Kleiber: Zmiany na uczelniach? Zacznijmy od odpłatności

prof. Michał Kleiber, Prezes PAN
prof. Michał Kleiber, Prezes PANMedia
3 marca 2016

Większość osób obserwujących sytuację w polskim szkolnictwie wyższym nie ma wątpliwości – potrzebne są dalsze systemowe zmiany, choć ich zakres i charakter nie jest już tak oczywisty. Trudność polega m.in. na tym, że ze względu na wagę sprawy dla strategii rozwojowej kraju ma ona oczywiste ponadsektorowe znaczenie. Przewodnicząc od lat kapitule cenionego, bazującego na bardzo wielu solidnie udokumentowanych kryteriach oceny rankingu polskich uczelni wyższych mam w tej sprawie wyrobione zdanie. Wielokrotnie sprzeciwiałem się publicznie przesadnie krytycznym opiniom o polskich uczelniach, wynikającym z obserwacji jedynie najsłabszych z nich lub też z pochopnych uogólnień fragmentarycznych wad całego systemu. Ale też w swoich ocenach nigdy nie ukrywałem potrzeby szerokiego, krytycznego spojrzenia na nasze szkolnictwo wyższe pod kątem wyzwań, które niesie ze sobą dynamika współczesnego świata. Wymieńmy choćby parę z niezbędnych do podjęcia działań.

Po pierwsze nieuchronne jest rozpoczęcie procesu różnicowania szkół. Samo pojęcie „szkoła wyższa” niejako unifikuje wszystkie instytucje kształcące studentów. Najwyższy czas uświadomić więc sobie, że złożone wyzwania współczesnej administracji i gospodarki wymagają bardzo zróżnicowanego przygotowania absolwentów i tym samym przesądzają o konieczności dywersyfikacji uczelni. Nie chodzi tu bynajmniej o zróżnicowanie dziedzinowe – nieznana na świecie, a typowa dla Polski separacja uczelni humanistycznych, technicznych, ekonomicznych, medycznych i rolniczych wymaga raczej stopniowej likwidacji niż utrzymywania. Istotą sprawy nie jest też status prawny uczelni – państwowy, społeczny czy prywatny. Chodzi o coś zupełnie innego. Konieczne jest na przykład stworzenie pewnej liczby uczelni badawczych, w których intensywnie prowadzone badania traktowane byłyby jako kluczowa część misji, wspierana dydaktyką prowadzoną według najlepszych wzorców klasycznego uniwersytetu, wzbogaconych o osiągnięcia współczesnej technologii. Myślę, że taki status mogłoby w naszych warunkach zasadnie uzyskać dzisiaj około 15 uczelni, a docelowo może 30–40. Koncepcja ta wymagałaby przyznania tym uczelniom daleko idącej autonomii organizacyjnej i programowej, prowadzenia na nich w pełni przejrzystych międzynarodowych konkursów na wszystkie stanowiska badawcze z opóźnioną o co najmniej 10 lat stabilizacją zatrudnienia i aktywnego przyciągania studentów zagranicznych poprzez szeroką ofertę wykładów w języku angielskim. Zwiększająca się w ostatnich latach liczba studentów zagranicznych cieszy, ale fakt, iż jest ona spowodowana napływem młodzieży pochodzącej prawie wyłącznie ze Wschodu, pozostawia istotny niedosyt. Warunkiem skuteczności takich strategicznych rozwiązań musiałoby być kilkuletnie kontraktowanie stabilnej dotacji ministerialnej, prawo uczelni do samodzielnego regulowania wysokości uposażeń, niskie pensum dydaktyczne i nowoczesne wyposażenie miejsc pracy. Dotacja i ocena rezultatów pracy badawczej w uczelniach badawczych musiałaby być prowadzona w oparciu o kryteria inne niż to jest dzisiaj. Wśród nich głównym powinna być ocena dokonań w zakresie włączania prowadzonych na uczelniach badań w obieg międzynarodowy, obecnie na statystycznie wysoce niesatysfakcjonującym poziomie. Stosowane dla tej grupy szkół kryteria powinny być zupełnie inne niż przyjmowane do oceny uczelni realizujących przede wszystkim funkcję dydaktyczną. A w szczególności takich, które bezpośrednio odpowiadałyby na potrzeby rozwojowe regionów bądź sektorów gospodarki.

Pozostało 70% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.