Wielka wojna o wędzone kiełbasy. Przez unijne przepisy część producentów może zniknąć z rynku

wędzona, kiełbasa
Od września 2014 r. obowiązują nowe unijne przepisy dotyczące m.in. zawartości w wędzonych wędlinach i rybach WWA (wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych) określanych jako substancje rakotwórcze. ShutterStock
26 stycznia 2017

ŻYWNOŚĆ Nad producentami tradycyjnych wędlin znów zbierają się czarne chmury. Tylko do 31 sierpnia mogą je robić po staremu

Od września 2014 r. obowiązują nowe unijne przepisy dotyczące m.in. zawartości w wędzonych wędlinach i rybach WWA (wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych) określanych jako substancje rakotwórcze. Zgodnie z nowymi normami dopuszczalny poziom benzopirenu (jeden ze związków WWA) w 1 kg wędliny został obniżony z 5 do 2 mikrogramów, a suma związków WWA (benzopirenu, benzantracenu, benzofluorantenu i chryzenu) z 30 do 12 mikrogramów. Polsce udało się wynegocjować okres przejściowy, kończy się właśnie 31 sierpnia. W resorcie rolnictwa usłyszeliśmy, iż są plany przedłużenia tego okresu.

O takich zamiarach został już podczas ubiegłorocznego spotkania z ministrem rolnictwa Krzysztofem Jurgielem poinformowany unijny komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności. Obecnie trwa zbieranie dokumentów potrzebnych do uzyskania zgody KE na przedłużenie odstępstwa. Jednym z nich ma być ocena ryzyka spożywania tradycyjnie wędzonych wyrobów mięsnych, nad którą pracuje Państwowy Zakład Higieny. Ma być gotowa do końca stycznia.

– Sporządzenie oceny nie jest proste. Przygotowujemy ją w oparciu o wyniki badań uzyskanych z 4 tys. próbek – mówi dr Jacek Postupolski, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Żywności w PZH – NIPZ.

Problem w tym, że po ich zbadaniu okazało się, iż część wyrobów spełnia nowe normy, a część przekracza je, i to wielokrotnie. Także te pochodzące od producentów przemysłowych. Jednak bezpieczne poziomy substancji smolistych są najbardziej przekroczone w przypadku towarów wędzonych drzewem, wprost nad paleniskiem. Powód? Brak definicji wyrobów tradycyjnie wędzonych.

2796596-nowe-wymagania-w-zakresie-wedzenia.jpg
Nowe wymagania w zakresie wędzenia wyrobów mięsnych od 1 września 2014r.

Teraz PZH zbiera dane o tym, ile Polacy zjadają takich wędlin, aby móc oszacować ich faktyczny wpływ na zdrowie społeczeństwa.

Na ekspertyzę z niecierpliwością czekają także producenci. Mają świadomość, że może mieć ona wpływ na ich losy. Jeśli UE utrzyma w mocy poziomy substancji smolistych z 2014 r. i nie wydłuży okresu przejściowego dla polskich wytwórców, będą musieli zamknąć swoje zakłady.

– Chodzi o 740 producentów, którzy na rynek dostarczają ok. 10 tys. tradycyjnie wędzonych wyrobów. Taka liczba firm została objęta derogacją Komisji Europejskiej – zauważa Fryderyk Kampinos, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie. Szacuje, że udział tych firm w rynku wędzarniczym to ok. 20 proc.

Kampinos podkreśla, że zrobienie wyjątku dla producentów tradycyjnych wędlin to jedyne rozwiązanie. Zmiana sposobu wędzenia na zdrowszy nie wchodzi w grę. – Zawsze odbija się to na jakości i smaku produktu. Uzyskujemy zupełnie inny wyrób, który może nie zostać zaakceptowany przez konsumentów – podkreśla prezes PSPWWT.

Resort rolnictwa uważa, że jest szansa na pozytywne rozpatrzenie sprawy przez Brukselę. Według Dariusza Mamińskiego z biura prasowego ministerstwa Komisja „wykazuje wolę poddania ponownej ocenie kwestii dotyczących najwyższych dopuszczalnych limitów pozostałości WWA w mięsie i produktach mięsnych wędzonych tradycyjnie”. Mogłoby do tego dojść jeszcze w tym roku. W grę wchodziłaby nawet ponowna zmiana przepisów unijnych – tym razem korzystna dla polskich producentów. A ci zaciskają kciuki, bo odblokowałoby to polski eksport produktów tradycyjnie wędzonych. W tej chwili mogą oferować swoje wyroby tylko na krajowym rynku.

– To byłaby szansa na zwiększenie rentowności polskiej branży mięsnej. Przed zablokowaniem eksportu popyt na tradycyjne wędzonki – a zwłaszcza na kiełbasy, kabanosy i szynki – rósł za granicą w tempie od kilku do kilkunastu procent w zależności od wyrobu – dodaje Fryderyk Kampinos.

Podobnie uważa Roman Dudek, założyciel i współwłaściciel firmy Laskopol z Limanowej. Nie ukrywa, że odzyskanie zagranicznych rynków nie będzie łatwe. – Nie ma nas na nich od trzech lat. Lokalna konkurencja z pewnością wykorzystała ten fakt i zagospodarowała niszę – mówi. I dodaje, że polskie wędzonki cieszyły się za granicą renomą, więc z czasem udałoby się odbudować utraconą pozycję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.