W polskich sądach trwa spór, który – zanim rozstrzygnie się na wokandzie – rozgrywa się najpierw w przestrzeni narracyjnej. Pełnomocnicy banków coraz częściej sięgają po argument, który brzmi poważnie, lecz przy głębszej analizie okazuje się konstrukcją zbudowaną na przesunięciu chronologicznym: twierdzą mianowicie, że WIBOR był nadzorowany przed 2020 rokiem, a zatem umowy kredytowe zawierane w tamtym czasie korzystały z gwarancji systemowych porównywalnych z tymi, które dziś zapewnia unijne rozporządzenie BMR. To podejście jest błędne – i warto to powiedzieć wprost.
Iluzja nadzoru
Mechanizm jest zawsze podobny. Pełnomocnik banku przedstawia sądowi chronologię instytucjonalną: w latach 90. działała samoregulacja środowiskowa, potem przyszło ACI Polska, potem w 2013 roku powołano Radę WIBOR, a w 2018 roku zaczął obowiązywać BMR. Z tego ciągu zdarzeń wyciągany jest wniosek, że nadzór nad WIBOR-em miał charakter ciągły i instytucjonalny – tylko zmieniała się jego forma. Skoro zaś nadzór istniał zawsze, nie można mówić o systemowej wadzie stawki referencyjnej przed uzyskaniem przez GPW Benchmark licencji KNF w grudniu 2020 roku i uzyskaniu statusu wskaźnika referncyjnego.
Wzorcowym przykładem takiego opracowania jest artykuł radców prawnych Joanny Róg-Dyrdy i Tomasza Orczykowskiego, opublikowany na łamach Business Insider Polska 10 września 2025 roku – znamiennie: dokładnie dzień przed ogłoszeniem opinii Rzecznika Generalnego TSUE w sprawie C-471/24. Autorzy już we wstępie zapewnili, że WIBOR nigdy nie był pozbawiony nadzoru – od początku miał on charakter instytucjonalny, choć ewoluował na przestrzeni lat, i wyliczyli wielopoziomowe mechanizmy kontrolne: od wewnętrznej samoregulacji rynku finansowego w latach 90., poprzez włączenie krajowych organów, aż po BMR.
Publikacja ta nieprzypadkowo zbiegła się w czasie z oczekiwaną opinią Rzecznika Generalnego i wpisała się w szerszą strategię banków, przygotowujących grunt informacyjny przed tym rozstrzygnięciem.
Problem polega jednak na tym, że z wywodu autorów wynikało – zgodnie z prawdą – że formalny, kompleksowy reżim regulacyjny pojawił się dopiero po wejściu Polski do UE i wdrożeniu unijnego rozporządzenia BMR. To BMR wymusiło, by wskaźnikami referencyjnymi zajmował się licencjonowany administrator podlegający nadzorowi. To przyznanie – zawarte mimochodem – podważa całą wcześniejszą narrację: jeśli formalny reżim pojawił się dopiero wraz z BMR, to czym był system wcześniejszy?
Odpowiedź jest prosta, choć dla branży bankowej niewygodna. Rada WIBOR powołana w 2013 roku, ACI Polska jako organizator fixingu, comiesięczne raporty składane przez nadzorowanego nadzorującemu – to nie był nadzór. To była samoregulacja środowiska, które samo dla siebie ustanawiało reguły, samo je stosowało i samo oceniało ich przestrzeganie. Kluczowym elementem obecnej narracji banków jest zbijanie argumentu kredytobiorców o braku nadzoru nad procesem ustalania stawek WIBOR – zarzut ten jest jednym z filarów pozwów sądowych, nic więc dziwnego, że reprezentanci banków próbują go zdyskredytować zawczasu.
Tę strategię należy nazwać tym, czym jest: próbą retroaktywnego zastosowania logiki BMR do okresu, w którym BMR nie obowiązywał, jego standardy nie były spełnione, a zewnętrzny, publiczny nadzór nad administratorem wskaźnika po prostu nie istniał. Sądy rozpatrujące sprawy dotyczące umów sprzed 2020 roku powinny mieć świadomość, że materiały procesowe konstruowane w celu wykazania „historycznego nadzoru" nad WIBOR-em są tworzeniem iluzji instytucjonalnej, nie opisem rzeczywistości prawnej tamtego okresu. Różnica między samoregulacją a nadzorem nie jest kwestią nazewnictwa – jest kwestią zasadniczą, i właśnie ona powinna być punktem wyjścia każdej rzetelnej oceny sądowej.
Geneza, kompetencje i granice instytucji powołanej w 2013 roku
Gdy w 2013 roku środowisko bankowe powoływało Radę ds. Stawek Referencyjnych WIBOR i WIBID, jej inauguracja była szeroko komentowana jako dowód na dojrzałość polskiego rynku finansowego. Dziś – w dobie sporów sądowych o WIBOR i w świetle wymogów unijnego rozporządzenia BMR – warto zadać pytanie: czym Rada WIBOR naprawdę była? I czym na pewno nie była.
Skąd wzięła się Rada WIBOR?
Kontekst powstania Rady jest kluczowy dla oceny jej charakteru. W 2012 i 2013 roku europejskie organy nadzoru – ESMA i EBA – opublikowały wytyczne dotyczące fixingów stóp referencyjnych. Był to bezpośredni skutek skandali na rynkach globalnych: manipulacji stawkami LIBOR i EURIBOR. Branża finansowa w całej Europie stanęła przed pytaniem, jak zreformować mechanizmy kwotowania.
W Polsce rolę organizatora fixingu WIBOR pełniło Stowarzyszenie Rynków Finansowych ACI Polska – organizacja zrzeszająca przede wszystkim dealerów bankowych, powołana jako stowarzyszenie branżowe o charakterze środowiskowym. To właśnie ACI Polska, w odpowiedzi na zalecenia europejskich organów nadzoru, zdecydowało się na reformę regulaminu fixingu. Stary regulamin, obowiązujący od 1 lutego 2004 roku, utracił ważność z dniem 30 czerwca 2013 roku. Od 1 lipca 2013 roku zaczął obowiązywać nowy regulamin fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR.
Kluczowym elementem tej reformy było powołanie nowego ciała – Rady WIBOR. Inauguracyjne posiedzenie Rady odbyło się 4 września 2013 roku.
Jak działała Rada WIBOR – mechanizm na papierze i w praktyce
Według komunikatu Związku Banków Polskich Rada miała sprawdzać m.in., czy przestrzegany jest regulamin fixingu, podczas którego codziennie jest ustalany wskaźnik WIBOR.
Rada składała się z 8 członków powoływanych na kadencję dwóch lat. W jej skład wchodzili: dwaj członkowie ACI Polska (w tym Prezes Stowarzyszenia), dwaj członkowie wskazani przez Związek Banków Polskich, jeden członek wskazany przez Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, jeden przez Ministra Finansów RP oraz jeden przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.
Na papierze brzmi to jak poważna instytucja nadzorcza. Diabeł tkwi jednak w szczegółach – a szczegóły są w regulaminie.
Swoje kompetencje Rada wykonywała w oparciu o informacje otrzymane od Organizatora Fixingu, w tym dotyczące wszelkich nieprawidłowości oraz naruszeń regulaminu, przekazywane w formie comiesięcznego raportu.
To zdanie jest kluczowe. Rada nie miała własnego, niezależnego dostępu do danych. Nie widziała kwotowań banków panelowych. Nie miała wglądu w dane transakcyjne ani możliwości samodzielnej weryfikacji, czy deklarowane przez banki stawki odpowiadały rzeczywistości rynkowej. Rada czytała to, co napisał jej Organizator – czyli ACI Polska – w miesięcznym raporcie.
Co więcej, nawet w zakresie odwoławczym kompetencje Rady były pozorne. Organizator po zapoznaniu się ze stanowiskiem Rady WIBOR podejmował ostateczną decyzję i nie był nią związany.
Zobacz także: Woś: pieniądz i kredyt to największe złudzenie ekonomii [FELIETON]
Samoregulacja, nie nadzór
Sam Zarząd ACI Polska – jeszcze przed formalnym powołaniem Rady – przyznał w komunikacie prasowym rzecz fundamentalną: „Rada nie będzie miała wpływu na bieżące poziomy kwotowań. Fixing wciąż będzie fixingiem rynkowym, a nie administracyjnym."
Jednocześnie w tym samym komunikacie ujawniono prawdziwe źródło powołania Rady: zalecenia EBA i ESMA dotyczące fixingów stawek referencyjnych mówiły o potrzebie wprowadzenia kontroli nad mechanizmami ustalania stawek referencyjnych w postaci niezależnego ciała z kompetencjami opisanymi w regulaminie. Rada była więc odpowiedzią na zewnętrzne zalecenia miękkie – nie na wymóg prawny.
ACI Polska działało jako stowarzyszenie, które z natury jest dobrowolną i samorządną organizacją. Pomimo swojego towarzyskiego charakteru, ACI Polska zyskało od środowiska bankowego uprawnienie do opracowywania wskaźnika WIBOR. Wszystko działo się więc w ramach środowiska bankowego, przez środowisko bankowe i dla środowiska bankowego – z zewnętrznymi reprezentantami (KNF, Minister Finansów) obecnymi symbolicznie, bez instrumentów realnej kontroli.
NIK bił na alarm: brak nadzoru to ryzyko manipulacji
To, czego nie dostrzegało – lub nie chciało dostrzec – środowisko bankowe, widziały instytucje kontrolne państwa. I to jeszcze zanim na horyzoncie pojawiło się unijne rozporządzenie BMR.
Już w 2014–2015 roku Najwyższa Izba Kontroli zwracała uwagę na niewystarczający nadzór nad procesem ustalania stawek WIBOR i WIBID oraz potencjalne ryzyko manipulacji. Nie była to uwaga czyniona przy okazji. NIK przeprowadził w 2014 roku odrębną kontrolę nadzoru nad publicznym obrotem instrumentami finansowymi i sformułował wniosek wprost: NIK wskazała na brak nadzoru nad prawidłowością ustalania stawek referencyjnych WIBOR i WIBID, co w przypadku transakcji opartych na tych wskaźnikach mogło sprzyjać manipulacjom.
Rok później ton był równie stanowczy. Najwyższa Izba Kontroli już w 2015 roku alarmowała o braku nadzoru nad ustalaniem stawek WIBOR, co – zdaniem NIK – stwarza ryzyko manipulacji.
Ostrzeżenia te padały wtedy, gdy Rada WIBOR formalnie już funkcjonowała. Działała od września 2013 roku. Miała regulamin, skład, kompetencje. A jednak NIK – rok i dwa lata po jej powołaniu – nie uznał jej za wystarczający instrument nadzorczy. Trudno o bardziej dosadną ocenę faktycznej roli tej instytucji.
Warto zestawić to z diagnozą postawioną już po latach przez ekspertów prawnych: przez 27 lat – od 1993 do 2020 roku – system był samoregulacyjny, oparty na deklaracjach, z ograniczoną transakcyjnością i bez zewnętrznego nadzoru. Istniały sygnały alarmowe. Nikt na nie systemowo nie odpowiedział.
Czego Rada WIBOR nie miała – a czego wymaga BMR
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 – znane jako BMR (Benchmarks Regulation) – weszło w życie w 2018 roku i zrewolucjonizowało standardy nadzoru nad wskaźnikami referencyjnymi. BMR wprowadził wymóg, aby administrator wskaźnika posiadał odpowiednią strukturę organizacyjną, system kontroli wewnętrznej, poddawał się cyklicznym audytom zewnętrznym oraz ustanowił odpowiednie procedury badania jakości danych służących do wyznaczania wskaźnika referencyjnego.
Jednym z kluczowych założeń BMR jest to, że wskaźniki referencyjne powinny opierać się na rzeczywistych danych transakcyjnych. Zgodnie z art. 11 ust. 1 lit. a rozporządzenia, wskaźniki powinny być oparte na danych dotyczących transakcji wystarczających do dokładnego odzwierciedlenia rynku lub realiów gospodarczych. Jeśli takie dane nie są dostępne, można zastosować inne dane, jednak powinno to być wyjątkiem, a nie regułą.
Rada WIBOR nie spełniała żadnego z tych kryteriów. Nie była podmiotem prawnym z formalną odpowiedzialnością. Nie dysponowała uprawnieniami kontrolnymi wobec banków panelowych. Nie mogła żądać dokumentacji ani weryfikować kwotowań z rzeczywistymi transakcjami. Jak celnie podsumowano w jednej z nowszych analiz prawnych:
Rada WIBOR była ciałem opiniodawczym, a cały system opierał się na zasadach rynku międzybankowego i deklaracjach banków panelowych. Nie był to system nadzoru porównywalny z tym, który wprowadziło rozporządzenie BMR. Dlatego nie można utożsamiać istnienia procedur środowiskowych z istnieniem pełnego nadzoru nad benchmarkiem.
Wnioski
Historia Rady WIBOR to historia dobrze zaprojektowanego pozoru instytucjonalnego. Powołana w odpowiedzi na miękkie zalecenia europejskie, obsadzona przez reprezentantów środowiska finansowego i instytucji regulacyjnych, Rada sprawiała wrażenie niezależnego nadzorcy. W rzeczywistości była ciałem opiniodawczym, którego stanowiska nie były wiążące, które nie miało własnego dostępu do danych i które działało wyłącznie na podstawie raportów składanych przez ten sam podmiot, który miał być nadzorowany.
Sygnały o słabości tego systemu płynęły od państwowych organów kontroli – w 2014 i 2015 roku – i pozostały bez systemowej odpowiedzi. To, ze WIBOR przed rokiem 2020 funkcjonował w warunkach pełnego i rzetelnego nadzoru, są trudne do obronienia w świetle samych dokumentów regulaminowych Rady WIBOR – i w świetle tego, co już wtedy pisała Najwyższa Izba Kontroli.
Samoregulacja i nadzór to nie synonimy.
Krzysztof Szymański
kontakt@krzysztofszymanski.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu