BMR uporządkował procedury. Ale czy naprawił rynek? O paradoksie reformy WIBOR

WIBOR
BMR uporządkował procedury. Ale czy naprawił rynek? O paradoksie reformy WIBORShutterStock
wczoraj, 17:45

W debacie nad wskaźnikami referencyjnymi - szczególnie w kontekście sporów sądowych dotyczących kredytów opartych na stawce WIBOR - coraz częściej pojawia się argument, który pozornie zamyka dyskusję: wskaźnik działa już pod reżimem rozporządzenia BMR, a zatem problem należy uznać za rozwiązany. To narracja wygodna ale też nieprecyzyjna.

Nie sposób zaprzeczyć, że wejście w życie Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 - powszechnie zwanego BMR - przyniosło zasadniczą zmianę proceduralną. Pojawiły się rozbudowane wymogi dokumentacyjne, obowiązki nadzorcze, procedury zarządzania konfliktami interesów, plany awaryjne oraz komitety nadzorcze. Dokumentacja, która jeszcze kilka lat temu liczyła kilkanaście stron, dziś zajmuje ich setki. Formalnie system stał się znacznie bardziej zaawansowany i uszczelniony. Jednak kluczowe pytanie nie brzmi: czy procedury zostały ulepszone? Brzmi ono: czy wraz z poprawą procedur poprawił się rynek, który wskaźnik ma mierzyć? To zupełnie odrębne zagadnienie.
Ocena prawidłowości wskaźnika referencyjnego lub stawki referencyjnej powinna być dokonywana według stanu prawnego i faktycznego istniejącego w dacie zawarcia umowy. Późniejsze zmiany regulacyjne i proceduralne - nawet jeśli obiektywnie poprawiły jakość benchmarku - nie mogą retroaktywnie sanować wad lub deficytów istniejących w momencie, gdy konsument zaciągał zobowiązanie. Prawo nie działa wstecz, a ochrona konsumenta oceniana jest według realiów chwili, w której dokonał on czynności prawnej

Pomiar rynku to podstawowa funkcja wskaźnika referencyjnego

Istotą każdego benchmarku jest pomiar określonego zjawiska gospodarczego. Wskaźnik referencyjny nie jest celem - jest instrumentem. Jeżeli mierzymy rynek pieniężny, potrzebujemy rynku pieniężnego. I właśnie tutaj pojawia się problem, którego BMR strukturalnie nie był w stanie rozwiązać.

Rozporządzenie może uporządkować sposób zbierania danych, określić procedury i zwiększyć odpowiedzialność administratora. Nie może jednak nakazać uczestnikom rynku zawierania transakcji. Nie może stworzyć płynności. Nie może wygenerować aktywności ekonomicznej. Rynek nie jest procesem administracyjnym - jest zjawiskiem gospodarczym wynikającym z realnych decyzji uczestników.

Nadpłynność i zanik motywacji - strukturalna choroba rynku od 2008 roku

Aby zrozumieć, dlaczego problem rynku bazowego jest tak trudny do rozwiązania drogą regulacyjną, należy sięgnąć do jego źródeł ekonomicznych. Od globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku polski rynek pożyczek międzybankowych nie był obdarzany dużym zaufaniem przez jego uczestników a w późniejszym czasie zmagał się z narastającym problemem nadpłynności sektora bankowego. Zjawisko nadpłynności jest przejściowe - trwa do dziś, przez ponad półtorej dekady.

Mechanizm jest prosty, lecz jego konsekwencje są daleko idące. Gdy banki dysponują nadmiarową płynnością, zanika naturalna motywacja do pożyczania sobie nawzajem środków na rynku międzybankowym. Po co bank A miałby pożyczać od banku B, skoro sam posiada nadwyżkę środków? Rynek przestaje być potrzebny uczestnikom jako narzędzie zarządzania płynnością - a bez tej potrzeby zanikają transakcje.

Można teoretycznie generować sztuczne obroty. Ale aby rynek rzeczywiście istniał, jego uczestnicy muszą mieć ekonomiczną motywację do zawierania transakcji. Motywacja ta - nie procedura, nie formularz, nie dokumentacja - jest warunkiem sine qua non istnienia rynku. Brak motywacji oznacza brak transakcji. Brak transakcji oznacza brak obserwowalnych cen. A brak obserwowalnych cen rodzi fundamentalne pytanie: czy mamy w ogóle co mierzyć?

NBP oraz KNF wskazywał już w 2011-2015, że na rynku transakcje dla terminów 3M oraz 6M należą do rzadkości.

Rynek bez transakcji jest zgodny z BMR - i co z tego wynika?

Znamienne są słowa Prezesa Związku Banków Polskich, który publicznie wskazywał, że funkcjonowanie rynku bez transakcji - lub przy ich znikomej liczbie - pozostaje zgodne z wymogami rozporządzenia BMR. To stwierdzenie ma kapitalne znaczenie dla całej debaty - i warto się przy nim zatrzymać.

Jeżeli bowiem sam środowiskowy reprezentant sektora bankowego przyznaje, że benchmark może być formalnie poprawny nawet przy braku rzeczywistych transakcji, to argument „jest BMR, więc problem nie istnieje" traci rację bytu. Rozporządzenie nie wymaga transakcji - a zatem jego spełnienie nie przesądza niczego o kondycji rynku bazowego. Zgodność proceduralna i brak funkcjonującego rynku to stany, które mogą - i jak wynika z tego stanowiska, faktycznie mogą - współistnieć.

To przyznanie odsłania istotę paradoksu: system regulacyjny, który z założenia miał chronić jakość benchmarku, skonstruowany jest w sposób, który nie wyklucza jego funkcjonowania w próżni transakcyjnej. Samo wpisanie wskaźnika do rejestru administratorów nie uzdrawia rynku, który wskaźnik ma mierzyć. Potwierdza jedynie, że procedury zostały dopełnione - nie że zjawisko gospodarcze, będące przedmiotem pomiaru, rzeczywiście istnieje.

Benchmark to nie cel sam w sobie - to narzędzie pomiarowe. Doskonalszy termometr nie podniesie temperatury w pomieszczeniu. Samo wpisanie go do rejestru przyrządów pomiarowych - tym bardziej.

Znikoma liczba transakcji - co pokazują raporty przeglądowe

Raporty z przeglądów benchmarku (po 2018 roku), sporządzane w ramach obowiązków nałożonych przez BMR, dostarczają danych, które powinny być centralnym punktem każdej poważnej debaty o WIBOR. Wynika z nich jednoznacznie, że liczba rzeczywistych transakcji na poszczególne terminy - zwłaszcza dla dłuższych tenorów, takich jak WIBOR 3M czy WIBOR 6M - jest znikoma lub żadna.

To nie jest ocena. To jest fakt dokumentowany przez samego administratora benchmarku. Gdy liczba transakcji spada do kilku w skali miesiąca, a dla niektórych tenorów wynosi zero, pojawia się zasadnicze pytanie metodologiczne: jak mierzyć reprezentatywność wskaźnika względem rynku, który w praktyce nie generuje transakcji?

BMR nie ustanawia minimalnych progów transakcyjnych – to prawda. Ale właśnie brak tych progów oznacza, że sama zgodność proceduralna nie daje żadnej gwarancji ekonomicznej reprezentatywności. Reprezentatywność bez transakcji staje się pojęciem pozbawionym mierzalnej treści. Reprezentatywność bada się poprzez porównanie poziomów transakcyjnych z poziomem wsakznika.

Dane o transakcjach - najsłabsze ogniwo, najlepiej strzeżone

Osobnym i niezwykle istotnym zagadnieniem jest kwestia dostępności danych transakcyjnych. Informacje o rzeczywistych transakcjach na rynku międzybankowym są objęte daleko idącą poufnością. Dostęp do nich jest ściśle strzeżony - i nie jest przypadkiem, że właśnie te dane stanowią najsłabsze ogniwo w łańcuchu argumentacyjnym obrońców obecnego systemu.

Gdyby dane transakcyjne jednoznacznie potwierdzały żywotność rynku, można by oczekiwać większej transparentności w ich ujawnianiu. Tymczasem ich poufność sprawia, że zewnętrzna weryfikacja reprezentatywności benchmarku jest praktycznie niemożliwa dla podmiotów spoza sektora - w tym dla sądów i stron procesowych w sporach kredytowych.

To rodzi poważny problem natury procesowej. W sprawach cywilnych ciężar dowodu spoczywa na stronach. Kredytobiorca kwestionujący reprezentatywność rynku bazowego napotyka na ścianę poufności danych, których ujawnienie mogłoby być kluczowe dla rozstrzygnięcia sporu.

Co bada sędzia - i czego nie bada

W tym kontekście ujawnia się kolejna luka systemowa. W postępowaniach sądowych dotyczących kredytów opartych na WIBOR sędziowie - z natury rzeczy - analizują zagadnienia prawne: treść umowy, klauzule, zgodność z dyrektywami unijnymi, abuzywność postanowień. Jest to ich rola i kompetencja.

Jednak rynek bazowy benchmarku to zagadnienie ekonomiczne, nie prawne. Sędzia może zbadać, czy klauzula indeksacyjna jest sformułowana w sposób transparentny. Nie zbada - bez specjalistycznej opinii biegłego - czy rynek pożyczek międzybankowych w Polsce w danym okresie rzeczywiście funkcjonował w stopniu uzasadniającym wyznaczanie wskaźnika referencyjnego dla setek tysięcy umów kredytowych i czy jego poziom jest adekwatny.

Ta asymetria między prawną płaszczyzną sporu a ekonomiczną naturą problemu sprawia, że nawet przy najlepszych chęciach wymiaru sprawiedliwości sądy mogą rozstrzygać spory o WIBOR, nie dotykając ich ekonomicznej istoty.

TSUE i granice kontroli sądowej benchmarku

Warto odnotować, że również orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie WIBOR 12 lutego 2026 roku (sprawa C-471/24) wyznaczało granice sądowej kontroli samego benchmarku. Trybunał - koncentrując się na przesłankach abuzywności klauzul umownych - de facto ograniczał możliwość badania przez sądy krajowe zasadności samego wskaźnika jako takiego.

Wynikało to z założenia, że skoro procedury wyznaczania benchmarku są uregulowane i nadzorowane, ocena ich prawidłowości należy do organów regulacyjnych, nie sądów. To założenie ma swoją logikę na poziomie podziału kompetencji. Ma jednak poważną wadę: utrwala błąd polegający na utożsamieniu zgodności proceduralnej z ekonomiczną rzetelnością wskaźnika. Procedury można nadzorować. Rynku — jeśli nie istnieje — nadzorować nie sposób.

Warto jednak zaznaczyć, że owe organicznie kontroli może dotyczyć wskaźnika od dnia 17 grudnia 2020 a nie stawki, która była ustalana bez nadzoru na zasadzie samoregulacji.

Chronologia reformy - pułapka, w którą wpadają sądy

Jednym z najczęstszych błędów popełnianych w postępowaniach sądowych jest mylenie dat i mylenie warstw zgodności regulacyjnej. Sędziowie - nawet działający w dobrej wierze - nierzadko gubią się w chronologii wdrażania reformy benchmarkowej, co prowadzi do fałszywych wniosków o ciągłości nadzoru i zgodności wskaźnika z regulacją.

Schemat błędu jest następujący: skoro rozporządzenie BMR weszło w życie w 2016 roku i stało się stosowane od 1nstycznia 2018 roku, zakłada się, że od tego momentu WIBOR funkcjonował pod pełnym reżimem regulacyjnym. To założenie jest błędne. Sama data wejścia BMR w życie nie oznaczała, że WIBOR znalazł się pod faktycznym nadzorem organu publicznego. Między ramą prawną a jej rzeczywistym wypełnieniem upłynęły lata.

Pełna chronologia procesu dochodzenia WIBOR do zgodności z BMR obejmuje cztery odrębne warstwy - których nie wolno mylić ani traktować zamiennie:

Warstwa pierwsza - 1 stycznia 2018 r. - wejście BMR w stosowanie. Rozporządzenie zaczyna obowiązywać. WIBOR jest formalnie nim objęty. Nie oznacza to jednak ani zatwierdzonej metodologii kaskadowej, ani nadzoru KNF, ani rejestracji administratora.

Warstwa druga - 4 lutego 2020 r. - metodologia kaskady danych. Po raz pierwszy regulamin benchmarku opisuje metodę wyznaczania wskaźnika zgodną z zaleceniami BMR — opartą na hierarchicznej kaskadzie źródeł danych. Na pierwszym poziomie kaskady stoją dane transakcyjne. Dopiero gdy ich brakuje, stosowane są dane z rozszerzonego okna czasowego, a następnie dane eksperckie i kwotowania. Przed lutym 2020 roku WIBOR był wyznaczany bez regulaminu opisującego tę hierarchię. Oznacza to, że przez niemal dwa lata od momentu stosowania BMR administrator działał bez formalnie zatwierdzonej metodologii odpowiadającej kluczowemu zaleceniu rozporządzenia.

Warstwa trzecia - 17 grudnia 2020 r. - nadzór KNF. Dopiero tego dnia Komisja Nadzoru Finansowego wpisała GPW Benchmark S.A. do rejestru administratorów i formalnie objęła WIBOR nadzorem publicznym. Między datą stosowania BMR a datą faktycznego nadzoru upłynęły niemaltrzy lata. To okres, w którym benchmark funkcjonował bez pełnego reżimu nadzorczego — formalnie objęty rozporządzeniem, faktycznie jednak poza jego operacyjnym domknięciem.

Warstwa czwarta - ciągła, niezależna od dat regulacyjnych - ekonomiczna reprezentatywność rynku bazowego. Ta warstwa nie wynika z żadnej decyzji administracyjnej. Rynek bazowy albo istnieje, albo nie. Jego kondycja jest pochodną aktywności uczestników. Wpisanie wskaźnika do rejestru nie uzdrawia rynku — podobnie jak wpisanie termometru do ewidencji przyrządów pomiarowych nie zmienia temperatury w pomieszczeniu. Problem z rynkiem bazowym trwa nieprzerwanie od 2008 roku i żadna z powyższych dat go nie usunęła.

Konsekwencje dla postępowań sądowych

Chronologia ta ma bezpośrednie przełożenie na ocenę umów kredytowych zawieranych w różnych momentach. Kredyt zawarty w 2018 roku funkcjonował pod wskaźnikiem, który:
- był formalnie objęty BMR,
- ale nie posiadał jeszcze metodologii kaskadowej,
- nie był objęty nadzorem KNF,
- a rynek bazowy zmagał się z problemem znikomej liczby transakcji trwającym od 2008 roku.

Sąd oceniający taki kredyt powinien precyzyjnie ustalić, która z tych warstw ma znaczenie dla rozstrzyganego zagadnienia prawnego — i nie traktować żadnej daty jako automatycznie sanującej wszystkie pozostałe deficyty. Każda warstwa jest odrębna. Każda wymaga odrębnej analizy.

Stwierdzenie „WIBOR był zgodny z BMR" — bez wskazania, o którą warstwę zgodności chodzi i w odniesieniu do którego okresu — jest zdaniem, które może oznaczać wszystko albo nic. W postępowaniu sądowym takie zdanie nie powinno być punktem dojścia analizy. Powinno być punktem jej rozpoczęcia.

Wniosek

BMR podniósł poziom dokumentacji i zmniejszył ryzyko części historycznych nieprawidłowości. Nie zastąpił jednak ekonomii. Rynku nie tworzą komitety, procedury ani setki stron dokumentacji. Rynek tworzą uczestnicy zawierający rzeczywiste transakcje - z prawdziwej potrzeby i z ekonomiczną motywacją.

Gdy ta motywacja zanika strukturalnie - jak w warunkach wieloletniej nadpłynności sektora bankowego - zanikają transakcje. Gdy zanikają transakcje, a dane o nich są starannie chronione przed zewnętrzną weryfikacją, pojawia się pytanie fundamentalne, które sądy powinny stawiać wprost: czy mamy w ogóle co mierzyć?

Pytanie to - zadane po raz pierwszy wyraźnie w 2008 roku - pozostaje bez odpowiedzi do dziś. Żadna data regulacyjna go nie usunęła. Żaden wpis do rejestru go nie rozstrzygnął. I właśnie dlatego, w każdym postępowaniu sądowym dotyczącym WIBOR, analiza powinna obejmować wszystkie cztery warstwy - nie zatrzymując się na pierwszej, która jest zarazem najmniej istotna ekonomicznie, a najłatwiejsza do wykazania proceduralnie.

Krzysztof Szymański
kontakt@krzysztofszymanski.pl

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.