Dlaczego Polacy masowo nie podnoszą hardo głów przeciw PiS-owskiej władzy? Bo dorośli. Zeuropeizowaliśmy się, jesteśmy Zachodem z krwi i kości, do bólu. A zachodnie społeczeństwa kalkulują. Pragmatyzm to nasza religia.
DGP
Trwają wielkie łowy. Jak kraj długi i szeroki opozycyjni myśliwi tropią zwierzynę. Węszą u socjologów, politologów, co bardziej zawzięci zaglądają do gabinetów psychiatrów w nadziei, że to w narodowej podświadomości kryje się odpowiedź na pytanie: „Dlaczego temu pisu nie spada”? Bo przecież jakieś racjonalne wyjaśnienie musi być. Nie może być tak, że naród uległ zbiorowej hipnozie, że nie widzi, jak wiele złego ci niecni PiS-owcy robią. Co się z nami stało?
Reklama
Naród przygląda się tym zmaganiom jednym okiem, bo swoje już przeżył i nie takich łowczych widział. Opozycja deliberuje, rwie włosy z głowy, zamiast pomaszerować do biblioteki, zamówić „Uległość” Michela Houellebecqa, potem wyłączyć smartfona, wylogować się z fejsa i przeczytać od deski do deski.

Reklama
Bo tam jest odpowiedź. W wartko opowiedzianej, prostej historii o tym jak Francja dostała się w objęcia charyzmatycznego, muzułmańskiego prezydenta, który powoli wprowadził tam miękką republikę islamską. Jak mu się udało? Po prostu: Francuzi byli zbyt zblazowani, by zareagować.
Skądś to znamy, prawda?
Powieść zamiast naukowych analiz? Zdarza się, że sztuka więcej potrafi powiedzieć o świecie niż projekt badawczy wart setki milionów. Houellebecq to wielki prowokator, wielki pisarz i wielki krytyk zachodniego społeczeństwa. W zasadzie polska prawica powinna nosić go na sztandarach, dołączać jego książki do cotygodniowych wydań gazet, na seminaryjnych miesięcznicach rozkładać jego sztukę na kawałki i delektować się jak świetnie przyrządzonym daniem; przeszkadzają jej w tym perwersja i seks wylewające się z jego książek. Wiadomo, seksu niet, więc zachwyca się nasza prawica Houellebeckiem półgębkiem. Bo to on przecież, niczym prorok jaki, już w 2001 r. po wydaniu powieści „Platforma”, w wywiadzie prasowym nazwał islam „najgłupszą religią świata”. To jego oskarżano wtedy o nawoływanie do nienawiści rasowej i islamofobię, jak dziś – nie przymierzając – Mariusza Błaszczaka. To on, jak prawdziwy rycerz prawdy, ani się swoich sądów nie wyparł, ani na poprawność polityczną nie nawrócił, co tam, on 14 lat później w bestsellerowej „Uległości” pokazał, czym to się może skończyć.
Streśćmy krótko tę historię, nie bacząc na spojlerowanie, bo kto Francuza miał przeczytać, już to pewnie zrobił, a kto do książki nie zajrzał, ten pewnie z Platformy. François to 44-letni wykładowca Sorbony, specjalizujący się w twórczości dziewiętnastowiecznego pisarza Jorisa-Karla Huysmansa, skandalisty i dekadenta, który pod koniec życia nawrócił się na katolicyzm. Wiedzie sobie ów François życie powolne i niezaangażowane, przyglądają się ze spokojem, jak mu ta niezaangażowana egzystencja mija. Ale nie François jest tu najważniejszy, bo w tle jego marnego żywota rozgrywa się inna historia, ważna niesłychanie i brzemienna w cywilizacyjne skutki. Oto w 2022 r. w wyborach prezydenckich we Francji do drugiej tury wyborów prezydenckich wchodzą Marine La Pen, liderka ultraprawicowego Frontu Narodowego, i Mohammed Ben Abbes, szef Bractwa Muzułmańskiego. Wszystko, byle nie faszyści, krzyczy francuska klasa polityczna i zawiązuje przed drugą turą dziwaczny sojusz z Abbesem przeciw La Pen. Ben Abbes zostaje prezydentem i bez mrugnięcia okiem oddaje socjalistom gospodarkę, podatki, bezpieczeństwo, zachowując dla siebie najważniejsze – edukację i szkolnictwo wyższe. Powoli, bez wysiłku i protestów, Francja zmienia się w miękką republikę islamską. Jak to możliwe? Odpowiedź jest podana na widelcu, a symbolizuje ją postawa owego niezaangażowanego Françoisa. Dostaje awans, dobre warunki pracy i spokój.
Trywialne? Może, ale do bólu skuteczne i prawdziwe. Oto właśnie zachodnie społeczeństwo, którym Houellebecq tak gardzi i które tak krytykuje. Zbiorowisko zblazowanych jednostek, które za święty spokój poświęcą wszystko, o co ich dziadkowie walczyli. A my, czyż nie jesteśmy Zachodem?
Sądy nikogo nie obchodzą, demokracja także, tak jak polityka zagraniczna, nasze miejsce w Unii, wolne media, zblatowanie z Kościołem. A przecież to tylko konsekwencja. Skoro jesteśmy demokracją, skoro zapisaliśmy się do zachodniej rodziny, to zasady są jasne, rząd jest od rządzenia, społeczeństwo od konsumowania
Nie temu służy ten przykład, by dowodzić, że Jarosław Kaczyński to strateg równie wielki jak ten muzułmański lider, co zajął Francję bez jednego wystrzału. W „Uległości” najciekawszy jest opis społeczeństwa. Dwie grupy, które żyją obok siebie, w jednym kraju, a według innych reguł. Nie rzucają się na siebie z wyzwiskami jak u nas (choć wzmianek o ulicznych burdach w „Uległości” nie brakuje), najważniejsze, co ich dzieli, to ideowość. Zwolennicy Ben Abbesa żyją w świecie wartości, o coś walczą, czegoś chcą. Milcząca reszta – Houellebecq nie precyzuje, czy większość – chce, „żeby było tak, jak było”. François w pewnym momencie dziwi się: „Najbardziej zdumiewające było to, że hipnotyczna magia, którą Ben Abbes od początku wokół siebie rozsiewał, wciąż działała, a jego projekty nie spotykały się z poważniejszym sprzeciwem”.
Ale dlaczego miała nie działać, skoro muzułmański przywódca nie zabrał Francuzom niczego konkretnego? Pieniądze były? Były. Ceny nieruchomości rosły? Rosły. Wskaźniki gospodarcze szybowały? Szybowały. No co, znajdziecie przedstawiciela klasy średniej – zdaje się szydzić Houellebecq – który w takiej sytuacji zaryzykuje walkę?
To nie jest diagnoza właściwa tylko li Francji, to ponadczasowa mądrość polityczna. Spójrzmy na dzisiejszą Polskę przez pryzmat „Uległości”. Zapomnijmy na chwilę o PO-PiS-owej wojnie politycznej, spójrzmy na społeczeństwo. Nie tylko zwolenników i przeciwników (jednych bądź drugich), ale całość. Także tę wielką masę, która jakoby ma wszystko gdzieś, dlatego na politykę się wypina i na wybory nie chodzi.
Czego chce? Niczego? Pusta odpowiedź, bo nawet człowiek bez politycznych pragnień i namiętności chce bezpieczeństwa i spokoju. Choćby nie wiadomo, jak się zarzekał, liczy, że państwo mu tego dostarczy, że zadba, by nikt niebezpieczny mu się po ulicy nie pałętał, by mógł codziennie rano odwieźć dzieci do szkoły i je stamtąd odebrać. W zamian jest w stanie ofiarować to, co dla władzy najważniejsze – niezaangażowanie. Chcąc nie chcąc, PiS mu to daje.
Jak ten mechanizm wygląda w praktyce? W minionym tygodniu Dziennik Gazeta Prawna opublikował na pierwszej stronie sondaż na temat naszego stosunku do reformy edukacji. Na pierwszy rzut oka zadziwiający. Na pytanie ogólne: „Jak oceniasz skutki reformy edukacji” 37 proc. ankietowanych odpowiedziało: negatywnie. Za było 31 proc. Ale już szczegółowe pytania dają odmienne odpowiedzi. Jak oceniasz likwidację gimnazjów? 47 proc. pozytywnie, 30 negatywnie. Jak oceniasz przywrócenie ośmioletniej podstawówki? 57 proc. za, 26 – przeciw. Przywrócenie czteroletniego liceum? 64 proc. za, 18 przeciw. Kupy się to nie trzyma. Socjologowie mieliby pewnie na podorędziu prosty zestaw wyjaśnień (sentyment do przeszłości z jednej strony i niechęć do działań polityków z drugiej), ale my lepiej zajrzyjmy do „Uległości”. Generalnie ten cały Ben Abbes się François nie podoba, zmiany na uczelniach w myśl Koranu również, ale co innego taka niezobowiązująca do niczego opinia, co innego proza życia. A w prozie są praca, spokój i dostanie życie za dobrą pensję.
Właśnie tym śladem idziemy. Niechęć do reformy możemy wyrazić, ale nie będziemy przecież kopać się z koniem o trzyletnie licea. Koń podkuty, wierzga, ale silny i ciągnie do przodu. Po co? Zresztą – co nas to obchodzi.
Możemy dziwić się Niemcom, że choć przyjęli już półtora miliona uchodźców, to nie protestują przeciw następnym, ale tak po prawdzie, dlaczego mieliby protestować? Żyją sobie dostatnio, mają swoje problemy, a resztę zostawiają rządowi. On od tego jest, by wiedział, co robi. Więc jeśli sprowadza, ma ku temu swoje powody.
Houellebecq nie patrzy na współczesne społeczeństwo przez krzywe zwierciadło, on widzi je takim, jakim jest w istocie. Wyzutym z wartości. Stare wyrzucono na śmietnik, prace nad nowymi ciągną się w nieskończoność, została próżnia. Bo przecież wolność seksualna nie zastąpi miłości, a wolne sądy – sprawiedliwości. To jest największy problem liberałów – nie wiadomo, o co się bić. Bo bić się trzeba, jeśli naprzeciw armia. Jeśli z jednej strony ludzie gotowi ginąć za religię, tradycję, niepodległość – kto z drugiej? Kto się będzie bił za trójpodział władz, kto za integrację europejską?
Tę próżnię wypełnia w powieści Houellebecqa Ben Abbes, tę próżnię wypełnia w naszej rzeczywistości Jarosław Kaczyński. Skoro nie ma nowego, wróćmy do starego. Skoro nie wiemy, jak żyć, żyjmy jak kiedyś. Łatwe mają zadanie, bo po ich stronie nie tyle siła, ile zasady.
A po drugiej? Miota się opozycja i popiskuje, przestraszona niczym mysz zapędzona do kąta dla zabawy przez sytego kocura, bo gdzie nie spojrzy, tam katastrofa. Sądy nikogo nie obchodzą, demokracja także, polityka zagraniczna, nasze miejsce w Unii, wolne media, zblatowanie z Kościołem – jakby nagle Polacy masowo założyli czarne okulary i udawali generała. A przecież to tylko konsekwencja. Skoro jesteśmy demokracją, skoro zapisaliśmy się do zachodniej rodziny, to zasady są jasne, rząd jest od rządzenia, społeczeństwo od konsumowania. Każdy, kto wymaga więcej, nie rozumie, gdzie szedł albo pogubił drogę.
Właśnie dlatego Polacy masowo nie podnoszą hardo głów przeciw PiS-owskiej władzy. Bo dorośli. Zeuropeizowaliśmy się, jesteśmy Zachodem z krwi i kości, do bólu, obojętne co na ten temat nie powie Telewizja Polska i przyległości. A zachodnie społeczeństwa kalkulują. Pragmatyzm – to ich religia. Tak jak w poprzednich kadencjach masowo popieraliśmy Platformę, tak dziś szczerzymy zęby do Prawa i Sprawiedliwości. Póki władza nie wjedzie z butami w nasze życie, póki nie zepsuje gospodarki, albo nie zrobi czegoś równie głupiego, może na Polaków liczyć. No chyba że zje ośmiorniczki. Wtedy nabierzemy do niej obrzydzenia. Ale spokojnie, takiego estetycznego. Pójdziemy do lokali wyborczych i zagłosujemy przeciw.
Houellebecq nie pisze tego w zakończeniu wprost, ale sugeruje, że François się nawrócił na islam.