Rolnictwo stało się jedyną branżą naszej gospodarki, w której można niczego nie produkować, nie świadczyć żadnych usług i dobrze żyć. Wystarczy mieć ziemię. Nie po to jednak, żeby na niej siać, hodować zwierzęta czy z mleka własnych krów produkować sery.
Jak człowiek coś robi, może się narobić, a plony i zyski są niepewne. Może być susza albo powódź, albo na przykład ceny spadną.
Unia, chcąc to ryzyko producentom żywności zminimalizować, wprowadziła dopłaty. Miały uniezależnić dochód rolników od wielkości produkcji, która wtedy wydawała się za duża. Gromadziły się góry zboża, masła i wołowiny, które za pieniądze podatników latami trzeba było przechowywać. Polska Wspólną Politykę Rolną tak udoskonaliła, że dochody rolników od produkcji oderwała zupełnie. Na skutki więc też nie musieliśmy długo czekać. Rolników, zamiast ubywać, przybywa. Przy tym słowo „rolnik” nie oznacza człowieka pracującego na roli, ale kapitalistę. Żyjącego nie z pracy własnych rąk, ale z kapitału, jakim jest ziemia.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.