Z ministrem sportu i turystyki Witoldem Bańką rozmawia Maja Mazanec (11 lat).
To jest mi bardzo przykro. Ale trzeba było dać znać, to napisałbym usprawiedliwienie (śmiech). Mam nadzieję, że pani od wychowania fizycznego uwzględniłaby je. To nie jest absolutnie wykorzystywanie urzędu (śmiech), bo wina faktycznie leży po mojej stronie.
To moja pasja. Jak byłem małym chłopcem grałem w piłkę nożną. I od tego zacząłem moją przygodę ze sportem. Dopiero potem zainteresowałem się lekkoatletyką. I to dzięki rodzicom, bo trenowali bieganie. W pewnym momencie wystartowałem w zawodach szkolnych w liceum i wygrałem z dużą przewagą. nad rywalami. To indywidualne zwycięstwo zachęciło mnie do biegów.
Ministrem (śmiech). Ale poważnie, jeszcze kilka lat temu nie przeszło mi nawet przez myśl, że będę stał na czele resortu sportu i odpowiadał za tak ważną dziedzinę. Nigdy nie wychodziłem tak do przodu, ale polityka zawsze mnie interesowała i nawet studiowałem politologię. Śmieję się, że jako dziecko zamiast dobranocki oglądałem wiadomości, a nawet debaty wyborcze.
W życiu nie ma przypadków. Zawsze interesowałem się polityką, ale nigdy nie przypuszczałem, że będą ją czynnie uprawiał. Życie potoczyło się jednak tak, że jestem tu, gdzie jestem.
- Czy sportowe doświadczenie przydaje się w rządzeniu?
Tak, bo sport uczy wytrwałości i pokory. Zwłaszcza porażki. Trzeba z nich wyciągać wnioski. Sport tak naprawdę ukształtował mój charakter. To jego siła i dlatego warto, żeby jak najwięcej osób trenowało, szczególnie dzieci i młodzieży. Sport to super wychowawca.
Tak. Wbrew pozorom sport i polityka mają wiele wspólnego. W polityce też trzeba być wytrwałym.
Zdecydowanie. W polityce trzeba być fair play. Oczywiście i w sporcie i w polityce zdarzają się osoby, które tej zasady nie przestrzegają.
Moim zdanie tak. Wydaje mi się, że ludzie doceniają, jeżeli ktoś jest szczery w polityce. Na pewno dostrzegają to wyborcy.
Wynika to z delikatności kobiet. Chociaż te różnice się już zacierają. Jest coraz więcej dyscyplin, które uprawiają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Nawet biorą udział w skokach narciarskich.
Z tego co wiem, to takie drużyny dla dziewczyn też już istnieją. Ale są takie dziedziny sportów, do uprawiania których panie mają mniejsze predyspozycje. Osobiście, wolę oglądać sport w wykonaniu kobiet, który odzwierciedla ich naturę.
To oczywiście piękny sport. Ale mam na myśli również lekkoatletykę. I piłkę nożną, która w wykonaniu kobiet jest również bardzo widowiskowa.
Taka młoda dziennikarka, a już potrafi zadać tak trudne pytanie. Tego się właśnie obawiałem. To chyba wynika z zainteresowania i popularności. Futbol w wykonaniu mężczyzn przyciąga media, sponsorów. Ma również dłuższe tradycje, niż ten w wykonaniu kobiet.
Niestety, ale dotyczy to wielu dyscyplin. I niestety panie są pokrzywdzone. Mówię to ze smutkiem, jako mężczyzna. A szkoda, bo np. w ostatnich trzech igrzyskach zimowych i letnich, medale między mężczyznami i kobietami podzieliły się równo po 50 proc. A był czas, kiedy kobiety zdobywały ich więcej od swoich kolegów. Szkoda, że się to nie przebija do mediów.
To bardzo przykre. Nawet nie wiedziałem, że w stolicy jest taki problem. To pokazuje, bez wchodzenia w szczegóły, jak ważne jest również podejście samorządów lokalnych do zagadnienia sportu. To jest sygnał, do którego trzeba podejść bardzo poważnie i nie ignorować. Twój przykład pokazuje, że chciałabyś uprawiać koszykówkę, a masz z tym problem.
To ciężkie pytanie, bo wchodzimy w kwestie budżetowe. Jeżeli chcemy mieć więcej lekcji wf w szkołach, to jej dyrektor musi dostać na ten cel więcej pieniędzy, chociażby na zwiększenie wynagrodzeń nauczycieli. Mnie się wydaje, że lekcje wf powinny być przede wszystkim atrakcyjniejsze dla uczniów. Powinny być prowadzone na dużo wyższym poziomie. To pole do popisu dla nauczycieli, dyrektorów szkół, czy samorządów. Ciebie nie trzeba przekonywać do aktywności fizycznej, ale dla części dzieci udział w zajęciach wf to przykry i zbędny obowiązek. Nie mają przykładu z góry, bo np. rodzice też nie są aktywni fizycznie. A jeżeli oni o to nie zadbają, to sama lekcja wf nic nie da. Są oczywiście nauczyciele, którzy mają wrodzoną charyzmę i docierają do uczniów swoją postawą i sposobem, w jaki przekazują wiedzę o sporcie.
Przede wszystkim powinniśmy dawać przykład, jako byli wyczynowcy. Naprawdę wizyta znanego sportowca w szkole i czas z nim spędzony może czynić cuda. Wiem z własnego doświadczenia, że jak biegałem i odwiedzałem szkoły, to później nauczyciele mówili mi, że wszystkie dzieciaki chciały biegać. To bardzo miłe uczucie, kiedy swoją pasją można zarazić chociaż kilka osób. Ja jestem zwolennikiem organizacji jak największej liczby masowych imprez sportowych i w ten sposób zachęcać do aktywności. Mniej akcji promocyjnych opartych na wydawaniu pieniędzy na spoty reklamowe, a więcej na akcje, które w bezpośredni sposób docierają do rodziców, dzieci, całych rodzin. Dlaczego np. ty polubiłaś koszykówkę?
No właśnie. Przykład najczęściej idzie z góry. I tylko utwierdziłaś mnie w moim przekonaniu.
- Czy powinno być tak, że jak trzeba stracić lekcję na przygotowanie szkoły np. do przedstawienia, czy apelu, to przeważnie jest to kosztem wf? W naszej szkole ostatnio mieliśmy teatrzyk dla klas 1-3, a ja jestem w 5 klasie, więc nawet nie uczestniczyłam w przedstawieniu, a i tak straciłam lekcję wf.
Nie powinno tak być, a często w szkołach wf jest traktowany po macoszemu. Będę walczył, żeby wychowanie fizyczne miało jak najwyższą pozycję wśród innych zajęć.
- Mhh….Czy uważa Pan, że dzieci powinny mieć większy wpływ na to jak wyglądają zajęcia fizyczne? Tak, co się na nich dzieje?
Uważam, że to nauczyciele powinni decydować o ich przebiegu. Oni mają najlepsze kompetencje w tym zakresie. Ale chodzi również o to, żeby uczniowie cieszyli się z udziału w tych lekcjach.
Oczywiście, że zdarza się, że nauczyciel rzuci piłkę i uważa, że to wystarczy. To zależy jednak od indywidualnego podejścia do zawodu. Nauczyciel ma pewien program, który musi realizować, gorzej jeżeli robi to bez zaangażowania.
-
Wracamy do tematu pieniędzy. W ministerstwie są takie programy, których celem jest wspieranie szczególnie małych gmin, które mają największe problemy z zapewnieniem odpowiednich warunków do uprawiania sportu w szkołach. W tym roku, po raz pierwszy, uruchomiliśmy specjalny program „szkolny”. Dzięki niemu dofinansowujemy małe samorządy, które nie mają pełnowymiarowej sali gimnastycznej . W Polsce jest grupa kilkudziesięciu gmin, które nie mają w ogóle takich obiektów. Dzięki programowi możemy dofinansować nawet do 70 proc. kosztów takiej inwestycji w zależności od tego, jak gmina jest zamożna. Im biedniejsza gmina, tym więcej środków może do niej trafić.
Jest bardzo dużo wniosków. W ogóle w tym roku mamy taka sytuację, że wszystkie programy związane z infrastrukturą przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Jest jakiś potężny boom na inwestycje w obiekty sportowe. Na nowe zadania, w ramach inwestycji strategicznych, w tym roku mamy około 40 mln zł, a wszystkich wniosków jest na ponad miliard złotych. Dlatego teraz boli mnie głowa, jak to wszystko pogodzić. Będziemy się starali zwiększyć tę pulę. Całe kierownictwo resortu czeka ciężka walka. Niestety pewnie przyjdzie nam podejmować niepopularne decyzję, czyli jednym damy, a innym niekoniecznie.
To też. Staram się do tego podchodzić poważnie. I zdaję sobie sprawę, że wśród działań całego rządu nasze projekty nie są najważniejsze. Ale nie zmienia to faktu, że miło byłoby, gdyby inwestycji w sport było jak najwięcej.
Trudna sprawa. Bo faktycznie część tych obiektów po 18.00 jest zamykana, albo grają tam panowie w moim wieku albo starsi. A przecież ideą Orlików było to, żeby korzystały z nich przede wszystkim dzieci i młodzież. Mamy program „Lokalny Animator Sportu”. Przeznaczamy na niego 23 mln zł na pensje dla animatorów na Orlikach- nauczycieli, trenerów. Ich zadaniem jest organizowanie zajęć, imprez sportowych na tych obiektach. Takie osoby działają przy samorządach, które na ich pensje dostaną od nas połowę potrzebnej kwoty.
Na ponad 2 200 orlikach, około 3 800 animatorów.
Mamy ich trochę więcej. Tylko na programy dotyczące infrastruktury, czyli na nowe boiska, baseny, stadiony możemy przeznaczyć 424 miliony złotych. 122 miliony złotych to pieniądze przeznaczane w 2016 roku na sport powszechny, a na sport wyczynowy możemy przekazać prawie 180 milionów złotych.
Realizujemy również program „Klub”. Zawsze wychodziłam z założenia, że w takich nawet małych miejscach zaczyna się sport. To tam bardzo często pracują pasjonaci. Mój trener był taka osobą. Prze wiele lat otrzymywał miesięczne wynagrodzenie w wysokości niewiele ponad 100 zł. Czyli pracował praktycznie za darmo, a wychował kilka pokoleń zawodników. Takich ludzi trzeba szczególnie doceniać. Wygospodarowaliśmy 15 mln zł na pomoc ponad tysiącom klubom, które mają najmniej pieniędzy. Zostaną one przeznaczone na trzy cele: wspieranie pracy trenera, zgrupowanie i sprzęt sportowy. Jest możliwość uzyskania dwóch grantów: w wysokości 10 tys. zł dla klubu jednosekcyjnego i 15 tys. zł dla klubu wielosekcyjnego.
To jest generalnie dofinansowanie już do klubów istniejących, ale na pewno pomoże to im lepiej działać. Nasza pomoc jest skierowana do tych, które działają na rynku co najmniej 3 lata. Chodzi o to, żeby raptem nie zaczęły powstać miejsca tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze, a potem zniknąć. Doceniamy te, które istnieją, mają zawodników i osiągnięcia, ale mają problemy finansowe, bo często ich budżety roczne to kilkanaście tysięcy złotych.
Będę trzymał kciuki za polską drużynę. Skupię się na kibicowaniu naszym zawodnikom.
Jak byłem chłopcem bardzo lubiłem koszykówkę. Wtedy moim idolem był Michale Jordan. Jak zacząłem biegać- Michael Johnson, rekordzista świata w biegu na 400 metrów. Z piłkarzy kiedyś kibicowałem drużynie AC Milan.
To faktycznie legenda koszykówki.
Ale to się może zmienić. Ja również jak byłem chłopcem nie lubiłem biegać. Grałem w piłkę, a jak rodzice zachęcali mnie do lekkoatletyki, to ja siebie widziałem tylko w pierwszej lidze piłki nożnej, w reprezentacji Polski. Ale podeszli mnie fortelem, i pokochałem bieganie.
Staram się ruszać, żeby nie stracić kondycji. Staram się biegać 2-3 razy w tygodniu od kilku do kilkunastu kilometrów. Przed objęciem teki ministra przebiegłem maraton. Teraz niestety mam na to mniej czasu. Ale zanim zostałem ministrem poznałem dziewczynkę, niepełnosprawną Zuzię, która jeździ na wózku. Z kilkoma innymi kolegami sportowcami biegaliśmy z nią w maratonach tzn. popychaliśmy ją na specjalnie do tego przystosowanym wózku. Chodziło o zebranie pieniędzy na operację Zuzi, bo jest szansa, że mogłaby chodzić. Jej marzeniem jest przebiegnięcie maratonu na własnych nogach.
Złotych? Ciężko powiedzieć. Ogólnie będę bardzo zadowolony, jeżeli nasi sportowcy przywiozą 14-15 medali w różnych kolorach. Ale walczymy o jak największą ich liczbę.
Np. w lekkoatletyce. Szanse na medal ma Paweł Fajdek, ale również Anita Włodarczyk, czy Piotrek Małachowski. O zwycięstwo mogą walczyć również nasze kajakarki. Być może zaskoczą nas też pozytywnie tegoroczni maturzyści, Ewa Swoboda i Konrad Bukowiecki.
Tak, mamy przygotowane środki na ten cel. I nie będzie tak, że im więcej medali, tym niższe nagrody. Wręcz przeciwnie. Chcemy nagradzać zwycięzców na godnym poziomie.
Ależ oczywiście. Medal jest medalem. Nie ma lepszych i gorszych dyscyplin olimpijskich
Rozmawiała Maja Mazanec (11 lat).
Zachowana pisownia oryginalna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu