Edmund de Waal "Zając o bursztynowych oczach" - recenzja

8 kwietnia 2013

Znakomity „Zając o bursztynowych oczach” Edmunda de Waala to tylko pozornie jeszcze jedna dokumentalna saga rodzinna.

Na początku lat 90. Edmund de Waal, wzięty już wówczas rzeźbiarz i ceramik, syn anglikańskiego pastora, wyjechał z grupą inżynierów, dziennikarzy i przedsiębiorców do Japonii na dwuletnie stypendium. Uczył się tam lokalnych technik garncarskich, zbierał materiały do artystycznej biografii Bernarda Leacha (1887–1979), wybitnego angielskiego ceramika zafascynowanego japońską sztuką, a przy okazji odwiedzał swojego wuja (a ściślej: ciotecznego dziadka) Iggiego, krawca i finansistę mieszkającego w Tokio od blisko półwiecza. Z rozmów z wujem – urodzonym w 1906 r. w cesarsko-królewskim Wiedniu – narodziła się idea wędrówki w przeszłość: piękną, mroczną, niesamowitą, w dzieje żydowskiego rodu Ephrussich, pochodzących z kresowego Berdyczowa handlarzy zbożem i bankierów, którzy w XIX wieku podbili najpierw Odessę, a później Austrię i Paryż, stając się jednymi z najbogatszych ludzi ówczesnej Europy. Każda opowieść potrzebuje jednak kręgosłupa – inaczej jest po prostu chaotycznym snuciem wspomnień. Los zesłał de Waalowi kolekcję japońskich miniaturowych rzeźb – netsuke. Wuj trzymał je w specjalnie do tego przeznaczonej gablocie w swoim tokijskim mieszkaniu, a gdy w 1994 r. zmarł, przypadły w spadku Edmundowi. Ów zbiór 264 figurek wykonanych z kości słoniowej i szlachetnego drewna towarzyszył rodzinie Ephrussich od 1870 r., kiedy to Charles Ephrussi, bajecznie zasobny marzyciel, historyk sztuki, kolekcjoner i mecenas rodzącego się ruchu impresjonistycznego, nabył je w Paryżu na fali ówczesnej popularności wszelkiej japońszczyzny. Netsuke zatoczyły więc koło przez pół kuli ziemskiej – wywieziono je z Japonii po tym, jak w epoce Meiji zachodnie potęgi zmusiły ją do otwarcia się na świat, trafiły do Paryża w czasach jego wielkomiejskiej eksplozji, potem wywędrowały do kwitnącego, kosmopolitycznego Wiednia jako prezent ślubny dla kuzyna, były milczącymi świadkami nazistowskiej dyktatury i Holocaustu, w końcu zaś wróciły do Kraju Kwitnącej Wiśni wraz z wrażliwym gejem Iggiem jako jedyna w zasadzie pamiątka dawnej rodzinnej świetności. Wszystko inne pochłonął kataklizm wojny. Ale nie pochłonął pamięci.

Pozostało 35% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.