Pragmatyczna pani profesor i zbuntowana młoda aktorka początkowo nie pałają do siebie przesadną sympatią. Z biegiem czasu to właśnie wyrodna pozornie córka okaże jednak Alice więcej serca niż egoistyczny mąż i inni członkowie rodziny
Nie ma wątpliwości, że „Motyl Still Alice” pozostanie w naszej pamięci głównie za sprawą oscarowej roli Julianne Moore. Na szczęście reżyserski duet Richard Glatzer – Wash Westmoreland (pierwszy z nich zmarł niespełna miesiąc temu) miał w zanadrzu jeszcze kilka atutów, dzięki którym ich film okazuje się szlachetniejszy niż telewizyjne wyciskacze łez. Niczym Sarah Polley w świetnym „Daleko od niej”, twórców „Still Alice” interesowała nie tylko choroba sama w sobie, lecz przez jej pryzmat badali także trwałość rodzinnych więzi. Uczynienie z Alice intelektualistki pozwoliło natomiast reżyserom nawiązać do „Dowcipu” Mike’a Nicholsa. Tak jak autor – „Absolwenta”, Glatzer i Westmoreland uwypuklili cierpienie bohaterki, która pozostała naznaczona przekleństwem samoświadomości.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.