Potocki: Przyjaźń Białorusi z Rosją coraz bardziej szorstka

Michał Potocki
Michał PotockiDziennik Gazeta Prawna / Wojtek Gorski
19 stycznia 2017

Rosyjsko-białoruska wojna informacyjna nabiera rumieńców. Tym razem w głównej roli wystąpili migranci. Moskwa – zgodnie z naszymi niedawnymi przewidywaniami – wzmaga poczucie zagrożenia u swojego jedynego formalnego sojusznika w Europie. Tymczasem rządowi publicyści białoruscy wypuszczają balony próbne, by zbadać reakcję na ewentualne wprowadzenie ograniczeń w nadawaniu nad Świsłoczą chętnie oglądanych rosyjskich telewizji.


Zaczęło się od twórczego rozwinięcia przez rosyjskie media umowy o readmisji, którą Białoruś zawiera właśnie z Komisją Europejską. Chodzi o klasyczne porozumienie tego typu, w ramach którego nielegalni migranci, którzy trafią do UE zza Buga, będą odsyłani z powrotem na Białoruś. Być może w grę będzie wchodzić dofinansowanie dla Mińska, przeznaczone np. na budowę ośrodków dla uchodźców lub rozbudowę i modernizację infrastruktury granicznej. Białoruś stara się o takie środki od lat, a  i sama readmisja to raczej norma niż wyjątek w relacjach między państwami. W dodatku norma konieczna, by popchnąć do przodu liberalizację reżimu wizowego w relacjach z UE. Przez naszego wschodniego sąsiada biegnie jeden – nie najważniejszy – ze szlaków przerzutu ludzi na Zachód, przede wszystkim Czeczenów (obywateli Rosji), ale też posiadaczy paszportów państw Azji Środkowej.

Tymczasem dziennik „Wzglad” opisał sprawę tak, jakby prezydent Alaksandr Łukaszenka zgodził się na przyjęcie nieokreślonej liczby przybyszów, którzy trafili do Europy w ramach kryzysu migracyjnego, a więc przede wszystkim Syryjczyków. Na tę dezinformację złapały się niektóre media unijne, w tym niestety polskie. Moskwie chodzi o  to, by sprzedać czytelnikom tezę, że zbliżenie z Zachodem – a Białoruś właśnie je realizuje – musi się wiązać z niepopularnymi cesjami, np. z narzucaniem kwot migracyjnych. A uchodźczy straszak należy do ulubionych tematów propagandy; media znad Wołgi chętnie nagłaśniają wszelkie incydenty imigranckie (i antyimigranckie), do jakich dochodzi od Wisły po Sekwanę.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.