Przedstawiając swoich ministrów w trakcie sejmowego exposé, premier Donald Tusk starał się wymienić przynajmniej jeden element programowy w każdym obszarze. Udało się z dwoma wyjątkami.
Przy prezentacji nowej ministry edukacji Barbary Nowackiej stwierdził jedynie, że „każdy widzi, że nie jest Przemysławem Czarnkiem”. I przeszedł do kolejnego członka gabinetu. Jeszcze gorzej wyszło z nowym ministrem nauki i szkolnictwa wyższego Dariuszem Wieczorkiem – premier Tusk w ogóle o nim zapomniał.
Ktoś powie, że to zabawne przeoczenie, z którego nie powinno się wyciągać daleko idących wniosków. Wszak nowy premier wśród swoich zapowiedzi wymienił podwyżki dla nauczycieli od 1 stycznia 2024 r. o 30 proc. Nawet jeśli niefortunne zdarzenie miało charakter czysto przypadkowy, to stanowi jednak pewien symbol myślenia polityków o edukacji. A konkretnie braku jakiejkolwiek szerszej wizji tego, jak powinna wyglądać polska szkoła i jakie realizować cele. W efekcie ciągle się miotamy, raz wprowadzając kozę, raz ją wyprowadzając. Tym razem tą kozą będzie upolitycznienie szkoły, mimo że – jak pokazują badania – nie jest to jej najpoważniejszy problem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.