Czy najgorsze w gospodarce mamy już ze sobą? To pytanie zadał rozmówcy redaktor naczelny DGP Krzysztof Jedlak.

- Jestem przekonany, że tak – odpowiedział prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys. - Najgorszy i najbardziej niebezpieczny moment był w drugim kwartale. To wynika z tego, że pandemia po prostu zaskoczyła wszystkich. Na szczęście po kryzysie w 2009 r. rządy, a zwłaszcza banki centralne miały pewne instrumentarium przygotowane. To pozwoliło dość szybko opanować panikę na rynkach finansowych. Później część krajów dość szybko przyszła ze znaczącą pomocą dla rynku pracy i sektora przedsiębiorstw.

- Tak głębokie „drugie dno” nam nie grozi, chociaż bez wątpienia pandemia będzie obniżała aktywność gospodarczą jeszcze przez jakiś czas, a w niektórych sektorach - które szacujemy na ok. 10 proc. PKB – może znacząco utrudniać prowadzenie normalność działalności jeszcze co najmniej przez rok. Mówię np. o branży lotniczej, turystycznej itp. – dodał prezes PFR.

Borys skomentował również najnowsze prognozy ekonomistów mówiące o czekającym nas wzroście gospodarczym

- Przy założeniu, że nie będzie drugiego pełnego lockdownu – mam na myśli przede wszystkim zamknięcia handlu, granic, zrywania łańcuchów dostaw – prognozy mówiące generalnie o odbiciu gospodarczym w przyszłym roku w Europie i w Polsce są w pełni uzasadnione – uważa prezes PFR. - Nie mówiąc o tym, że gdyby się okazało, że pandemia się wycofuje, wtedy mielibyśmy szansę na tzw. odłożony popyt i konsumpcję. Przy tej skali wsparcia możemy wyjść nawet z kryzysu boomem. Aczkolwiek są też scenariusze, które też trzeba mieć z tyłu głowy, mówiące o tym, że pandemia będzie miała przez dłuższy czas wpływ na zachowania firm, czyli wstrzymywanie decyzji inwestycyjnych. I to chyba jest największe zagrożenie dla wzrostu.