Rosjanie dorobili się nowego wroga. Cywile wzięli sprawy w swoje ręce

Rosjanie dorobili się nowego wroga. Cywile wzięli sprawy w swoje ręce
Rosjanie dorobili się nowego wroga. Cywile wzięli sprawy w swoje ręceShutterstock
dzisiaj, 11:41

Firmy same mogą zadbać o obronę przeciwlotniczą i przeciwdronową, nie czekając na pomoc wojska. Takie nowatorskie podejście zastosowano na Ukrainie, a w ocenie specjalistów, jeśli system zadziała, to nic nie stoi na przeszkodzie, by pewne jego elementy wprowadzić też w Polsce.

Rosja nie ustaje w codziennym atakowaniu ukraińskich miast, wypuszczając codzienne od kilkudziesięciu, do kilkuset dronów i rakiet. Celem ataków stają się często prywatne firmy, które dostały teraz do ręki narzędzia pozwalające samodzielnie radzić sobie z problemem.

Nowy wróg Rosjan. Cywile wzięli sprawy w swoje ręce

Przez ponad 4 lata wojny za obronę powietrzną Ukrainy odpowiadało wojsko, cały czas rozbudowując system ostrzegania i rażenia wrogich obiektów latających. Jak poinformowało ukraińskie ministerstwo obrony, skuteczność zestrzeliwania dronów Shahed i rakiet cały czas rośnie, osiągając w marcu 89,9 proc. W ciągu 4 ostatnich miesięcy dynamika efektywności ukraińskiej obrony powietrznej wzrosła o 9,7 proc. Władze postawiły jednak przed sobą ambitny cel, aby dojść do momentu, kiedy aż 95 proc. wrogich obiektów nie będzie w stanie osiągnąć celu. Jednym z elementów rządowego planu jest uruchomienie prywatnej obrony przeciwlotniczej.

- Stworzyliśmy model, w którym państwo, wojsko i biznes działają jako jeden system. Otwieramy rynek obrony powietrznej, tworząc konkurencję: biznes i firmy mogą rozwijać prywatną obronę powietrzną i chronić własną infrastrukturę – poinformował Mychajło Fedorow, ukraiński minister obrony narodowej.

Pilotaż nowego systemu uruchomiono w Charkowie i już pierwszego dnia prywatna obrona przeciwlotnicza zestrzeliła kilka rosyjskich dronów. Podobny system budowany jest w kolejnych 13 obwodach, a wraz z początkiem kwietnia gotowość do obrony własnych hal produkcyjnych zgłosiły pierwsze firmy z obwodu żytomierskiego.

Aby móc stworzyć własny system obrony powietrznej, firmy muszą najpierw podpisać porozumienie z ukraińskim MON. Wówczas wydawany jest im odpowiedni sprzęt i szkoleni są ludzie do jego obsługi. Gdy taka komórka osiąga gotowość bojową, włączana jest w ogólnokrajowy system obrony powietrznej.

Możemy pójść drogą Ukrainy? Tak, ale nie we wszystkim

Prywatyzacja pewnych elementów obrony powietrznej to nowatorskie podejście, na zastosowanie którego nie odważyło się wcześniej żadne z europejskich państw. Jak zauważa generał Bogusław Pacek, pomysł Ukraińców jest ciekawy, choć nie może być stosowany do obrony obiektów wojskowych. Zupełnie inaczej jest jednak, gdy chodzi o pilnowanie części składowych infrastruktury krytycznej państwa.

- Widzę prywatną obronę powietrzną w ochronie i obronie obiektów cywilnych. Takie firmy można zorganizować na przykład do ochrony składów ropy naftowej, stacji kolejowych i państwowej infrastruktury krytycznej. To jest nawet niezły pomysł, bo z tym nadal nie uporały się nawet państwa Europy Zachodniej, które są w trakcie rozbudowy obrony obiektów cywilnej infrastruktury krytycznej.

Nic nie będzie szkodzić, jeśli na przykład taki Orlen wynajmie sobie prywatną firmę do obrony swych instalacji – mówi DGP generał Pacek.

W Polsce na razie rozbudowywane są wojskowe, warstwowe systemy obrony powietrznej. Naszej przestrzeni strzec ma broń, zgrupowana w kilku systemach: Wisła, Narew i Pilica (Pilica Plus), a uzupełniać je ma system antydronowy San. Jak przypomina generał Pacek, tworzony jest też Korpus Obrony Cywilnej, który w przyszłości wspierać ma obronną aktywność państwa. Zanim jednak ustawowe zapisy uda się przełożyć na realne działania i formacje, warto przyjrzeć się ukraińskiemu rozwiązaniu. I chociaż pomysł prywatyzacji części obrony powietrznej generał Bogusław Pacek określa jako ciekawy, to niekoniecznie poleca czerpać ze wszystkich ukraińskich doświadczeń.

- Ukraina jest nieco inna, ponieważ ona ma doświadczenia z 2014 roku, kiedy walczyło 20 cywilnych batalionów. Ludzie tam zgłosili się na wojnę jako cywile, stworzyli regularne jednostki, sami wybrali dowódców i razem z wojskiem bronili państwa. Ukraina ma takie doświadczenia, ale akurat ich nie należy naśladować – mówi wojskowy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.