W sprawie uchodźców możemy coś zrobić – nie wpuszczać, straże podwoić, psy szkolić. W sprawie terrorystów niewiele możemy. Wielka Brytania ma wzorowy system inwigilacji środowisk, z których wywodzą się zamachowcy, a jednak, podobnie jak w czasach IRA, te sk...y czasem dopną swego.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
Trudno się dziwić, że tak wielu polityków oszukuje nas, mówiąc, że między sprawą uchodźców a sprawą terroru jest oczywiste połączenie. Chcemy słuchać, że coś naprawdę możemy. W nasze zrozumiałe emocje – żałujemy ofiar i szlag nas trafia, że tamci znowu uderzyli – wkręca się przekaz obliczony na zdobycie popularności kosztem rozumu.
Jestem przeciwnikiem przyjmowania uchodźców do Polski w ramach systemu kwotowego. Nie ma jednak żadnej podstawy, aby w spór o biurokratyczne próby rozwiązania sytuacji skomplikowanej mieszać apele, których celem jest ożywianie wrogości wobec kolejnych obcych. „Super Express” trafnie pyta dr. Krzysztofa Liedela: „Jak kto się uprze, żeby dokonać w Polsce zamachu, to i tak tu bez większych problemów dotrze”. Ten odpowiada przytomnie: „Oczywiście. Stawianie znaku równości między uchodźcą czy migrantem a terrorystą jest dość infantylne. W tym wszystkim mam tylko nadzieję, że za takim stawianiem sprawy stoi wyłącznie gra polityczna, a nie ocena rzeczywistości. Aby dokonać zamachu w Polsce, nie trzeba pozyskiwać żadnego uchodźcy w naszym kraju i go radykalizować. Terrorysta (...) może przyjechać skądkolwiek i dokonać zamachu”.
Ale na tej samej stronie (!) redaktor naczelny tej gazety, Sławomir Jastrzębowski, pisze: „Gardzą nami. Naszą wolnością, naszą wolnością słowa, naszą tolerancją, naszym stawianiem kobiet na piedestale. Przyjeżdżają do nas, żeby zniszczyć nasz świat i zmienić na swój. Wiem, wiem, nie wszyscy wyznawcy islamu tacy są. Wiem. Mówię o tych, którzy mordują i którzy chcą mordować” – i dalej w tym stylu. Jak w reklamie, Rozum i Serce kłócą się o nasze emocje... Szkoda, że kłócą, a nie współdziałają.