Wyrok w sprawie Chomikuj.pl. Portale muszą filtrować pliki, ale jak mają to robić? [DWUGŁOS]

Piractwo
<p>Zgodnie z wyrokiem SN portal internetowy, na którym zamieszczono pirackie pliki, ponosi odpowiedzialność nie tylko za pomocnictwo, ale i współsprawstwo bezpośrednie w naruszeniu praw autorskich</p>ShutterStock
18 października 2022

Wyrok w sprawie Chomikuj.pl nakazuje serwisowi wyszukiwanie pirackich filmów – co do tego obie strony są zgodne. Dyskusyjne natomiast jest, jak to robić. Tym bardziej że przy blokowaniu bezprawnych treści bardzo łatwo zablokować też te w pełni legalne, np. zawierające cytat.

Wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Chomikuj.pl (sygn. akt II CSKP 3/22), którego uzasadnienie niedawno opublikowano, jest przedstawiany jako precedensowy czy wręcz przełomowy. Co w nim jest takiego precedensowego?

Tomasz Targosz

Dr Tomasz Targosz adwokat w kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy reprezentującej Stowarzyszenie Filmowców Polskich
Dr Tomasz Targosz adwokat w kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy reprezentującej Stowarzyszenie Filmowców Polskich

W Polsce przez długi czas panowało przekonanie, że jeśli operator platformy pozwalającej na zamieszczanie plików przez użytkowników reaguje na konkretne zgłoszenie i usuwa piracki plik, to na tym jego obowiązki w zasadzie się kończą. I choć w serwisie pozostały setki czy tysiące innych pirackich plików z tym samym filmem, to za nie już nie odpowiada, bo nie były przedmiotem bezpośredniego zgłoszenia. Nie musi więc podejmować żadnych działań, które ograniczałyby skalę piractwa, stosować żadnych systemów filtrowania. Uprawnieni zaś muszą sami znajdować każdy taki plik i zgłaszać go platformie, aby ta go usunęła.

Wyrok SN przesądza, że można żądać, aby dany utwór, np. film, a nie tylko konkretny plik, przestał być w serwisie udostępniany. Mamy więc nie tylko obowiązek „take down”, ale również „stay down” - czyli dbanie o to, żeby chronione utwory nie pojawiały się więcej w serwisie. Przy czym oczywiście trudno zapewnić pełną skuteczność takich mechanizmów, niemniej portal musi wykazać się pewnym stopniem staranności w ograniczaniu skali piractwa.

Paweł Lipski

Paweł Lipski radca prawny z kancelarii Bird
Paweł Lipski radca prawny z kancelarii Bird

Wyrok skupia się na interpretacji konkretnego zawiadomienia o naruszeniu sprzed 10 lat. Kluczowe jest w nim stwierdzenie, że zawiadomienie nie musi wskazywać linku do pliku, może być ujęte bardziej ogólnie i wciąż prowadzić do odpowiedzialności serwisu. Wyrok potwierdza coś, co było oczywiste od dawna - serwis, który otrzyma wiarygodne zawiadomienie o naruszeniu praw autorskich, powinien na nie zareagować. Jednak nie wynika z niego, że wystarczy wskazać sam utwór, np. tytuł filmu, aby zobowiązać serwis do aktywnego poszukiwania i blokady wszystkich plików, które mogłyby ten utwór zawierać. Tak daleko idące wnioski nie są uzasadnione. Istota problemu sprowadza się do różnicy pomiędzy plikiem i utworem. Twórcy chcieliby, żeby serwisy reagowały na zgłoszenie utworu, czyli czegoś abstrakcyjnego, dla serwisów nieidentyfikowalnego. Serwisy zaś operują pojęciem danych, czyli czegoś konkretnego, co można zidentyfikować, odszukać na serwerach. Jeżeli serwis otrzymuje zgłoszenie dotyczące konkretnego pliku, to rzeczywiście może wyszukać wszystkie takie same pliki i je zablokować. Nie muszą one być zresztą dokładnie takie same, ale przynajmniej pod pewnymi względami podobne, możliwe do zlokalizowania. Jeśli zaś otrzyma zgłoszenie dotyczące samego utworu, to zwyczajnie nie ma technicznej możliwości ich odnalezienia, a tym samym zablokowania do nich dostępu. W tym kierunku idzie też orzecznictwo europejskie. W sprawie YouTube’a TSUE wyraźnie wskazał, że odpowiedzialność serwisu aktualizuje dopiero posiadanie wiadomości „o konkretnych bezprawnych działaniach ze strony użytkowników”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.