KNF się myliła. Kto zapłaci rachunek za reformę WIBOR-u, gdy prezesi banków odejdą na emeryturę?

prawo, podatki, przepisy, pytania, wątpliwości1
KNF się myliła. Kto zapłaci rachunek za reformę WIBOR-u, gdy prezesi banków odejdą na emeryturę?Shutterstock
dzisiaj, 11:07

Przez lata problem WIBOR-u sprowadzano do pytania, czy sam wskaźnik był prawidłowo wyznaczany. Tymczasem prawdziwa bomba z opóźnionym zapłonem może tkwić gdzie indziej – w milionach umów kredytowych zawierających wadliwe, niepełne albo wzajemnie sprzeczne klauzule awaryjne. Gdy w 2037 roku WIBOR zniknie z rynku, polskie sądy mogą stanąć przed skalą sporów porównywalną z aferą frankową. Opóźnione wytyczne nadzorcze, chaos regulacyjny, wskaźniki zastępcze, które same mogą zniknąć, i pytanie o granice ingerencji państwa w istniejące umowy – to problemy, które dziś wydają się odległe, ale ich skutki mogą okazać się kosztowne dla banków i kredytobiorców.

Zbliżające się zaprzestanie publikacji wskaźnika WIBOR – planowane na 2037 rok – stawia przed systemem finansowym pytanie, które dotąd pozostawało w cieniu debaty o samym wskaźniku: co stanie się z milionami umów kredytowych podpisanych po 1 stycznia 2018, które zawierają zapisane przez banki procedury awaryjne? I co ważniejsze – czy przyszłe rozporządzenie zastępujące WIBOR będzie mogło skutecznie uchylić to, co bank i kredytobiorca postanowili między sobą w dniu podpisania umowy?

Odpowiedź na to pytanie wymaga spojrzenia wstecz – na regulacyjny chaos, w którym powstawały owe klauzule – oraz spojrzenia w przyszłość, na skutki prawne i finansowe nieuchronnego zderzenia umów z rozporządzeniem.

Dekada odkładania problemu – reforma wskaźników referencyjnych w Polsce jako studium instytucjonalnej nieodpowiedzialności

Narodowa Grupa Robocza ds. reformy wskaźników referencyjnych wyznaczyła dziesięcioletni okres przejścia z WIBOR-u na nowy wskaźnik POLSTR. Decyzja ta, przedstawiana jako wyraz ostrożności i odpowiedzialnego planowania, jest w istocie czymś zgoła innym: instytucjonalnym przesunięciem odpowiedzialności w czasie – starannie wykalkulowanym tak, by problem dojrzał dopiero wtedy, gdy jego autorów nie będzie już przy stole.

To nie jest obserwacja złośliwa. To diagnoza systemowa poparta prostą arytmetyką. Znaczna część ekspertów, urzędników i menedżerów zaangażowanych dziś w prace nad reformą za dziesięć lat będzie na emeryturze lub będzie piastować zupełnie inne stanowiska. Prezesi największych banków – w większości w wieku przedemerytalnym – nie mają ani osobistego, ani instytucjonalnego interesu w tym, by zmierzyć się z kosztami i ryzykami tranzycji tu i teraz. Znacznie wygodniej jest zostawić ten problem następcom: następnym prezesom, następnym dyrektorom departamentów, następnym składom rad nadzorczych. Reforma wskaźników referencyjnych stała się w Polsce rekordem w jednej, wyjątkowo niechlubnej dyscyplinie – instytucjonalnym odwlekaniu pod pozorem rozwagi.

Tymczasem świat nie czekał. Wielka Brytania przeprowadziła przejście z LIBOR-u na SONIA w ciągu kilku lat, przy intensywnym zaangażowaniu regulatora, sektora bankowego i uczestników rynku, nie oglądając się na wygodę zarządów. Stany Zjednoczone, strefa euro, Szwajcaria, Japonia – wszystkie główne jurysdykcje poradziły sobie z reformą wskaźników referencyjnych bez wyznaczania dekadowej strefy komfortu dla kadry kierowniczej. Polska jest pod tym względem ewenementem na tle rozwiniętych rynków finansowych. Nie jest to powód do dumy.

Prawo unijne tymczasem nie stoi w miejscu – i nie zamierza czekać na polskie tempo. Każda kolejna dyrektywa, każdy wyrok TSUE, każda interpretacja ESMA przesuwa punkt ciężkości wyraźnie w stronę ochrony konsumenta. Każdy rok, który upływa bez rozwiązania problemu klauzul awaryjnych, to rok narastającego ryzyka prawnego dla sektora bankowego i rok, w którym kolejni kredytobiorcy mogą – ze skutkiem wstecznym – kwestionować ważność i treść swoich umów. Można by założyć, że perspektywa wyjścia Polski z Unii Europejskiej w ciągu dekady czyni to ryzyko akademickim – ale takie założenie trudno traktować poważnie nawet jako myśl eksperymentalną.

Nie można też przemilczeć roli instytucji, które do obecnego stanu rzeczy aktywnie się przyczyniły. Rozporządzenie BMR należy do najtrudniejszych aktów prawa unijnego – wielowarstwowe, technicznie wymagające, na styku prawa i ekonomii finansowej. Właśnie dlatego ESMA – europejski nadzorca rynku kapitałowego – istnieje i wydaje wiążące wytyczne interpretacyjne. Zamiast jednak kierować wątpliwości do właściwego źródła, Ministerstwo Finansów i KNF przez lata konstruowały własne interpretacje, niejednokrotnie sprzeczne z literą i duchem rozporządzenia, po czym głosiły je publicznie jako obowiązujący stan prawny. Stopa referencyjna NBP jako dopuszczalny zamiennik WIBOR-u? Oczywiście, mówiono w 2019 roku. Niezgodne z prawem – przyznano ciszej, później. Tymczasem banki, działając w dobrej wierze na podstawie sygnałów płynących od regulatora i ustawodawcy, zdążyły wpisać wadliwe zapisy do setek tysięcy umów. Skutki tych błędów będą odczuwalne przez lata – i nie przez ich autorów.

Polska wchodzi zatem w fazę reformy wskaźników referencyjnych z bagażem, którego żaden porównywalny rynek finansowy nie dźwiga: z masą umów zawierających wadliwe lub niekompletne klauzule awaryjne, ze wskaźnikiem WIRON, który miał być przyszłością polskiego rynku, a stał się kosztownym reliktem zanim zdążył zaistnieć, i z instytucjami, które zamiast wyprzedzać problemy – przez lata je produkowały.

Poniższy artykuł analizuje szczegółowo skutki tej sytuacji: jakie klauzule awaryjne trafiły do umów i dlaczego tak wiele z nich jest dziś prawnie wątpliwych, co zalecał KNF w 2021 roku i dlaczego te zalecenia mogą okazać się niewystarczające przy przejściu w 2037 roku, co stanie się z umowami wskazującymi wskaźniki, które już nie istnieją, oraz dlaczego planowane rozporządzenie zastępujące WIBOR – jako akt niższego rzędu – może nie być w stanie skutecznie uregulować sytuacji milionów kredytobiorców, którzy swoje umowy podpisywali w zupełnie innym stanie prawnym i faktycznym, często wprowadzeni w błąd przez tych, których zadaniem była ochrona ich interesów.

Chaos normatywny u źródeł problemu

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. – tzw. rozporządzenie BMR – weszło w życie 1 stycznia 2018 roku i od tego momentu nakładało na administratorów wskaźników oraz na instytucje finansowe obowiązki związane z opracowaniem planów awaryjnych na wypadek zaprzestania publikacji wskaźnika referencyjnego (Artykuł 28 pkt 2). Tymczasem wytyczne do stosowania procedur awaryjnych Komisja Nadzoru Finansowego wydała zakresie dopiero w 2021 roku – a więc z ponad trzyletnim opóźnieniem względem wejścia w życie BMR.

Konsekwencje tego opóźnienia są dziś wyraźnie widoczne. Banki, pisząc klauzule awaryjne w latach 2018–2021, działały w normatywnej próżni – bez krajowych wytycznych, niejednokrotnie bazując na własnych interpretacjach prawnych lub wzorcach przygotowanych przez działy compliance.

Potwierdzeniem zaniedbania tego obszaru przez banki jest chociażby sankcja nałożona przez KNF w 2024 roku na jeden z krajowych banków, który w ogóle nie zawarł stosownych klauzul awaryjnych w swoich umowach kredytowych – łamiąc tym samym wymogi wynikające z BMR wprost.

Zróżnicowany krajobraz klauzul awaryjnych

Analiza umów kredytowych opartych o WIBOR ujawnia znaczne zróżnicowanie stosowanych przez banki podejść. Można wyróżnić co najmniej trzy modele:

Model pełny i zgodny z BMR
Umowy zawierają szczegółową procedurę opisującą kolejność działań po zaprzestaniu publikacji WIBOR. Wskazują konkretne wskaźniki zastępcze (np. WIRON lub WKF – Wskaźnik Kosztu Finansowania), definiują metodę wyliczania spreadów korygujących oraz opisują sposób uśredniania lub konwersji wskaźnika.

Model częściowy
Klauzule określają sam fakt możliwości zmiany wskaźnika, ale pozostawiają bankowi daleko idącą swobodę w wyborze wskaźnika zastępczego i metodologii jego stosowania, co rodzi poważne ryzyko abuzywności w relacjach z konsumentami.

Model wadliwy prawnie
Część banków, niezgodnie z art. 10 ustawy z dnia 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, wskazywała jako wskaźnik zastępczy stopę referencyjną NBP. Tymczasem stopa referencyjna NBP nie jest wskaźnikiem referencyjnym w rozumieniu BMR – jest to instrument polityki pieniężnej, a nie wskaźnik rynkowy obliczany według z góry określonej metodologii. Tego rodzaju klauzule mogą być kwestionowane zarówno pod kątem zgodności z ustawą o kredycie hipotecznym, jak i samym rozporządzeniem BMR.

Zalecenia KNF z 2021 roku – co wskazano i gdzie tkwi problem

W 2021 roku KNF wydał dwa kluczowe dokumenty normujące oczekiwania nadzoru wobec banków w zakresie planów i klauzul awaryjnych: Stanowisko UKNF w sprawie planów awaryjnych wynikających z BMR z dnia 30 kwietnia 2021 r. oraz Stanowisko UKNF w sprawie stosowania wskaźników referencyjnych w rozumieniu BMR skierowane do kredytodawców z września 2021 r. W sierpniu 2023 r. KNF uzupełnił dokumentacje o Stanowisko dotyczące klauzul awaryjnych, które nie przewidują trwałego zamiennika wskaźnika referencyjnego. Żaden z tych dokumentów nie miał mocy wiążącej – KNF wyraźnie zastrzegł, że nie posiada uprawnienia do wydawania wiążących interpretacji prawnych.

Co KNF zalecił – mapa kluczowych oczekiwań

Minimalna zawartość klauzuli awaryjnej

Zgodnie z pkt 2.7. Stanowiska KNF plan awaryjny w banku powinien obejmować m.in.: ogólne informacje o wskaźniku i jego administratorze, opis zdarzeń wyzwalających uruchomienie planu, procedurę wyboru wskaźnika alternatywnego, metodę obliczania spreadu korygującego oraz obowiązki informacyjne wobec klientów. Jednocześnie KNF – w odpowiedzi na pytania Związku Banków Polskich – potwierdził, że nie wszystkie te elementy muszą być odzwierciedlone wprost w treści umowy z klientem. Szczegółowe procedury wewnętrzne mogą pozostać w wewnętrznym dokumencie banku, zaś w klauzuli umownej wystarczające jest zawarcie kluczowych elementów.

To rozróżnienie między planem awaryjnym (dokumentem wewnętrznym) a klauzulą awaryjną (zapisem umownym) było słuszne merytorycznie, lecz w praktyce spowodowało, że wiele banków ograniczyło treść klauzuli umownej do minimum – i właśnie owo minimum może okazać się niewystarczające w zderzeniu z przyszłym rozporządzeniem.

Definicja zdarzenia wyzwalającego – model akceptowany przez KNF

KNF wskazał, że akceptowanym i powszechnie stosowanym podejściem na polskim rynku jest utożsamienie istotnej zmiany wskaźnika z istotną zmianą metody jego opracowywania przyjętą przez administratora. Zdarzenie wyzwalające miało być definiowane nie przez bank samodzielnie, lecz przez administratora wskaźnika (GPW Benchmark SA). W ocenie KNF taki model nie wymagał zawierania aneksu do umowy, ponieważ bank nie miał wpływu na ustalenie wysokości oprocentowania.

Problem: takie sformułowanie zdarzenia wyzwalającego jest węższe niż samo zaprzestanie publikacji WIBOR w 2037 roku. Jeśli zaprzestanie nie zostanie poprzedzone formalną zmianą metody przez administratora, lecz wyniknie wprost z decyzji regulatora lub upływu terminu, klauzule skonstruowane wyłącznie wokół „istotnej zmiany metody" mogą nie aktywować się automatycznie – rodząc spór o to, czy zdarzenie wyzwalające w ogóle nastąpiło.

Brak wymogu wskazania konkretnego wskaźnika – akceptacja procedury

KNF dopuścił model, w którym klauzula awaryjna nie wskazuje z góry konkretnego wskaźnika zastępczego, lecz jedynie odsyła do procedury opisanej w planie awaryjnym, na podstawie której bank dokona wyboru wskaźnika w momencie zaistnienia zdarzenia. Jednocześnie KNF zaznaczył, że gdy wskaźnik alternatywny nie został sformułowany wystarczająco jednoznacznie, może pojawić się konieczność uzyskania zgody kredytobiorcy na jego zastosowanie.

Problem: umowy, które zamiast konkretnego wskaźnika zawierają jedynie odesłanie do procedury, dają bankowi szeroką swobodę decyzyjną w momencie przejścia. Jeśli rozporządzenie z 2037 roku narzuci inny wskaźnik niż ten, który bank wybrałby zgodnie ze swoją procedurą, powstanie kolizja. Co więcej, wymóg uzyskania zgody kredytobiorcy – w skali milionów umów – jest logistycznie i prawnie niewykonalny.

Błędne sygnały z lat 2018–2019 jako element kontekstu

Stanowisko z 2021 roku należy czytać także w kontekście wcześniejszych sygnałów regulacyjnych. W styczniu 2019 roku KNF publicznie wskazał, że nie widzi formalnych przeszkód do stosowania stopy referencyjnej banku centralnego w umowach finansowych objętych BMR. Podobne stanowisko w lutym 2019 roku prezentowało Ministerstwo Finansów. Oba te przekazy były sprzeczne z unijnym rozporządzeniem BMR oraz z krajową ustawą o kredycie hipotecznym. Banki, które oparły swoje klauzule awaryjne na tym błędnym poglądzie regulatora i ustawodawcy, działały w dobrej wierze, lecz wbudowały do umów zapisy podatne na zarzut nieważności.

Stanowisko KNF z sierpnia 2023 roku – pośrednie przyznanie problemu

W sierpniu 2023 roku KNF wydał uzupełniające stanowisko dotyczące klauzul, które nie przewidują trwałego zamiennika wskaźnika referencyjnego. Samo wydanie tego dokumentu stanowiło pośrednie przyznanie, że na rynku istnieje znacząca liczba umów z klauzulami awaryjnymi, które są niekompletne. KNF oczekiwał od banków uzupełnienia tych klauzul lub podjęcia innych działań zapewniających ciągłość umowy.

Stanowisko to również nie miało charakteru wiążącego, nie określało harmonogramu działań ani sankcji za brak dostosowania. Banki, które zignorowały te oczekiwania, nie poniosły odpowiedzialności administracyjnej – poza wyjątkowymi przypadkami takimi jak sankcja z 2024 roku za brak klauzul w ogóle.

Zestawienie – zalecenie KNF a ryzyko w 2037 roku

Zdarzenie wyzwalające = „istotna zmiana metody" – może nie obejmować przypadku zaprzestania publikacji wynikającego z decyzji regulatora lub upływu terminu; klauzula może się nie aktywować automatycznie.

Odesłanie do procedury zamiast wskaźnika – klauzula odsyła do wewnętrznego dokumentu banku, który może być niezgodny z rozporządzeniem; bank może być zmuszony do uzyskania zgody każdego kredytobiorcy.

Wskaźnik zastępczy = WIRON – zalecany przez regulatora, wskazywany w klauzulach w dobrej wierze; WIRON może przestać być publikowany przed 2037 r. ponieważ jego metoda nie gwarantuje poprawności selekcji transakcji służących do kalkulacji poziomu wskaźnika, pozostawiając umowę bez sprawnego wskaźnika.

Wskaźnik zastępczy = stopa NBP – zaakceptowany w komunikatach KNF z 2019 r., sprzeczny z BMR i ustawą o kredycie hipotecznym; klauzula podatna na zarzut nieważności.

Brak hierarchii zamienników – KNF nie wymagał wprost wskazania kolejności wskaźników zastępczych; umowy z jednym wskaźnikiem bez „ostatecznego zabezpieczenia" mogą utracić mechanizm oprocentowania zmiennego.

Wskaźniki zastępcze, których już nie ma – kredyt oprocentowany samą marżą?

Osobna i niezwykle poważna kategoria problemów dotyczy umów, w których klauzula awaryjna wskazywała konkretny wskaźnik zastępczy, który – zanim jeszcze nastąpiło zaprzestanie publikacji WIBOR-u – sam przestał istnieć lub stał się praktycznie nieużywalny, a umowa nie przewidywała żadnej dalszej alternatywy.

WKF – wskaźnik, który już nie jest publikowany

Wskaźnik Kosztu Finansowania (WKF) był przez niektóre banki spółdzielcze wskazywany w klauzulach awaryjnych jako naturalny zamiennik WIBOR-u. Problem polega na tym, że WKF nie jest już publikowany.

Jeśli umowa kredytowa zawiera zapis w stylu: „w przypadku zaprzestania publikacji WIBOR oprocentowanie obliczane będzie w oparciu o wskaźnik WKF" – i jednocześnie nie przewiduje żadnego kolejnego kroku na wypadek braku dostępności samego WKF – umowa wpada w próżnię mechanizmu oprocentowania zmiennego. Brak możliwości ustalenia wartości wskaźnika referencyjnego przy jednoczesnym braku dalszej klauzuli awaryjnej prowadzi do wniosku, że jedyną możliwą do zastosowania częścią oprocentowania pozostaje stała marża banku.

W praktyce oznaczałoby to, że kredyt z dnia na dzień staje się kredytem quasi-stałoprocentowym – oprocentowanym wyłącznie marżą, np. 1,5% lub 2%, co z perspektywy banku jest katastrofalne finansowo, a z perspektywy kredytobiorcy – potencjalnie niezwykle korzystne.

WIRON – wskaźnik widmo

Jeszcze bardziej skomplikowana jest sytuacja umów, które jako wskaźnik zastępczy wskazały WIRON (Warsaw Interest Rate Overnight). Na etapie jego projektowania WIRON był przedstawiany jako docelowy następca WIBOR-u – nowoczesny, transakcyjny, oparty na rzeczywistych danych rynkowych. Część banków – działając w dobrej wierze i zgodnie z ówczesnymi sygnałami regulacyjnymi – wpisała go do klauzul awaryjnych.

Tymczasem WIRON znalazł się w głębokim kryzysie wiarygodności, który ma charakter strukturalny. Problem selekcji transakcji, na podstawie których wskaźnik jest obliczany, okazał się nie do przezwyciężenia, by zapewnić wskaźnikowi rzetelność i reprezentatywność wymaganą przez BMR. W efekcie żaden bank nie stosuje już WIRON-u w nowych produktach kredytowych, administrator wskaźnika ponosi koszty jego opracowywania i publikacji przy znikomym zainteresowaniu rynku, a instytucje finansowe wyraźnie sygnalizują, że nie odważą się oprzeć na WIRON-ie żadnego produktu masowego. Coraz głośniej mówi się o tym, że jeszcze przed 2037 rokiem administrator może zawiesić lub zakończyć publikację WIRON-u.

Oznacza to, że umowy wskazujące WIRON jako docelowy wskaźnik zastępczy mogą de facto nigdy nie skorzystać z tej klauzuli – nie dlatego, że WIBOR będzie publikowany wiecznie, ale dlatego, że sam WIRON zniknie lub stanie się wskaźnikiem dysfunkcyjnym zanim nadejdzie rok 2037. A samo zastosowanie oprocentowania na wskaźniku WIRON to zbyt duże ryzyko prawne a utrzymanie reprezentatywności wskaźnika przy powtarzających się cyklicznie rewizjach danych stoi pod znakiem zapytania. I znów – jeśli klauzula awaryjna kończy się na WIRON-ie, nie przewidując kolejnego kroku, jedynym składnikiem oprocentowania pozostaje marża.

Konsekwencja systemowa

Oba opisane scenariusze – zarówno WKF, jak i WIRON – odsłaniają fundamentalną wadę konstrukcji klauzul awaryjnych pisanych w pośpiechu, bez znajomości przyszłego kształtu rynku wskaźników. Prawidłowo skonstruowana klauzula powinna zawierać hierarchię wskaźników zastępczych oraz klauzulę końcową odsyłającą do wskaźnika ustawowego lub regulacyjnego jako ostatecznej siatki bezpieczeństwa. Banki, które tego nie zrobiły, naraziły się na ryzyko, że ich umowy kredytowe staną się – wbrew ich intencjom – umowami o stałym oprocentowaniu równym jedynie marży.

Rozporządzenie zamiast ustawy – i co z tego wynika

Informacje płynące z otoczenia regulacyjnego wskazują, że zastąpienie WIBOR-u nastąpi w drodze rozporządzenia, a nie ustawy. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie prawne.

Rozporządzenie – jako akt wykonawczy niższego rzędu w hierarchii źródeł prawa – nie może w sposób automatyczny i skuteczny modyfikować treści dwustronnych umów cywilnoprawnych zawartych przed jego wejściem w życie, jeżeli te umowy zawierają własne, doprecyzowane postanowienia dotyczące tej samej materii. Byłoby to naruszenie zasady ochrony praw nabytych oraz zasady pewności prawa, wywodzonych z art. 2 Konstytucji RP.

Inaczej byłoby w przypadku ustawy – ustawodawca dysponuje kompetencją do ingerencji w stosunki umowne, pod warunkiem zachowania standardów proporcjonalności i ochrony praw stron. Rozporządzenie takiej mocy nie ma. Nie można w drodze rozporządzenia przymusowo zastąpić wskaźnika umownego innym wskaźnikiem, jeśli umowa sama w sobie przewiduje szczegółową ścieżkę postępowania.

Prymat umowy – argument prawny i jego granice

Zgodnie z art. 353¹ Kodeksu cywilnego strony zawierające umowę korzystają ze swobody kontraktowej – mogą ułożyć stosunek prawny według swojego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego.

Klauzula awaryjna stanowiąca integralną część umowy kredytowej – o ile jest ważna, jednoznaczna i nieabuzywna – powinna mieć pierwszeństwo przed treścią rozporządzenia regulującego zastąpienie WIBOR-u w sytuacji braku ustawowej normy kolizyjnej wyraźnie uchylającej postanowienia umowne. Rozporządzenie może skutecznie regulować sytuację umów, które planów awaryjnych w ogóle nie zawierają – i właśnie tę lukę powinno wypełniać. Nie powinno natomiast wkraczać w przestrzeń prawną umów, w których strony tę kwestię już uregulowały.

Tym samym kredytobiorca, którego umowa zawiera klauzulę awaryjną wskazującą konkretny wskaźnik zastępczy, może mieć podstawy do żądania stosowania właśnie tego wskaźnika – a nie wskaźnika wynikającego z rozporządzenia – nawet po 2037 roku, chyba że ustawa lub rozporządzenie wyposażone w upoważnienie ustawowe o odpowiednim zakresie wyraźnie tę kwestię uregulują na nowo.

Pod znakiem zapytania pozostają umowy zawarte po 1 stycznia 2018 r., które mimo obowiązywania rozporządzenia BMR nie zawierają żadnej klauzuli awaryjnej. Samo w sobie jest to już sytuacja nieprawidłowa — art. 28 ust. 2 BMR nakładał na podmioty nadzorowane obowiązek uwzględnienia planów awaryjnych w klauzulach zawieranych w umowach finansowych od tej właśnie daty. Brak takiej klauzuli, mimo regulacyjnego nakazu jej zamieszczenia, rodzi poważne pytanie natury zarówno prawnej, jak i praktycznej.

Pytanie to można sformułować następująco: czy w przypadku wejścia w życie aktu prawnego wyznaczającego zamiennik wskaźnika referencyjnego — na przykład na mocy art. 23b lub art. 23c rozporządzenia BMR — umowa, która w swojej treści w ogóle nie przewidywała możliwości zmiany wskaźnika, podlegać będzie takiej zmianie z mocy prawa, skoro jej strony tej możliwości explicite nie uzgodniły, a sam bank nie wywiązał się z ciążącego na nim obowiązku zamieszczenia odpowiedniej klauzuli?

Z jednej strony można argumentować, że zamiennik ustawowy działa ex lege, czyli niezależnie od woli stron i od treści konkretnej umowy, zastępując odniesienia do wskaźnika referencyjnego z mocy samego aktu prawnego — i w tym sensie brak klauzuli awaryjnej nie blokuje jego zastosowania. Za taką interpretacją przemawia sam cel mechanizmu ustawowego, którym jest zapewnienie ciągłości wykonywania umów na rynku finansowym właśnie w sytuacjach, gdy zawodzą mechanizmy kontraktowe.

Z drugiej strony trudno pominąć argument, że bank, który nie wykonał obowiązku wynikającego z art. 28 ust. 2 BMR, nie może czerpać z tego zaniechania korzyści — a brak klauzuli awaryjnej w umowie zawartej po 1 stycznia 2018 r. może być przez kredytobiorcę lub sąd oceniony jako naruszenie wymogów regulacyjnych, z potencjalnymi konsekwencjami dla ważności lub skuteczności poszczególnych postanowień umownych. Co więcej, brak jakiejkolwiek klauzuli awaryjnej oznacza, że kredytobiorca nigdy nie został poinformowany o ryzyku zmiany wskaźnika i mechanizmach jego zastąpienia — co rodzi dodatkowe pytania z perspektywy ochrony konsumenta i obowiązków informacyjnych banku.

Odrębną, lecz równie istotną kategorię problemów tworzą umowy, które klauzulę awaryjną co prawda zawierają, jednak zostały zawarte na tyle wcześnie, że ich treść nie odzwierciedla aktualnego rozumienia wymagań stawianych takim klauzulom — w szczególności w zakresie spreadu korygującego. Należy bowiem przypomnieć, że w pierwszych latach obowiązywania rozporządzenia BMR, a więc bezpośrednio po 1 stycznia 2018 r., pojęcie spreadu korygującego nie funkcjonowało jeszcze jako ugruntowany element klauzul awaryjnych w polskiej praktyce bankowej. Świadomość jego znaczenia i konieczności uwzględnienia w dokumentacji kontraktowej kształtowała się stopniowo — w dużej mierze za sprawą pierwszych globalnych konwersji wskaźników referencyjnych, w szczególności przejścia z LIBOR na wskaźniki RFR na rynkach anglosaskich, które dostarczyły rynkowi wzorców postępowania i ujawniły skalę problemów wynikających z pominięcia korekty spreadowej.

W konsekwencji w obrocie funkcjonuje dziś znaczna liczba umów, które zawierają klauzulę awaryjną przewidującą zmianę wskaźnika referencyjnego, lecz w ogóle nie odnoszą się do spreadu korygującego — albo określają go w sposób rażąco niedokładny, oparty na uproszczonych założeniach, które nie odpowiadają ani metodologii przyjętej przez ISDA, ani metodologii rekomendowanej przez NGR. Umowy takie mogą przewidywać na przykład spread zerowy, spread oparty na arbitralnie wybranej średniej arytmetycznej z krótkiego okresu historycznego, albo odsyłać do bliżej nieokreślonej decyzji banku podejmowanej w przyszłości — bez żadnych kryteriów jej wyznaczania.

Problem ten nabiera szczególnej wagi w zestawieniu z aktem prawnym wyznaczającym zamiennik wskaźnika. Jeżeli taki akt — wydany na mocy art. 23b lub art. 23c rozporządzenia BMR albo na podstawie krajowej regulacji implementacyjnej — określi spread korygujący w sposób wiążący i jednoznaczny, może dojść do kolizji pomiędzy treścią tego aktu a postanowieniami klauzuli awaryjnej zawartej w umowie. Kolizja taka może przybrać różne postaci. Klauzula umowna może przewidywać spread wyższy lub niższy od spreadu wyznaczonego aktem prawnym. Może stosować inną metodę jego obliczania. Może wreszcie w ogóle nie przewidywać spreadu, podczas gdy akt prawny wyraźnie go narzuca jako element obowiązkowy konwersji.

Powstaje wówczas fundamentalne pytanie o hierarchię źródeł i skutki prawne tej niespójności. Jeżeli zamiennik ustawowy działa ex lege i ma pierwszeństwo przed postanowieniami umownymi, spread określony aktem prawnym powinien wyprzeć spread umowny — nawet jeżeli ten ostatni był wyraźnie uzgodniony przez strony. Jednak taka wykładnia może budzić uzasadnione wątpliwości w kontekście zasady swobody umów oraz ochrony uzasadnionych oczekiwań stron ukształtowanych w chwili zawarcia umowy. Z kolei przyjęcie, że spread umowny zachowuje moc mimo wejścia w życie aktu prawnego określającego spread odmienny, prowadzi do sytuacji, w której dwie umowy o identycznej treści ekonomicznej, lecz zawarte w różnych datach lub z różną precyzją klauzuli awaryjnej, będą wykonywane według odmiennych zasad konwersji — co z perspektywy równego traktowania kredytobiorców jest trudne do obrony.

Niespójność ta może być źródłem sporów zarówno na linii bank–kredytobiorca, jak i bank–organ nadzoru. Kredytobiorca, który w wyniku zastosowania spreadu umownego zapłaci odsetki wyższe niż wynikałoby to z aktu prawnego wyznaczającego zamiennik, będzie miał uzasadnione podstawy do zakwestionowania prawidłowości rozliczenia. Bank natomiast, stosując spread umowny niezgodny z aktem prawnym, naraża się na zarzut naruszenia przepisów i potencjalną odpowiedzialność regulacyjną.

Odpowiedź na pytanie o skutki tej niespójności nie jest zatem jednoznaczna i wymaga odrębnej analizy prawnej uwzględniającej treść konkretnego aktu prawnego, brzmienie klauzuli awaryjnej oraz status kredytobiorcy. Jedno jednak wydaje się pewne: umowy pozbawione klauzul awaryjnych, zawarte po 1 stycznia 2018 r., oraz umowy zawierające klauzule awaryjne nieuwzględniające spreadu korygującego lub określające go w sposób rażąco niedokładny stanowią istotne ryzyko prawne i reputacyjne dla banków spółdzielczych. Ryzyko to materializuje się nie dopiero w chwili ewentualnego sporu, lecz już teraz — w fazie przygotowania do konwersji portfela i inwentaryzacji dokumentacji kontraktowej, którą każdy bank powinien przeprowadzić bez zbędnej zwłoki.

Możliwe skutki prawne i finansowe

Fragmentacja rynku kredytowego

Jeżeli poszczególne umowy będą stosować różne wskaźniki zastępcze (WIRON, POLSTR, inne), rynek kredytów hipotecznych i konsumenckich stanie się mozaiką nieporównywalnych produktów. Utrudni to zarządzanie ryzykiem stopy procentowej przez banki i sprawi, że kredytobiorcy nie będą mieli jednolitego punktu odniesienia przy ocenie kosztów swojego zadłużenia.

Spory sądowe na masową skalę

Kredytobiorcy, których umowy zawierają klauzule wskazujące stopę referencyjną NBP jako wskaźnik zastępczy, mogą kwestionować ich ważność – zarówno ze względu na niezgodność z ustawą o kredycie hipotecznym, jak i ewentualną abuzywność. W przypadku uznania klauzuli za nieważną powstanie pytanie, czy całą umowę należy traktować jako pozbawioną mechanizmu oprocentowania zmiennego – co otworzy drogę do roszczeń analogicznych do tych znanych z kredytów frankowych.

Ryzyko dla banków, które nie zawarły klauzul

Banki, które – jak wykazała sankcja KNF z 2024 roku – w ogóle nie zawarły klauzul awaryjnych, znajdą się w sytuacji, w której rozporządzenie staje się dla nich jedynym ratunkiem. Będą jednak narażone na zarzut, że naruszały obowiązki wynikające z BMR przez lata, co może stanowić podstawę do roszczeń odszkodowawczych ze strony kredytobiorców.

Ryzyko kredytu oprocentowanego samą marżą

Umowy wskazujące jako jedyny wskaźnik zastępczy WKF (który przestał istnieć) lub WIRON (który może zaprzestać publikacji przed 2037 rokiem) bez dalszych wariantów awaryjnych mogą skutkować sytuacją, w której sąd uzna, że po wygaśnięciu klauzuli jedynym składnikiem oprocentowania pozostaje marża. Skala potencjalnych roszczeń o zwrot nadpłaconych odsetek może być znaczna.

Kolizja klauzul z treścią rozporządzenia

Nawet tam, gdzie klauzule awaryjne zostały skonstruowane starannie, może dojść do kolizji z treścią przyszłego rozporządzenia – np. gdy klauzula wskazuje jeden wskaźnik, a rozporządzenie wprowadza inny. Rozstrzygnięcie tego konfliktu wymagać będzie albo wyraźnej normy kolizyjnej w akcie prawnym, albo – w jej braku – orzecznictwa sądowego, które ukształtuje się przez kolejne lata.

Nierówne traktowanie kredytobiorców

Kredytobiorcy posiadający tę samą kwotę kredytu, zaciągniętego w tym samym banku w podobnym czasie, mogą po 2037 roku płacić odsetki obliczone według różnych wskaźników – w zależności od tego, w jaki sposób bank sformułował klauzulę awaryjną w danym roku. To rodzi poważne pytania o równość wobec prawa i może być kolejnym impulsem do sporów sądowych.

Wnioski

Koniec WIBOR-u to nie tylko kwestia techniczna – to wydarzenie, które ujawni wszystkie błędy popełnione na etapie implementacji BMR w Polsce. Trzyletnie opóźnienie KNF w wydaniu wytycznych, niewiążący charakter stanowisk z 2021 roku, brak wymogu hierarchii wskaźników zastępczych, pochopne wpisywanie wskaźników takich jak WKF czy WIRON bez przewidzenia alternatyw, a teraz perspektywa regulacji wyłącznie na poziomie rozporządzenia – wszystko to tworzy grunt pod rozległe spory prawne.

Klauzule awaryjne wpisane do umów przez banki – o ile są ważne i zgodne z prawem – powinny mieć pierwszeństwo przed rozporządzeniem. Jeśli ustawodawca chce zapewnić jednolite zastosowanie nowego wskaźnika w całym systemie bankowym, musi sięgnąć po instrument ustawowy albo wyposażyć upoważnienie do wydania rozporządzenia w wyraźną normę kolizyjną, która rozstrzygnie relację między aktem wykonawczym a postanowieniami umownymi.

W przeciwnym razie rok 2037 może okazać się dla polskiego sądownictwa cywilnego tym, czym rok 2015 był dla kredytów frankowych – punktem startowym dekady sporów, których systemowe rozwiązanie będzie wymagało zaangażowania nie tylko sądów powszechnych, ale i Sądu Najwyższego oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Artykuł ma charakter informacyjny i publicystyczny. Nie stanowi porady prawnej.

Krzysztof Szymański
kontakt@krzysztofszymanski.pl

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.