Ograniczanie ryzyka to nie kupno od banku instrumentu na podstawie prezentacji, tylko stworzenie własnych działów zarządzania ryzykiem.
Ostatnie wydarzenia związane z opcjami, które wystawiały dziesiątki, a może nawet setki polskich przedsiębiorstw, doprowadziło do absurdalnej sytuacji, w której oskarża się instrument wykorzystywany do ograniczenia ryzyka za zło całej sytuacji. Dodatkowo część dziennikarzy niemalże sugeruje, że powinno się zakazać wykorzystywania opcji. To jakby za morderstwo oskarżać nóż kuchenny.
W niezbyt komfortowej sytuacji mogą znaleźć się zarządzający ryzykiem w wielu firmach, którzy działali świadomie i z odpowiedzialnością. Poziom rozumienia problemu jest w chwili obecnej taki, że mogą znaleźć się pod presją natychmiastowego zamykania pozycji tylko dlatego, że zostały zbudowane przy wykorzystaniu instrumentów pochodnych. Można liczyć tylko na to, że prezesi w takich przedsiębiorstwach mają jednak głowę na karku. Nawet przedstawiciele jednej z firm audytorskich (czy może doradczych) wezwali w pierwszych wypowiedziach prasowych do natychmiastowego zamykania pozycji, ignorując niemalże złożoność tematu. Parafrazując powiedzenie Stalina o człowieku, można by uznać, że jest opcja - jest problem, nie ma opcji - nie ma problemu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.