"Od wybuchu wojny na Ukrainie często mówi się, że środek ciężkości Unii Europejskiej przesuwa się na wschód. I to prawda — czasy, w których Paryż i Berlin same mogły decydować o przyszłości kontynentu dobiegły końca. W tworzącej się właśnie epoce to kraje Europy Wschodniej i Środkowej będą miały coraz większe wpływy. Rzadziej zauważa się jednak, że ta zmiana nie oznacza zerwania z przeszłością, ale raczej przyspieszenie trendów, które są widoczne od jakiegoś czasu" - podkreślił ekspert.

"Pierwszym z tych trendów jest rosnące znaczenie gospodarcze Europy Wschodniej. Chociaż rok 2022 nie będzie dobrym rokiem dla gospodarek regionu, przeważającym trendem makroekonomicznym na poziomie krajowym w Europie XXI wieku jest konwergencja. A symbolem regionu jest Polska, z wysoko wykwalifikowaną młodzieżą, wzmocnioną bazą przemysłową – w tym w najnowocześniejszych sektorach, takich jak technologie finansowe i biotechnologia – oraz zdolnością do przyciągania zagranicznych inwestorów" - zaznaczył Gallon.

Dodatkowo, jego zdaniem, w regionie widać też osiąganie "politycznej dojrzałości", którą autor definiuje jako rozumienie funkcjonowania instytucji UE, zajmowanie w nich kluczowych stanowisk i wysyłanie najlepszych dyplomatów do Brukseli.

Reklama

"Wreszcie, mniej namacalne, ale prawdopodobnie jeszcze ważniejsze, jest to, że nowe pokolenie przywódców z Europy Wschodniej pokazuje, że posiada cechy, których często brakuje ich zachodnioeuropejskim rówieśnikom. Mieszkańcy Europy Wschodniej mają wyczucie tragizmu w historii, dające im zdolność patrzenia (na rzeczywistość), która dziś wygląda prawie jak geopolityczne jasnowidzenie. Na przykład ta dalekowzroczność, urzeczywistniła się w osobie estońskiej premier Kaji Kallas, która skłoniła wiele krajów do prewencyjnej pracy na rzecz zmniejszenia swojej zależności energetycznej od Rosji w ostatnich latach" - ocenił Jeremie Gallon.

Reklama

Zauważył on również, że przywódcy z "nowych" krajów UE wykazują niezwykłą odwagę wobec agresji lub zastraszania.

"Widzieliśmy to w działaniach ministra spraw zagranicznych Litwy Gabrieliusa Landsbergisa, który wzmacniał więzi Litwy z Tajwanem w obliczu chińskiego zagrożenia gospodarczego. Twardego charakteru wymagało też poparcie europejskich sankcji wobec Moskwy przez premiera Bułgarii Kiriła Petkowa, pomimo silnych historycznych i gospodarczych powiązań między Rosją a jego krajem" - zwrócił uwagę ekspert.

"Ale być może główną cechą wyróżniającą tych młodych przywódców Europy Wschodniej jest ich pragnienie kształtowania świata jutra. Podczas gdy Zachód nasycił się dekadami pokoju i dobrobytu, oni — z ich świeższymi wspomnieniami okupacji, ubóstwa i trudów — są zdeterminowani, by być architektami własnego losu" - stwierdził Gallon.

"Ta korekta historycznego, zachodniego przechyłu Europy jest zarówno zdrowa, jak i konieczna. Ważne jest jednak również, aby wschodzący wschód nie wpadł w pułapkę prób budowania swojego moralnego i politycznego przywództwa w opozycji do Europy Zachodniej" - zastrzegł.

W jego opinii wojna na Ukrainie przetestowała odwagę tych krajów w obliczu Rosji i przypomniała im o znaczeniu relacji transatlantyckich, do których są przywiązane.

"Choć ilustruje to również ciągłą strategiczną zależność Europy od Stanów Zjednoczonych, nawet w momencie, gdy gwałtowne rozłamy w polityce wewnętrznej tego kraju podają w wątpliwość jego wiarygodność jako partnera pod przyszłą administracją. Bardziej niż kiedykolwiek UE musi być silniejsza geopolitycznie, bardziej suwerenna i bardziej strategicznie autonomiczna. Jest to wizja, którą nieustannie realizują przywódcy, tacy jak prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Włoch Mario Draghi. I to nie przeciwko Francji i innym założycielom europejskiego projektu Europa Wschodnia może tworzyć historię. Lecz z nimi" - skonkludował ekspert.

Artur Ciechanowicz (PAP)