"Hiszpanka" Barczyka. Takiego filmu w Polsce jeszcze nie było

Kadr z filmu "Hiszpanka"
HiszpankaMedia
23 stycznia 2015

Na ekranie widać każdy szczegół, z pietyzmem dobrany bibelot i sprzączkę od bucika

Takiego filmu rzeczywiście w Polsce jeszcze nie było. Imponuje nie tylko rozmach inscenizacyjny „Hiszpanki”, ale także rozpasanie myślowe. Zamiast kolejnej czcigodnej laurki historycznej na temat powstania wielkopolskiego, dostajemy rozwibrowaną, niekiedy wręcz frywolną opowieść o walkach spirytystów.
„Hiszpanka” jest fajerwerkiem erudycji filmowej oraz odważną próbą pokazania historii inaczej: z przymrużeniem oka, bez bogoojczyźnianej celebracji. Trwają przygotowania do powstania – bardziej gorączkowe niż strategiczne, emocjonalne, burzliwe. Na pierwszym planie grupa spirytystów zgrupowana w hotelu o wytwornym nazwie „Bazar” usiłuje neutralizować działalność groźnego medium niemieckiego, niejakiego doktora Abuse (Crispin Glover). Barczyk mniej dba o chronologię wydarzeń czy fakty historyczne, chociaż nie ma w filmie przeinaczeń, zachowane zostały także najważniejsze punkty zwrotne przygotowań do powstania. Historia pisana wielką literą jest dla Barczyka także psikusem i igraszką. Losy Europy lub losy świata polegają na zrządzeniu kilku okoliczności lub widzimisię kilkorga polityków. Tego rodzaju teza brzmi bardzo współcześnie.

Pozostało 58% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.