Całkiem niedawno odwiedziłem po długiej przerwie Zakopane. Wysiadłem na zaniedbanym dworcu kolejowym i nie od razu zauważyłem imponujące zmiany, jakie tu zaszły. Dopiero gdy wyjechałem z centrum, kierując się na Olczę, zacząłem przecierać oczy ze zdumienia.
Zobaczyłem mnóstwo nowych domów. Z zewnątrz charakteryzuje je styl, który można by nazwać zakopiańsko-amerykańskim. Wewnątrz domów nie byłem, ale pewien jestem, że w najmniejszych pokojach spokojnie można grać w minigolfa.
„Spora część górali to milionerzy” – pomyślałem zazdrośnie. I zacząłem zastanawiać się nad tym, co jest źródłem tutejszego bogactwa. Miałem trzy pomysły. Najpierw przypominała mi się pewna doktor ekonomii z Krakowa, która pisała pracę badającą skuteczność działania urzędów skarbowych na podstawie tych funkcjonujących w województwie małopolskim. Gdy profesor poprosił o podsumowanie wniosków jednym zdaniem, odparła ponoć: „Nie chcesz płacić podatków, rób biznes w Zakopanem”. Potem przypomniałem sobie o tym, że sporo mieszkańców miasta ma rodziny w USA, bo w latach 70. i 80. był to dość popularny kierunek migracji. No i wreszcie uświadomiłem sobie, że kilka lat temu miasto u podnóża Tatr przeżywało istny najazd zamożnych rosyjskich turystów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.