Parafianowicz, Potocki: Rzecz o dwoistej naturze głupoty [OPINIA]

26 stycznia 2017

Ci ludzie to często świetni specjaliści, ale podchodzą do tematyki wschodniej jednostronnie. Skłonni są podporządkować relacjom z Rosją nasze stosunki z innymi sąsiadami – mówił w 2010 r. Witold Waszczykowski cytowany przez Piotra Zarembę, który wówczas publikował w „Dzienniku”. Chodziło m.in. o Jarosława Bratkiewicza, szefa departamentu wschodniego MSZ, absolwenta MGIMO, Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. I urzędnika, który w ramach zmiany polityki Polski wobec Wschodu za rządów PO mógł liczyć na względy Sikorskiego.

Bratkiewicz to autor odtajnionej właśnie przez Waszczykowskiego notatki MSZ dotyczącej polityki wschodniej. Dokumentu, którego sporządzenie i upublicznienie mówi o Polsce więcej niż niejedna analiza politologiczna. Dyrektor dowiódł miałkości rozważań MSZ na temat Wschodu. Właściwie przestrzelił niemal we wszystkich przewidywaniach w kwestii Rosji i Ukrainy. Z tego nie będziemy go rozliczać; w 2008 r. „taki mieliśmy klimat”. Próżno było szukać analityków, którzy przewidywali atak na Gruzję czy Ukrainę. Nie spodziewało się tego NATO, które na szczycie w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. obiecało uchylenie tym państwom drzwi do Sojuszu. Grzechem notatki jest raczej jej pretensjonalność, ogólnikowość, poczucie wyższości i myślenie życzeniowe. Czyli stały zestaw, który definiuje stosunek Polski do Wschodu.

Bratkiewicz pisze o „polskiej specjalizacji w sprawach rosyjskich i oczywiście szeroko pojmowanych wschodnioeuropejskich”. I o tym, że może nas ona „zakotwiczyć w rodzinie zachodniej, oczekującej od nas takiej ekspertyzy”. Tak jakby Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy nie mieli departamentów wschodnich w MSZ, ambasad, wywiadów, korespondentów, organizacji pozarządowych. O „oczekiwaniu ekspertyzy” mógłby mówić człowiek, który nigdy nie był w Kijowie czy Moskwie. Do tych miast szanujący się deputowany do Bundestagu wysyła tabuny asystentów, by zbierali mu aktualne dane na temat polityki, gospodarki i jakości elit. Ilu korespondentów na Donbasie mają Polacy? A ilu Brytyjczycy czy Niemcy? Jaki jest budżet Fundacji Adenauera w Kijowie, a jaki polskich NGO? O ile można było w 2008 r. nie przewidzieć aneksji Krymu, o tyle już wtedy mogliśmy racjonalnie ocenić nasze aktywa na Wschodzie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.