Jestem wdzięczna Wielkiej Brytanii za to, że mogę tutaj mieszkać – mówi drżącym głosem Maria z Katowic, lat 65, dziś mieszkająca w Birmingham. – Nie muszę wybierać, czy kupić chleb, czy lekarstwa, czy może raczej zbierać na trumnę.
Najpierw za pracą na obczyznę wyruszyli młodzi. Mówili, że wrócą. Trochę zarobią, trochę pooglądają świata, ale za parę miesięcy, najdalej parę lat będą z powrotem. Nie wrócili. Założyli rodziny, porodzili dzieci, pobrali kredyty na domy i auta. Teraz ich tropem podążają seniorzy. Jedni jadą do swoich, żeby popilnować im potomstwa, pogotować domowe obiady, pomóc. To największa grupa: dla nich tęsknota za bliskimi jest ważniejsza niż miłość do ojczyzny, starych kątów, przyjaciół. Ale nie brak też takich, których do emigracji zmusiła bieda. Nędzne emerytury, którymi nie wiadomo, jak gospodarować, bo nawet zwyczajowe 10 zł napiwku dla listonosza to poważny uszczerbek w miesięcznym budżecie. Jest także - niewielka wprawdzie, ale jednak - gromadka zamożnych emerytów szukających lepszego miejsca do spędzenia jesiennych lat życia. Lepszej opieki medycznej, szerszej oferty kulturalnej, bardziej sprzyjającego klimatu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.