"Przykład dla francuskiego Frontu Narodowego", "Poparcie w Grupie Wyszehradzkiej", "Radość Daesz (arabski akronim Państwa Islamskiego)" - to inne tytuły środowej prasy francuskiej na temat tego dekretu.

"Le Monde" po omówieniu "krytyki Angeli Merkel i Francois Hollande’a wobec polityki migracyjnej Donalda Trumpa" przyznaje, że "w rzeczywistości amerykański prezydent dysponuje całą falą zdeklarowanego poparcia na kontynencie europejskim". "Na wschodzie kraje Grupy Wyszehradzkiej, prowadzące wojnę z Brukselą, bez najmniejszej rezerwy powitały decyzję Republikanina. Na zachodzie partie skrajnie prawicowe również poczuły, że mają poparcie dla odrzucania uciekinierów" – czytamy w gazecie.

I tak "Le Monde" cytuje tłumaczące amerykański dekret wypowiedzi węgierskiego premiera Viktora Orbana, szefa polskiej dyplomacji Witolda Waszczykowskiego, słowackiego premiera Roberta Fico oraz rzecznika prezydenta Czech. Według gazety "na kilka dni przed szczytem UE na Malcie Grupa Wyszehradzka wykorzystała chaos spowodowany tym posunięciem, dla nagłośnienia swego dysonansu".

W kontekście antyimigranckiego dekretu Trumpa "Le Monde" przytacza również reakcje przywódcy holenderskiej Partii Wolności Geerta Wildersa ("dobra robota") oraz wiceprzewodniczącego niemieckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Alexandra Gaulanda ("Trump daje nam przykład"). Następnie zauważa, że francuski "Front Narodowy (FN) ostrożny jest wobec decyzji amerykańskiego prezydenta".

Stanowisku partii Marine Le Pen cały artykuł poświęca środowe "Le Figaro". Autor tekstu również zwraca uwagę na pewną ostrożność FN, ale cytuje jednego z przywódców tego ugrupowania Steeve’a Briois, który twierdzi, że "świat nie jest cacy. Świat jest okropny i dlatego od czasu do czasu trzeba podjąć zdecydowane kroki, nawet jeśli to szokuje".

"Dziwi mnie, że decyzja Trumpa wywołała takie poruszenie, podczas gdy co najmniej 17 państw zakazuje wstępu Izraelczykom i nikt się nie oburza, nikt nie manifestuje" - cytuje "Le Figaro" mecenasa Gilberta Collarda, deputowanego zbliżonego do FN. Jego zdaniem "Trump wziął listę krajów sygnalizowanych jako niebezpieczne przez (byłego prezydenta USA Baracka) Obamę i wyciągnął logiczne konsekwencje z jego ustaleń".

Ostrożność odnajduje autor artykułu w wypowiedzi senatora FN Davida Rachline’a, który jest jednocześnie szefem kampanii Marine Le Pen. "Proponujemy odbudowanie naszej suwerenności, aby móc panować nad tym, kto przybywa na nasze terytorium, ale niekoniecznie (...), z jakiego kraju przybywa" - cytuje senatora "Le Figaro". Wcześniej oświadczył on, że "Marine le Pen (jako prezydent) może wydać dekret podobny do Trumpa, ale niczego takiego nie umieścimy w programie".

Na swej stronie internetowej dekret antyimigrancki omawia tygodnik "Le Point", twierdząc, że "polityka Trumpa cieszy zwolenników Daesz". Magazyn cytuje brytyjskiego eksperta Charliego Wintera, według którego polityka Trumpa "jest o wiele potężniejsza niż jakiekolwiek nagranie wideo, czy inne narzędzie propagandowe Państwa Islamskiego. To karykatura podłego krzyżowca, o którego istnieniu Daesz pragnie wszystkich przekonać". Artykuł w "Le Point" kończy się tweetem dżihadysty przewidującego, że "Trump sam powali Amerykę. Jeśli Allah zechce".