Socjaldemokratyczne ciągoty znacznej części naszej inteligencji to wiadomość zarazem dobra i zła. Dobra, bo projekt socjaldemokratyczny stanowi wyzwanie dla obowiązującego przez lata liberalizmu pomieszanego z układzikami – a z konkurencji rodzą się bardzo często dobre rzeczy.
Zła, bo Europa musi uniknąć pułapek zastawionych przez państwo opiekuńcze w taki sposób, aby uratować projekt kapitalizmu z ludzką twarzą – a odgrzewanie starych kotletów temu wyzwaniu nie pomaga.
Zwolennicy polskiego państwa dobrobytu zachowują się jak entuzjaści wejścia Polski do NATO, a potem do UE – a przecież wstępowaliśmy do tych potężnych instytucji na chwilę przed tym, jak wpadły w kryzys. Rodzimi zwolennicy pójścia drogą wytyczoną przez skandynawskie partie socjalistyczne próbują sprzedać nam wizję rodem z dobrej akwizycji: po co się tak szarpać z tym wymyślaniem i reformowaniem, skoro można skorzystać z rozwiązań sprawdzonych, bezpiecznych i gotowych.