Podczas czwartkowego ataku u wybrzeży Omanu, którego okoliczności są wciąż badane, śmierć ponieśli Brytyjczyk i Rumun - zakomunikowała firma. Wcześniej informowano, że atak mógł być aktem piractwa.

Zwalczające piractwo biuro morskie Wielkiej Brytanii (UKMTO) przekazało bez podawania dalszych szczegółów, że jednostka nie została zaatakowana przez piratów, a w sprawie toczy się śledztwo.

To był irański atak terrorystyczny, który przeprowadzono za pomocą drona - powiedział wysoki rangą przedstawiciel rządu Izraela cytowany przez tamtejszą stację telewizyjną Kanał 13. Dodał, że zabity Rumun był najprawdopodobniej kapitanem jednostki, a Brytyjczyk - agentem ochrony.

Anonimowy urzędnik administracji USA oświadczył agencji AP, że na razie nie wiadomo, kto przeprowadził atak, ale do zamachu na tankowiec najprawdopodobniej użyto drona.

Firma Zodiac Maritime poinformowała w piątek, że eskortowany przez jednostki marynarki wojennej USA Mercer Street o własnych siłach zmierza "do bezpiecznego miejsca".

Do incydentu nie odniosły się na razie władze Omanu i Iranu.

To największe jak dotychczas zaostrzenie sytuacji na Morzu Arabskim i otaczających je akwenach - komentuje agencja AP. Przypomina, że od momentu wycofania się USA z umowy nuklearnej z Iranem w 2018 roku na tych wodach regularnie dochodzi do ataków na statki handlowe, o które Izrael i USA oskarżają Iran. Władze w Teheranie zaprzeczają tym oskarżeniom. Iran obwinia także Izrael o ataki na własne jednostki. Jak zaznacza Associated Press, podczas wcześniejszych ataków na statki nikt nie zginął.

Do czwartkowego ataku doszło także w momencie dodatkowego napięcia pomiędzy Izraelem a Iranem wywołanego zamrożeniem w tym miesiącu negocjacji dotyczących umowy nuklearnej między światowymi mocarstwami i Teheranem.

Pływający pod banderą Liberii niezaładowany tankowiec zmierzał z położonego w Tanzanii Dar es Salaam do portu w Fudżajrze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.