Jest to pierwszy tak krytyczny komentarz dotyczący bałtyckiego gazociągu w szwedzkiej prasie.

Publicystka gazety przyznaje rację Polsce oraz Czechom, Słowacji, Rumunii, a także państwom bałtyckim, które w 2016 roku we wspólnym liście do Komisji Europejskiej wyraziły obawę, że gazociąg będzie miał "potencjalnie destabilizujące konsekwencje geopolityczne" i może "zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu Europy".

Reklama

Komentatorka uważa, że "teraz widzimy, że energia nie jest towarem jak każdy inny", a interesów z Rosją nie da się oddzielić od polityki, do czego dążyła Angela Merkel. "Polityka bezpieczeństwa oraz polityka energetyczna są ze sobą powiązane" - podkreśla.

Zdaniem publicystki w związku z groźbą kryzysu energetycznego Europa powinna zrezygnować z systemu praw do emisji dwutlenku węgla. Inne rozwiązanie to import gazu ze Stanów Zjednoczonych, nawet jeśli będzie on droższy. Apeluje ponadto o wstrzymanie zamykania elektrowni jądrowych.

"Niemcy nie mogą wyprzedzać Europy Wschodniej w sprawach dotyczących relacji z Rosją" - podkreśla. "Co więcej, musimy teraz całkowicie położyć kres naiwnemu poglądowi, że poprzez handel można wzmocnić demokrację w kraju, który nigdy nie był demokratyczny. Wiara w to jest iluzją" - konkluduje.

Władze Szwecji wyraziły zgodę na budowę obu nitek Nord Stream przez szwedzką wyłączną strefę ekonomiczną na Bałtyku, podkreślając, że mogą wziąć pod uwagę jedynie kwestie środowiskowe. Inwestor podczas budowy gazociągu korzystał również ze szwedzkich portów.