Autopromocja

Matka, córka i rodzinne więzi. „Motyl Still Alice”

Motyl Still Alice
Kadr z filmu "Motyl Still Alice"Media
3 kwietnia 2015

Pragmatyczna pani profesor i zbuntowana młoda aktorka początkowo nie pałają do siebie przesadną sympatią. Z biegiem czasu to właśnie wyrodna pozornie córka okaże jednak Alice więcej serca niż egoistyczny mąż i inni członkowie rodziny

Nie ma wątpliwości, że „Motyl Still Alice” pozostanie w naszej pamięci głównie za sprawą oscarowej roli Julianne Moore. Na szczęście reżyserski duet Richard Glatzer – Wash Westmoreland (pierwszy z nich zmarł niespełna miesiąc temu) miał w zanadrzu jeszcze kilka atutów, dzięki którym ich film okazuje się szlachetniejszy niż telewizyjne wyciskacze łez. Niczym Sarah Polley w świetnym „Daleko od niej”, twórców „Still Alice” interesowała nie tylko choroba sama w sobie, lecz przez jej pryzmat badali także trwałość rodzinnych więzi. Uczynienie z Alice intelektualistki pozwoliło natomiast reżyserom nawiązać do „Dowcipu” Mike’a Nicholsa. Tak jak autor – „Absolwenta”, Glatzer i Westmoreland uwypuklili cierpienie bohaterki, która pozostała naznaczona przekleństwem samoświadomości.

„Still Alice” może się podobać, gdyż nie próbuje zdobyć naszej sympatii za sprawą szantażów emocjonalnych i myślowych forteli. Ukazany w filmie proces zapadania na nieuleczalną chorobę nie ma w sobie nic z miałkiej apokalipsy rozgrywającej się przy wtórze smętnych spojrzeń i rzewnych melodii. Zamiast widowiskowo uderzać, alzeheimer atakuje podstępem, wkrada się w uporządkowane życie Alice tak dyskretnie, że niemal niezauważalnie. Ostatecznie jednak nie pozwala się zbagatelizować i bezpowrotnie odmienia życie bohaterki.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.