Roztropność: moralna doskonałość. Zdolność wyboru właściwej ścieżki. Nawet gdy sytuacja przypomina węzeł gordyjski, na którym postmodernistyczne gniazdo uwiła sobie para porąbanych bocianów po kursie krawiectwa u Rei Kawakubo, mąż roztropny potrafi swym spokojnym okiem wejrzeć pod nerwicę rzeczywistości i wybrać najdoskonalszą opcję działania. Na tym właśnie roztropność polega – na wyważonym osądzie, nie zaś na bezmyślnej aplikacji moralnych reguł.
Potrzeba nam roztropnych, ale jak uczyć roztropności? Nic nie da wkucie na pamięć dziesięciu przykazań. Życie umyka jasnym instrukcjom obsługi i w rozwiązywaniu moralnych problemów domaga się uwagi dla konkretności pokręconych kontekstów. Cnotę tę można zdobyć w praktyce; wciąż na nowo próbując rozwiązać konkretne życiowe dylematy. Pomaga obserwacja roztropnych ludzi w działaniu. Dobre są też przykłady, moralne zagwozdki, ćwiczenia pod tytułem: Co byś zrobił, gdyby...? Może dlatego w Wielkich Księgach Przeszłości mamy tak wiele moralnych zagadek i przypowieści. Miały one pokazać mądrość w działaniu i zainspirować do kreatywnego i roztropnego siłowania się z moralną materią. Stanowiły narzędzie edukacji etycznej. Była ich niezliczona ilość; ale żeby daleko nie szukać, przytoczmy kilka bardziej znanych:
Problem 1: Nazywasz się Salomon i jesteś królem. Dziś na audiencji, Bogu dzięki, trochę mniej nudno niż zazwyczaj: dwie nierządnice urodziły równocześnie dzieci. Jedno zmarło, drugie żyje. Każda mówi, że żywe dziecko jest jej i że ta druga kłamie. Obie krzyczą. Musisz zdecydować, kto ma rację. Pytanie: czy to jest właśnie ta chwila, w której możesz wreszcie pomachać sobie mieczem, wydając bojowe okrzyki? Tylko jak to dobrze wpleść w prezentowaną sprawę? (To z Biblii).