Potocki: Ktoś chce, byśmy znów skoczyli sobie do gardeł

Polska, Ukraina
Polska, UkrainaShutterStock
30 stycznia 2017

Na falę incydentów wymierzonych w polsko-ukraińskie relacje można by machnąć ręką jako na prowokacje nieznanej grupy z marginesu polityki. Można by, gdyby nie to, że te prowokacje najwyraźniej działają, skutecznie wbijając klin między władze w Kijowie i Warszawie.

Dwaj mordercy, którzy w 2002 r. zabili w okolicach Waszyngtonu 17 osób, w pobliżu niektórych miejsc zbrodni pozostawiali karty tarota. Zodiak, nigdy nieschwytany zabójca z końca lat 60., podpisywał swoje listy, a czasem zostawiał w pobliżu ciał swoich ofiar znak podobny do krzyża celtyckiego – krzyż wpisany w okrąg. Motyw, w którym sprawcy tego typu przestępstw pozostawiają coś w rodzaju wizytówki, jest znany zarówno z historii kryminalistyki, jak i z popkultury.

Wizytówki zostawiają także wandale, którzy w tym miesiącu dopuścili się trzech ataków. W Bykowni sprawcy, wypisując na pomniku ofiar NKWD po ukraińsku hasła „OUN-UPA”, „Hałyczyna” (Galicja) i pospolity, wspólny dla obu języków wulgaryzm na literę K, użyli łacińskich form niektórych liter, których nie użyłby nikt, dla kogo cyrylica jest alfabetem ojczystym. W Wiedniu na pomniku kozaków znalazło się hasło „Wolyn 1943”, zapisane właśnie tak, bez znaków diakrytycznych. Nagrane zniszczenie pomnika w Hucie Pieniackiej wrzucono na YouTube’a, zaś filmik zatytułowano po ukraińsku z użyciem rzucającego się w oczy rusycyzmu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.