"360. Połączeni" - recenzja

"360. Połączeni"
"360. Połączeni"Media
21 grudnia 2012

Fernando Meirelles chciał nakręcić fresk o miłości i pożądaniu. Niestety „360. Połączeni” to porażka.

Oto klasyczna definicja filmu błahego, nikomu niepotrzebnego i w gruncie rzeczy kompletnie nieprzystającego do rzeczywistości, której opisu się podejmuje. Europejska (z jednym wyjątkiem) wycieczka z kamerą miała być pretekstem – jak zresztą sugeruje tytuł – do całościowego spojrzenia na skomplikowaną, splątaną siatkę międzyludzkich relacji. Założenie to tyleż ambitne, co karkołomne i w obliczu monumentalnego zadania Fernando Meirelles zwyczajnie poległ. Nie był w stanie unieść ciężaru tematu, sprowadził główną myśl filmu do paru banałów (aż trudno dać wiarę, że wyszły one spod ręki Petera Morgana, scenarzysty „Szpiega” czy „Frost/Nixon”). Reżyser szczęśliwie nie brnie w napuszoną, artystowską pretensję, ale i tak pogrąża się miałkością spostrzeżeń. A szkoda, bo brazylijski filmowiec to osobowość nie byle jaka, twórca „Miasta Boga”, które zapewniło mu popularność i akces do Hollywood. Tam również kręcił swoje i po swojemu, czego owocem są „Wierny ogrodnik” oraz krytykowane, acz na swój sposób intrygujące „Miasto ślepców”.

Pozostało 67% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.