Ilekroć zdarza mi się spotkać na jakimś przyjęciu kogoś piastującego rolę kierownika, lubię zadać mu pytanie: „A pan/pani, jaką ma swoją autorską koncepcję liderowania?”. Pytanie zazwyczaj budzi konsternację, z czego można wnosić, że w Polsce – wyjąwszy wąski sektor największych korporacji – ludzie niewiele zastanawiają się nad własnym przywództwem.
Jedni zbywają więc pytanie żartem. Najlepszy, jaki usłyszałem, pochodził od byłego redaktora naczelnego dużego medium publicznego, który powiedział: „Mój leadership? To proste. Wszedłem do gabinetu i powiedziałem sekretarce, że pod żadnym pozorem ma nikogo nie łączyć”. Inna częsta reakcja to znów nerwowe chwytanie się banału: „Staram się być otwarty dla moich pracowników” albo „Może i jestem wymagający, ale wymagam również od siebie”. Jeszcze inni sądzą, że pytanie o styl przywództwa jest jakimś rodzajem perfidnej prowokacji, więc ucinają krótko: „Jestem szefem, to szefuję, wielka mi filozofia”, po czym oddalają się głęboko dotknięci.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.