To nie był tylko facet od panienek i kolorowych skarpetek. Tyrmand przeżywa pośmiertny swój benefis. Zasłużył na to - mówi PAP Marcel Woźniak, autor właśnie opublikowanej biografii autora "Złego" zatytułowanej "Moja śmierć będzie taka, jak moje życie".
Marcel Woźniak: Przede zaskoczyło mnie to, jak wiele z historii opisywanych przez niego w prozie, znajduje odzwierciedlenie w zachowanych dokumentach. Do dziś istnieje np. fałszywy dowód osobisty wydany w podwileńskich Cudzieniszkach, dzięki któremu Tyrmand udawał Francuza podczas wojny spędzonej w Niemczech.
M.W.: Rodzina ojca Tyrmanda była religijna, dziadek Zelman był w zarządzie synagogi Nożyków. Rodzina matki należała do socjety. Z tego połączenia powstał dom Tyrmandów, w sercu Starego Miasta, na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Trębackiej. Leopoldowi znacznie bliżej było do kawiarni i na basen Legii, niż do Nalewek. Doświadczenie wojny, eksterminacja rodziny i wspomniana wcześniej fałszywa tożsamość, pod którą ukrywał się w czasie okupacji, ostatecznie pomogły mu wyrzec się pochodzenia. Dopiero przyjazd do Izraela w ostatnich latach życia poruszył ponownie tę strunę. Nie jest jednak prawdą, choć tak mówiono, że w USA Tyrmand nawrócił się na judaizm.
M.W.: Warszawa była mu krainą dzieciństwa i arkadią, w której zasiano w nim miłość do sztuki i afirmację życia. W "Złym" opisał to miasto - odchodzące w gruzy na rzecz tej nowego. I na zawsze stał się tej Warszawy bardem - jak Fogg, Grzesiuk, Wiech, Białoszewski.
M.W.: W książce wyraźnie stawiam tezę, że Tyrmand nie pisał do "Prawdy Komsomolskiej", nie ma na to dowodów, choć może używał współpracy z ta redakcją, jako kamuflażu. Zarzuty pisywania agitacyjnych felietonów wysunęli, już po śmierci Tyrmanda, gorliwi współpracownicy komunistycznego systemu. Nie mogli wiedzieć, że Tyrmand był w wileńskiej komórce AK, że został aresztowany przez NKWD i jechał w transporcie na Syberię. Działo się to w czerwcu 1941 roku, Niemcy zbombardowali tory i Tyrmandowi udało się uciec. Oficjalne postępowanie NKWD przeciwko Tyrmandowi na Litwie toczyło się do lat 60. Wspominanie o działalności Tyrmanda w Wilnie, zarówno oficjalnej, jak i konspiracyjnej, mogło się dla niego bardzo źle skoczyć. Myślę, że dlatego właśnie milczał.
M.W.: Tyrmand w Wilnie zgłosił się na roboty do Niemiec. Na Litwie Żydów eksterminowano w Ponarach i getcie, w Polsce w obozach. Najciemniej jest podobno pod latarnią... Na terenie Niemiec imał się wielu zajęć - był kreślarzem, tłumaczem, kelnerem. Zaokrętował się na statek, ale w Skandynawii gestapowcy złapali go i wysłali do obozu jenieckiego. Tam doczekał wyzwolenia. Pamiątką z obozu był sygnet, który Tyrmand nosił do końca życia.
M.W.: Po wojnie łudzono się, że jakoś to będzie - wojna się skończyła, chciano żyć. Potem przyszedł socrealizm, Bierut. Z "Expressu Wieczornego" i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wywalono go za to, że jako jedyny gość w loży dziennikarskiej ostentacyjnie klaskał podczas zawodów sportowych na część Stanisława Mikołajczyka. Cała reszta stadionu milczała. Z "Przekroju" wyleciał za relację z bokserskiego meczu Polska -ZSRR. Sędzia wyraźnie faworyzował drużynę gości, na co publiczność zareagowała rzucaniem butelkami. A Tyrmand napisał, że kibice zachowali się wzorowo, właśnie tak, jak powinni.
Tyrmand systematycznie spychany był pod ścianę. Wykorzystał odwilż, napisał "Złego" i "U brzegów jazzu", zorganizował festiwale jazzowe. Ale był dla władz niewygodny, więc zaczęto go ośmieszać i deprecjonować. Robiono z niego faceta od panienek i kolorowych skarpetek. Dzisiejszy mit Tyrmanda jest tego pokłosiem.
M.W.: Wyjechał z Polski, gdy miał dość i władzy, i stołecznych salonów. Wstrzymywano mu druk książek, zdejmowano z ekranów kin jego filmy. "Życie towarzyskie i uczuciowe" przelało czarę goryczy. Książki nie zatrzymała cenzura, tylko sama "warszawka", okrutnie tam sportretowana. Gdy Tyrmand wyjechał, wszyscy odetchnęli, wreszcie przestał patrzeć im na ręce. Książka ukazała się na emigracji, a w Polsce wylano na Lolka wiadro pomyj. I tak oto barwny ptak zniknął, wymazany z historii. Teraz przeżywa swój pośmiertny benefis. Zasłużył na to.
Książka "Moja śmierć będzie taka, jak moje życie. Biografia Leopolda Tyrmanda" ukazała się nakładem wydawnictwa MG.
Rozmawiała Agata Szwedowicz (PAP)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu