Konflikt na Bliskim Wschodzie wzmógł pytania o możliwość wykorzystania broni atomowej. Czy jesteśmy przygotowani na działania wojenne i ewentualny nuklearny atak, czy pozostanie nam tylko improwizować?
Jedynie 8 proc. placówek szpitalnych posiada pełne zaplecze do funkcjonowania w warunkach zagrożeń CBRN - nuklearnych, chemicznych, biologicznych, radiacyjnych. Ile mamy przeszkolonej w temacie kadry medycznej? Wojsko dysponuje 1,8 tys. żołnierzy służb medycznych. Niespełna pół tysiąca osób to lekarze z przygotowaniem do działań w trakcie kryzysu militarnego lub sanitarnego – podaje raport opracowany przez Wojskowy Instytut Medyczny, Rynek Zdrowia i WNP Economic Trends.
Jak podkreśla prof. Wiesław Jędrzejczak, emerytowany pułkownik, lekarz onkolog, hematolog, transplantolog i internista, Polska nie jest przygotowywana na wypadek prawdziwego ataku nuklearnego takiego, jak w Hiroshimie i Nagasaki. – Przede wszystkim nie tylko w Polsce, ale na całym świecie nie ma już osób, które taki atak i jego skutki widziały. Jesteśmy więc ograniczeni do wykorzystania opisów sprzed 80 lat oraz wyobraźni – tłumaczy Jędrzejczak.
Atak z użyciem broni atomowej a ochrona zdrowia. Ewakuacja i działania masowe
I dodaje: – Atak na jakiekolwiek większe polskie miasto to także zniszczenie obsługującego je systemu ochrony zdrowia i niemal całkowita zależność od sprawności służb z miast, które nie zostały zniszczone. Poziom udzielanej pomocy będzie zależny od liczby ofiar przy czym, aby zapobiec katastrofie humanitarnej, będzie konieczność szybkiego pochowania tysięcy ciał ludzi i zwierząt, opanowanie paniki i ewakuacja na różne odległości osób żyjących, z których wiele będzie w stanie agonalnym i przed śmiercią będzie wymagało zmniejszenia cierpień.
Jak radzilibyśmy sobie z chorobą popromienną? Zdaniem naszego rozmówcy początkowo to nie byłby istotny problem. - Jej objawy pojawiają się z opóźnieniem, a hematolodzy są przygotowani do obsługi chorych z zaburzeniami odporności, które będą jednym z głównych skutków. Natomiast byłby ogromny problem tysięcy porażonych z wielonarządowymi urazami mechanicznymi oraz z oparzeniami, którzy będą wymagali pomocy natychmiast. Zwłaszcza oparzenie dużej powierzchni ciała wymaga większych środków niż choroba popromienna – podsumowuje Jędrzejczak.
Ochrona zdrowia a wojna. Braki w szpitalach i ratownictwie
Paweł Wiktorzak, kierownik Oddziału Symulacji Medycznej Wojskowego Instytutu Medycznego-Państwowego Instytutu Badawczego, wskazuje, że nie tylko szpitale, ale cały system ochrony zdrowia – łącznie z zespołami ratownictwa medycznego – nie jest gotowy na działania wojenne w tym atak nuklearny.
– Musimy zacząć odrabiać lekcje. Jak przestawić system ochrony zdrowia na tryb kryzysowy? Jak budować szpitale podziemne? Jak przygotować personel medyczny do pracy w warunkach ograniczonych zasobów sprzętu i środków medycznych? Odpowiedź jest jedna: szkolenia. Tylko systematyczne szkolenie może zmienić naszą świadomość sytuacyjną – zaznacza ekspert.
Krajowe Centrum Doskonalenia Medycyny Taktycznej: Projekt WIM i sieć ośrodków
– Świadomość personelu medycznego na temat postępowania ratunkowego i działania w warunkach kryzysu pozostawia wiele do życzenia – zaznacza Wiktorzak. Dodaje, że rusza projekt „Doskonalenie kadr na rzecz wzmocnienia systemu ochrony zdrowia w zakresie reagowania na sytuacje kryzysowe, w tym zagrożenia wojenne". W jego ramach w Wojskowym Instytucie Medycznym powstaje Krajowe Centrum Doskonalenia Medycyny Taktycznej.
- Wraz z ośrodkami partnerskimi: Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym w Lublinie, Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym w Białymstoku i Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku budujemy sieć, która ma zwiększyć możliwości szkoleniowe personelu medycznego w zakresie medycyny taktycznej, ale również podnieść świadomość całego personelu pracującego w placówkach ochrony zdrowia – wyjaśnia Wiktorzak.
Według naszego rozmówcy ośrodek ma m.in. wypracować standardy postępowania na wypadek sytuacji kryzysowych i pilnować jakości prowadzonych szkoleń. - W trakcie piętnastomiesięcznego projektu przeszkolimy wciąż stosunkowo niewielki odsetek personelu medycznego. Liczymy jednak na kontynuację i zwiększenie liczby ośrodków partnerskich tak, żeby w przyszłości cały personel medyczny został przeszkolony – i żebyśmy zdążyli przed sprawdzianem w postaci konfliktu zbrojnego – zaznacza.
Szkolenia TECC także dla cywilów
Według ekspertów szkolenia powinny dotyczyć nie tylko personelu medycznego: pielęgniarek, ratowników medycznych i lekarzy, ale całego społeczeństwa. Według Wiktorzaka, coraz więcej cywilów sięga po szkolenia takie jak TECC, czyli Tactical Emergency Casualty Care – podstawowe przygotowanie do postępowania w sytuacji zagrożenia.
– Im więcej osób zna podstawy udzielania pomocy, tym więcej ludzi możemy uratować. Statystyki mówią jasno – ok. 25 proc. zgonów na polu walki to tzw. preventable deaths, czyli zgony do uniknięcia. Możemy uratować te osoby, ale tylko wtedy, gdy zadziała dobrze wyszkolony system – podkreśla nasz rozmówca.
Medycyna taktyczna to także kryzys cywilny. Brak prądu i przeciążone szpitale
Jak tłumaczy, szkolenia z zakresu medycyny taktycznej to nie tylko działanie podczas ostrzału. To przede wszystkim przygotowanie do funkcjonowania w kryzysie, jakim może być duży napływ poszkodowanych, brak prądu czy załamanie infrastruktury szpitalnej.
– Sytuacja geopolityczna obudziła nas z letargu i przekonania, że kryzys nas nie dopadnie. Należy pamiętać, że kryzys, nie tylko w postaci konfliktu zbrojnego, to nie tylko obrażenia ciała, ale przede wszystkim typowe schorzenia, które może nie są problemem w czasie pokoju, ale przy ograniczonych zasobach i środkach medycznych, mogą być głównym mordercą – podsumowuje Paweł Wiktorzak.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu