne i właściwe.

Jednym z nich jest wersja błędu zwanego naturalistycznym. Polega on na tym, że coś jakieś jest, a nam się wydaje, że skoro takie jest, to i takie być powinno. Czyli na przykład: ludzie są z natury agresywni – a więc agresja jest OK. Setki gatunków nie mogą się mylić – pożeranie padliny jest cnotą. Wszyscy politycy to chamy – a więc chamstwo jest potrzebną cechą w polityce. Tymczasem to, jak jest, ma niewielki wpływ na to, jak być powinno. Możesz być wrednym dziadem, co nie oznacza, że być nim powinieneś. Być może męska część homo sapiens, zostawiona w spokoju przez kulturę, waliłaby maczugami w łeb część damską i ciągnęła ją za włosy do jaskini – co nie znaczy, że to zachowanie wskazane moralnie i że nie powinniśmy się starać mu zapobiec.
Każda strona politycznej barykady ma swój ulubiony błąd. Prawica, ogólnie pojęta, ta ekonomiczna i ta obyczajowa, pasjami uwielbia błąd naturalistyczny; popełnia go często, z emfazą i przytupem. W ludzkiej naturze leży działanie wyłącznie w interesie własnym – mówią neoliberałowie – dlatego naprawdę dobry jest tylko system kapitalistyczny. Ewolucja eliminuje słabe jednostki – a więc system, który wymaga morderczego starania się o przetrwanie, nie może być zły. Skoro już mowa o ewolucji, ta zwykle promuje tych, którzy mają naturalne potomstwo – a więc seks homoseksualny jest niedobry i be, nie wspominając już o in vitro. Kobiety przez większość historii robiły przy garach – robić przy garach więc powinny nadal. Mężczyzna, który widzi krótką spódnicę na pięknej dziewczynie, doświadcza podniecenia seksualnego – łapanie za tyłek nie tak złe, jakim je malują, bo takie jest życie, proszę pana, że złapać się czasami chce. Wszystkie zwierzęta stadne wolą członków własnego stada od obcych – a więc ksenofobia, rasizm i inne takie są w gruncie rzeczy OK, a przynajmniej nie są godne tak szalonego potępienia, jak by tego chciała lewica.
A lewica? Ta z kolei uwielbia błąd odwrotny, który przyjęło się nazywać błędem moralistycznym. Polega on na tym, że sądzimy, że coś byłoby moralnie dobre i w związku z tym twierdzimy, że to faktycznie zachodzi w przyrodzie. Na przykład: natura jest niewinna i dobra, w związku z tym naukowe doniesienia o gwałtach wśród pingwinów to ohydne pomówienia. Każdy widzi, dlaczego ten błąd jest błędem – można chcieć, by świat był dobry, ale nie zawsze tak być może, a najczęściej właśnie wcale tak nie jest, co jest oczywiście nie fair i w ogóle, i Bóg po tym wszystkim nie powinien się pokazywać publicznie, ale cóż, fakt pozostaje faktem, rzeczywistość bywa brzydka i zła.
To właśnie błąd moralistyczny bywa źródłem wielu konfliktów toczących się dziś na amerykańskich uniwersytetach. Progresywna lewica ma bowiem alergię na wszelkie badania, które mogłyby dowieść czegoś, co stoi w sprzeczności z jej ideałami. Taką tezą jest np., że statystycznie rzecz biorąc, istnieją ważne różnice między mężczyznami i kobietami. Istnieją poważne dowody na to, że kobiety od maleńkości są (w większości) bardziej zorientowane na ludzi, a mężczyźni na przedmioty; możemy też z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że rozkład cech takich jak inteligencja jest inny w obu populacjach (my, kobiety, mamy więcej osobniczek sensownych i niegłupich; mężczyźni mają więcej geniuszów i całkowitych umysłowych słabeuszy). Każde badania, które dowodzą inności płci, są atakowane – takie prawo naukowców, by podważać badania, ale te badania są prześwietlane nieproporcjonalnie do tych, które ładnie potwierdzają lewicowe ideały. Oczywiście badania rozkładów statystycznych w niczym nie negują ideałów równości płciowej, ale u niektórych progresywistów i tak budzą niepokój.
Badaczka Alison Dreger w swojej dającej do myślenia książce „Galileo’s Middle Finger” opisuje kilka przypadków, w których progresywna lewica nie zdołała przejść do porządku dziennego nad eksperymentami naukowymi pokazującymi „złą” rzeczywistość i w końcu doprowadziła do dyskredytacji nieprawomyślnych naukowców. Jeden z tych nieszczęśników, badając nieskalane zachodnią cywilizacją plemię, odkrył, że tambylcy są dla siebie wredni i niefajni, co stało w sprzeczności z progresywną antropologią lokalizującą zło wyłącznie w naszej strasznej i opresyjnej kulturze. Przecież człowiek musi tak naprawdę być dobry, tolerancyjny, egalitarny; to złe instytucje muszą go korumpować; instytucje, które musimy naprawiać, żeby owemu dobru pozwolić się wreszcie w spokoju rozwijać. Nierówności nie mogą być naturalne, wzajemne podgryzanie się też nie, o różnicach między grupami etnicznymi nie wspominając.
Warto przy tym zaznaczyć, że progresywna lewica nie próbuje wcale zatkać ust prawdzie; nie garnie się do cenzury; ona ma intencje szlachetne i po prostu nie wierzy, że coś takiego w ogóle prawdą by być mogło. Dlaczego? Bo wtedy niemoralność i zepsucie leżałyby u podstaw, a tak być nie może i już. Zło jest zewnętrzne, przypadkowe; winny zła istnieje i jest nim zachodni biały najeźdźca (który, owszem, jest często winny, ale zło ma wiele skomplikowanych przyczyn, wśród których biały najeźdźca jest tylko jednym trybikiem w machinie Belzebuba).
Dziennik Gazeta Prawna
I tak i lewica, i prawica tkwią sobie w niemożliwym i nielogicznym uścisku. Dla jednych odkrycie plemiennych instynktów jest usprawiedliwieniem rasizmu; dla drugich to, że rasizm jest zły, jest ostatecznym dowodem na owych instynktów nieistnienie i korupcję tych, którzy ich istnienia dowodzą. Jedni twierdzą, że skoro ludzie są z natury wszystkożerni, wegetarianizm jest głupi; inni twierdzą, że skoro jedzenie mięsa przynosi zwierzętom cierpienie, na pewno każdy człowiek może się równie dobrze bez mięsa obejść. Tezy po jednej i po drugiej stronie tych wynikań mogą być prawdziwe lub nie, ale jedno z drugiego nie wynika – w żadną stronę. I może być na przykład tak, że człowiek jest zarazem naturalnie wyposażony w rasistowskie inklinacje i ma obowiązek moralny się ich pozbyć albo je unieszkodliwić. I że jesteśmy agresywni i źli, skłonni do budowania hierarchicznych grup, goniący za własnym interesem – ale wcale tacy być nie powinniśmy i musimy się aktywnie temu przeciwstawiać.
Zło świata nie jest usprawiedliwieniem dla niemoralności, a moralność nie jest w stanie zmienić faktów. To, co możemy i powinniśmy zmienić, to wzorce myślenia. Więcej logiki. Chyba że wolimy na siebie wrzeszczeć bez sensu z obu stron politycznej barykady.