Choć aktów wandalizmu wymierzonych przeciwko Polsce było w ostatnim czasie za wschodnią granicą wiele, jeszcze nikt nie ostrzelał naszej placówki dyplomatycznej.
Reklama
Do ataku doszło w nocy, kiedy na terenie placówki przebywali tylko pracownicy ochrony. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Pocisk z granatnika trafił w ostatnie piętro budynku.
Reakcja ze strony władz ukraińskich była natychmiastowa. „Jestem oburzony prowokacją zbrojną wobec Konsulatu Generalnego RP w Łucku. To podłość tych, którzy są przeciwni przyjaźni Ukrainy z Polską. Robimy wszystko, aby sprawców ukarać” – napisał na Twitterze minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin.
Podległy mu resort wydał oświadczenie, zgodnie z którym incydent w Łucku to prowokacja mająca zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę strategiczne partnerstwo obu krajów. „Władze Ukrainy dokonają wszelkich starań w kwestii jak najszybszego wykrycia sprawców i ich ukarania” – napisano na stronie ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych.
Miejscy radni z Łucka wystąpili do ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa i naczelnika Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasilija Gricaka, domagając się wykrycia sprawców ostrzału polskiego konsulatu – pisze serwis internetowy Wołyń Post. Według nich osoby, które dopuściły się ataku na konsulat, to przestępcy, którzy naruszyli normy prawne i moralne oraz działają na szkodę wzajemnych stosunków między Polakami i Ukraińcami. Radny Paweł Danilczuk stwierdził wręcz, że oczywiste jest, iż winnych tej prowokacji powinno się szukać po stronie służb specjalnych Rosji.
Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski podjął decyzję o zamknięciu wszystkich placówek konsularnych na Ukrainie. Jego resort wydał lakoniczne oświadczenie, w którym poinformował, że strona polska „stanowczo zażądała” od strony ukraińskiej zdecydowanych i natychmiastowych działań mających na celu wykrycie i ukaranie sprawców incydentu, a także zapewnienie efektywnej, całodobowej ochrony polskich placówek. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko w rozmowie z Andrzejem Dudą zapowiedział, że natychmiast zostaną one objęte dodatkowym dozorem.
Według dr. Kazimierza Wóycickiego ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego decyzja o zamknięciu konsulatów na Ukrainie jest błędna. – Utrudnia to tylko wydawanie wiz. Jeśli cofamy się przed prowokacjami, to sprawiamy, że stają się one skuteczne. I nie można tego tłumaczyć względami bezpieczeństwa, bo napaść na pracowników konsulatu możliwa jest niestety wszędzie – mówi ekspert.
Wystąpień przeciwko Polsce w ostatnim czasie było sporo. Na początku stycznia ofiarą wandali padło miejsce upamiętniające mord na Polakach, którzy zamieszkiwali nieistniejącą dziś wieś Huta Pieniacka w 1944 r. Sprawcy wysadzili stojący tam krzyż, a tablice z nazwiskami ofiar pomazali farbą. Naprawiony przez władze ukraińskie w lutym pomnik został ponownie zdewastowany w połowie marca.
Pod koniec stycznia akt wandalizmu miał miejsce także na cmentarzu ofiar totalitaryzmu w Bykowni pod Kijowem, gdzie upamiętnionych zostało 3,5 tys. polskich ofiar NKWD na Ukrainie (to czwarte takie miejsce w tym kraju po Lesie Katyńskim, Charkowie i Miednoje). Pochowano tam również ukraińskie ofiary wielkiego terroru stalinowskiego z lat 1937–1938. Sprawcy pomazali farbą nagrobki.
Z kolei w tym miesiącu jednej nocy zdewastowany został pomnik zamordowanych przez hitlerowców w 1941 r. profesorów lwowskich oraz zniszczone krzyż i kamienne tablice upamiętniające mord na Polakach, którzy schronili się w 1944 r. w miejscowości Podkamień.
Łucki konsulat to trzecia placówka dyplomatyczna na Ukrainie, która padła ofiarą antypolskiego incydentu. W lutym na konsulacie we Lwowie pojawił się napis „Nasza ziemia”, a budynek został oblany czerwoną farbą. Tydzień później na ogrodzeniu ambasady w Kijowie zawisł portret przywódcy ukraińskich nacjonalistów Stepana Bandery podpisany „Nasz kraj – nasi bohaterowie”.
Warto przypomnieć, że w drugiej połowie ubiegłego roku do aktów wandalizmu doszło również po polskiej stronie granicy. Zdewastowane zostały ukraińskie pomniki w Werchracie i Wierzbicy. Do sieci trafiły nagrania wideo, na których zamaskowani sprawcy niszczą je łomami. Zniszczony został również sfinansowany ze środków Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pomnik na ukraińskim cmentarzu wojennym w Pikulicach koło Przemyśla. – Nikt aktów niszczenia tych pomników nie nazwał u nas prowokacjami. A trzeba to tak nazywać – mówi dr Wóycicki.
Po aktach wandalizmu po polskiej stronie sporadycznie pojawiał się argument, że część z nich powstała nielegalnie, co według dr. Wóycickiego niczego nie usprawiedliwia. – Jeśli tak było, to powinna je rozebrać władza. Nikt w nocy młotkiem sam nie może wymierzać sprawiedliwości – mówi ekspert.
Jak mówi prof. Marek Figura z Instytutu Wschodniego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, niepokojące jest to, że w sprawie aktów wandalizmu nie znaleziono jak na razie żadnych winnych, co z pewnością nie wpływa na polepszenie wzajemnych relacji. Jego zdaniem incydentom – bez względu na to, czy są prowokowane, czy nie – sprzyjają okoliczności i kontrowersje.
– W ubiegłym roku polski parlament przyjął uchwałę określającą mordy na polakach na Ukrainie jako ludobójstwo, co wzbudziło dużą niechęć w Kijowie. Z kolei na Ukrainie za oficjalne święto tamtejszej armii uznano dzień uważany za symboliczną rocznicę narodzin UPA. Jesienią z kolei w Polsce odbyła się premiera filmu „Wołyń”, który po tamtej stronie granicy został odebrany bardzo krytycznie. Teraz z kolei zbliża się 70. rocznica rozpoczęcia akcji „Wisła” – mówi prof. Figura.
Dr Wóycicki jest jednak przekonany, że co do wszystkich tych incydentów mamy do czynienia z prowokacjami inspirowanymi z Moskwy. Ekspert jest zdania, że ostrzelanie konsulatu to tylko pierwszy etap. – Lada moment putinowski trolling zacznie pisać np., że takich samych pocisków jak ten, który wystrzelono w Łucku, używa ukraińska armia – twierdzi ekspert.