Koń jaki jest, każdy widzi. A jaki jest rolnik, sprzedawczyni gminnego sklepu czy mieszkaniec Polski B w pisowskich czasach? Na pewno zagubiony.
Na mazowieckiej ziemi Mariana jest mnóstwo chwastów. Na polu rośnie anemiczny jęczmień, kawałek dalej żyto. Zbiorów w tym roku dorodnych nie będzie. Bo traktor ledwo zipie, bo Marian zasadził marne, kupione „po taniości” zboże, a sąsiad i tak na żniwa kombajnu już nie pożyczy. Ubiegłego lata Marian o mało tym kombajnem w chałupę nie wjechał. W tym roku nastawia się na ciężkie czasy. Może w przyszłym się ułoży? Może dostanie na czas pieniądze z Unii, a nie tak jak teraz, kiedy musiał pożyczać, a i tak nie starczyło. Stąd to marne zboże i w ogóle wszystko marne. Ale Unia też już nie taka pewna, więc ogólnie nie wiadomo, co to będzie. Bo dopłaty też mogą się skończyć, a wtedy... Strach się bać.
– Gdyby nie to całe zamieszanie, jak się władze zmieniały w oddziałach (Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – aut.), wszystko byłoby dobrze. Ale musieli przedobrzyć. Przez to wynikło to całe opóźnienie z dopłatami. Nowi się nie wyrabiają, ale czy w sumie ich za to winić? Podobno gdyby poprzedni nie nabałaganili, wszystko byłoby w porządku. Tak ludzie gadają, ale ja tam dobrej zmiany póki co nie widzę – mówi Marian.