Znajomy spytał kolegę, czy wybiera się na najbliższą manifestację Komitetu Obrony Demokracji, który 24 września w Warszawie, tym razem pod hasłem „Jedna Polska – dość podziałów”, będzie maszerował ulicami. W internecie wali ten znajomy w PiS jak w bęben, autorytaryzm, zamach na demokrację, kaczyzm i łamanie prawa odmienia przez wszystkie przypadki, każde mniej lub bardziej głupie posunięcie władzy komentuje i udostępnia, pastwi się nad otumanionymi przez Kaczora głupawymi wyborcami, nad religią smoleńską i skokiem na stołki, a na to proste, przyjacielskie pytanie odpowiada: – Eee... nie... nie mam czasu.
Drugi chciał założyć w swoim mieście stowarzyszenie obywatelskie, coby w imieniu mieszkańców patrzeć władzy na ręce. Pytać, przesłuchiwać, występować o informacje mniej lub bardziej publiczne, jednym słowem – kontrolować. Apolitycznie bardzo do sprawy podchodził, rozmawiał z ludźmi z lewa, prawa i ze środka, nawet akces był, cóż z tego, że spotkania w pełnej grupie nie udało się zorganizować przez cztery miesiące. A to wyjazd, a to przyjazd, praca, wolne, zajęte – zawsze były chęci, nigdy nie było frekwencji. Poddał się na razie i z innej strony chce zacząć sprawę, ale ma swoje zdanie: teraz to wszyscy takie fejsowe buntowniki.
Celnie. To właśnie milcząca większość. Tacy jesteśmy. Światli obywatele, oddający cześć demokracji z wysokości swojej wygodnej kanapy. Syci, leniwi i wygodni. Póki wpływy na konto się zgadzają, nie zaryzykujemy, by jej bronić. Bo i w imię czego?