Autopromocja

2,5 km/h za szybko? Należy się 53 zł mandatu. Kierowcy będą karani za minimalne przekroczenie prędkości?

Jaki odsetek kierowców przekracza dopuszczalną prędkość na poszczególnych rodzajach dróg
Jaki odsetek kierowców przekracza dopuszczalną prędkość na poszczególnych rodzajach drógDziennik Gazeta Prawna
4 lutego 2014

Najpierw pozwolili przyspieszyć, teraz każą hamować. W 2011 r. zniesiono sankcje za przekroczenie prędkości do 10 km/h, teraz chcą karać za jazdę o 2,5 km szybszą niż limit. Posłowie PO chcą ostrzej karać kierowców. Proponują, aby bezwzględnie nakładać mandaty na wszystkich, którzy przekroczyli dopuszczalną prędkość o zaledwie 5 proc. Do tego żądają uzależnienia wysokości kary finansowej od średniej pensji krajowej. Jeszcze w tym tygodniu projekt nowych przepisów ma wpłynąć do laski marszałkowskiej.

– Za przekroczenie prędkości o 0–10 km/h kara powinna wynosić 1,5 proc. średniej krajowej. Proponujemy też, aby tolerancja, zarówno w nocy, jak i w dzień, wynosiła 5 proc. dopuszczalnej prędkości – tłumaczy w rozmowie z DGP poseł PO Stanisław Żmijan. Zaznacza jednak, że w toku prac nad projektem kwestia proponowanej tolerancji może jeszcze ulec zmianie.

Tak niski próg oznaczałby, że na terenie zabudowanym kierowca naraziłby się na mandat w wysokości 53 zł, jadąc zaledwie 52,5 km/h. Co prawda już obecny taryfikator przewiduje za to wykroczenie mandat – do 50 zł i brak punktów karnych – ale de facto przepis ten nie jest respektowany. Funkcjonariusze przymykają oko na tak drobne przewinienia. – Na niektórych trasach w stolicy, np. na Wisłostradzie, tolerancja wynosi nawet 20 km/h – wyznaje nam policjant z warszawskiej drogówki.

Jeszcze większy limit wykazują fotoradary, z których część zaprogramowano na przekroczenia prędkości o 25–26 km/h. Urządzenia te nawet nie mogą (mówi o tym ustawa – Prawo o ruchu drogowym) rejestrować wykroczeń w przedziale 0–10 km/h. To wszystko ma się jednak zmienić. Posłowie PO chcą, aby pięcioprocentowa tolerancja dotyczyła zarówno policjantów, jak i fotoradarów.

– To jest nierealne. Jeśli będziemy musieli zatrzymywać wszystkich kierowców, którzy przekraczają w mieście prędkość zaledwie o kilka kilometrów, to kiedy mamy łapać prawdziwych piratów drogowych – mówią funkcjonariusze z drogówki.

Z kolei inspektorzy GITD na razie nie odnoszą się do propozycji posłów.

Wyższa średnia krajowa, wyższe mandaty: nowy system karania kierowców >>

Trzy lata temu Polska jako jedyny kraj w Europie podniosła limity prędkości. Nowelizując przepisy drogowe, parlament podwyższył maksymalną prędkość ze 130 do 140 km/h na autostradach, a na drogach ekspresowych dwujezdniowych ze 110 do 120 km/h. Wprowadzono też dodatkowe 10 km/h zapasu przy pomiarze fotoradarem stacjonarnym – kierowcy jadący na pięćdziesiątce 60 km/h byli bezkarni. A często ta tolerancja była jeszcze wyższa. Jak wykazał ostatni raport NIK, niektóre fotoradary zarządzane przez GITD wykazują się tolerancją trzykrotnie wyższą, niż wymagają tego przepisy – robią zdjęcia tylko tym kierowcom, którzy przekraczają prędkość o więcej niż 30 km/h.

– W okresie budowy systemu fotoradarowego czasowo konfigurowano niektóre urządzenia tak, by rejestrowały tylko najniebezpieczniejszych kierowców, tzn. tych, którzy znacznie przekraczali dopuszczalną prędkość – przyznaje Alvin Gajadhur z GITD. – Działanie to powodowane było ekonomiką postępowania oraz archaicznością procedury mandatowej w przypadku naruszeń rejestrowanych przez fotoradary – dodaje. Niektórzy eksperci twierdzą, że to pobłażanie idące w parze z podniesieniem limitów na drogach szybkiego ruchu negatywnie odbiło się w statystykach. W 2011 r., po raz pierwszy od czterech lat, wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wypadków wynikających z nadmiernej prędkości. (W 2011 roku na drogach zginęło 1271 osób, podczas gdy w 2010 r. – 1148).

Jak wynika z badań Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD), najczęstsze przekroczenia prędkości, jakich dopuszczają się nasi kierowcy, dotyczą właśnie przedziału 0–10 km/h. Przykładowo na drogach wojewódzkich dopuszczalne limity przekracza niemal połowa kierowców. W tym 22 proc. z nich przekroczyła prędkość o maksymalnie 10 km/h. A 5 proc. jechało 30 km/h i więcej powyżej limitu. I tylko oni narażają się na mandat.

Teraz państwo przyjmuje odwrotną taktykę: chce zaostrzyć przepisy i zmusić nas do wolniejszej jazdy. W listopadzie zeszłego roku ruszyła kampania społeczna „10 mniej ratuje życie. Zwolnij”. Produkcja spotów kosztowała 800 tys. zł, a koszt ich emisji w mediach to ok. 8 mln zł (część kosztów pokryto ze środków UE). W jednym z nich biegły sądowy z zakresu rekonstrukcji wypadków – Wojciech Pasieczny – opowiada o skutkach uderzenia auta w pieszego z prędkością 60 km/h. Taki wypadek zazwyczaj kończy się śmiercią pieszego. KRBRD już zapowiada emisję kolejnych spotów.

Zmniejszenie tolerancji dla wykroczeń drogowych skutkowałoby m.in. koniecznością przestawienia dopuszczalnych limitów w fotoradarach. Jak usłyszeliśmy w GITD, z technicznego punktu widzenia nie stanowi to problemu. Musi to jednak iść w parze ze zmianą trybu wystawiania mandatów – z obecnego wykroczeniowego (wymaga mnóstwo biurokracji) na dużo szybszy tryb administracyjny. Tylko w ten sposób inspektorzy będą w stanie wygenerować dużo większą liczbę wezwań niż obecnie – nie trzeba będzie szukać osoby, która rzeczywiście siedziała za kierownicą w chwili wykroczenia, wezwanie trafiałoby automatycznie do właściciela pojazdu.

W podobny sposób funkcjonują zagraniczne fotoradary. Przekonał się o tym pan Piotr, który – jak wynika z przedstawionych nam kserokopii dokumentów – w 2012 r. otrzymał wezwanie od włoskiej policji, która nałożyła na niego karę administracyjną w wysokości ponad 108 euro za jazdę z prędkością 80 km/h na ograniczeniu do 70 km/h. Co więcej, taki mandat pan Piotr powinien uznać za promocyjny. Na wezwaniu znalazło się bowiem ostrzeżenie, że jeżeli nie wpłaci żądanej kwoty w ciągu 60 dni, to kara wyniesie niemal 187 euro. Podobne pomysły jakiś czas temu też wpadły do głów naszych polityków, ale – po zarzutach o to, że w takim systemie chodziłoby wyłącznie o ściąganie pieniędzy z kierowców, a nie bezpieczeństwo – szybko z nich wyleciały. Pytanie, czy zaraz nie wrócą.

Uderzenie auta w pieszego przy prędkości 60 km/h kończy się śmiercią

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.