Domniemana zgoda albo brak sprzeciwu ukróciłyby biurokrację w szkołach [WYWIAD]

Robert Kamionowski, radca prawny, partner w kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office
<p>Robert Kamionowski, radca prawny, partner w kancelarii Peter Nielsen &amp; Partners Law Office</p>Dziennik Gazeta Prawna / Wojtek Górski
20 października 2021

- Dyrektorzy zabezpieczają się lawiną dokumentów, bo w naszym kraju nie ma zaufania do kogokolwiek. Jest za to powszechne domniemanie, że wszyscy są nieuczciwi i kombinują, jak chronić siebie. To wymaga zmiany nie tylko w szkolnictwie i prawie oświatowym, ale przede wszystkim w społeczeństwie - mówi Robert Kamionowski, radca prawny, partner w kancelarii Peter Nielsen &amp; Partners Law Office. 

Minister edukacji chce walczyć z biurokracją, a rodzice ciągle są zasypywani różnego rodzaju dokumentami, zgodami itp. Czy nie mogłyby one obowiązywać z mocy prawa?

Walka z biurokracją, o której mówi ministerstwo, ma dotyczyć nie relacji z uczniami i rodzicami, lecz szkół i nauczycieli. Niestety niektóre propozycje raczej będą zwiększać poziom biurokracji, niż go zmniejszać, także w odniesieniu do rodziców. Weźmy na przykład sztandarową nowelizację, powszechnie nazywaną lex Czarnek, czyli obowiązek wyrażania zgody przez kuratora na prowadzenie w szkole zajęć przez organizacje i inne osoby. Do wzięcia udziału w takich - zatwierdzonych przecież przez kuratora - zajęciach lub spotkaniach będą wymagane zgody nie tylko rady szkoły i rady rodziców (co nawiasem mówiąc, obowiązuje także dzisiaj), ale też rodziców lub pełnoletnich uczniów. No i czy to nie zwiększy biurokracji? Wystarczyłoby przecież po prostu wysłanie albo niewysłanie dziecka na takie zajęcia. A tak będą zbierane setki pisemek przez dyrektora szkoły, który zapewne będzie musiał się z nich jakoś rozliczyć. Do tego oczywiście dochodzą wszelkie inne zgody, np. dotyczące publikacji wizerunku dziecka, czego wymaga prawo autorskie, przetwarzania danych osobowych (słynne RODO) i tak dalej. Na marginesie… Z RODO jest trochę tak jak z yeti, każdy słyszał, ale nikt nie widział… Rozporządzenie UE nie zawiera bowiem konkretnych przepisów, lecz tylko ogólne zasady ochrony danych. Mimo to wymagamy różnych zgód i oświadczeń… Może niepotrzebnie? Do tego dołóżmy zgody na wycieczkę, na samodzielny powrót dziecka ze szkoły, wyjście do teatru... Oczywiście, że ustawowo można uregulować wiele z nich, wprowadzając chociażby instytucję sprzeciwu zamiast zgody. To dopiero byłaby zmiana w walce z biurokracją.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.