O tym, jaka grupa ma u nas najgorszą opinię. To ani Żydzi, ani geje, ani Cyganie i muzułmanie. Dresiarze. Blokersi. Ale najczęściej dres lub drech. I wszystko jasne. Napakowany, łysy, w sportowych ciuchach, ze złotym łańcuchem na szyi. W czarnej beemce, z której dobiega bit disco-polo albo hit rodem z „Gorącej 20” Eski.
Z zimnym łokciem, k...ą jako przecinkiem, edukacją zakończoną w okolicach zawodówki. Za to z niezłym życiowym ogarnięciem. Takim, co to jeszcze przed 500 plus pozwalało tak kombinować, by bez stałej pracy nie mieć większego problemu z utrzymaniem. Przy czym umiejętność przyłożenia komuś pięścią – dla utrzymania szacunku otoczenia czy w celach zarobkowych – była bardzo przydatna.
Dres. Jedno słowo i wszystko jasne. Tak jasne, jak fenomenalnie dał temu wyraz Ten Typ Mes w raperskim kawałku „Trzeba było zostać dresiarzem”: