Liczba osób podejrzewanych w śledztwie dotyczącym tragicznego pożaru w barze w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana wzrosła do czterech. Jak poinformowała w czwartek prokuratura kantonu Valais, postępowaniem objęto również obecnego oraz byłego urzędnika gminy odpowiedzialnych za sprawy bezpieczeństwa.
Śledztwo prowadzone jest również przeciwko właścicielom lokalu, obywatelom Francji. Organy ścigania zarzucają Jacques'owi i Jessice Morettim nieumyślne spowodowanie śmierci i obrażeń oraz wywołanie pożaru. Zginęło w nim w noc sylwestrową 40 osób, a 116 zostało rannych.
Do listy osób objętych śledztwem dołączyli obecny i były urzędnik gminy Crans-Montana, odpowiedzialni za kwestie bezpieczeństwa. Wcześniej władze alpejskiej miejscowości przyznały, że od 2020 r. w barze nie przeprowadzono żadnej kontroli przeciwpożarowej.
Bezpośrednią przyczyną tragicznego w skutkach pożaru było zapalenie się łatwopalnej pianki dźwiękochłonnej, zainstalowanej na suficie, od zimnych ogni przyczepionych do butelek szampana.
Włochy, których sześciu młodych obywateli zginęło w pożarze, zażądały powołania wspólnego zespołu dochodzeniowego. Rząd Giorgii Meloni postanowił, że dopóki taki zespół nie powstanie, ambasador Włoch w Szwajcarii pozostanie w kraju. Wcześniej dyplomata został wezwany na konsultacje do Rzymu. - Nie ma żadnego incydentu dyplomatycznego w relacjach ze Szwajcarią. Domagamy się tylko sprawiedliwości - oświadczył szef włoskiego MSZ, wicepremier Antoni Tajani. (PAP)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu