O zdyscyplinowanie świadka, który w czwartek miał być przesłuchany poprzez wideokonferencję z sądem w Siedlcach, zawnioskował obrońca jednego z oskarżonych w tej sprawie.
Wezwana do złożenia wyjaśnień kobieta jest ostatnim świadkiem w sprawie; gdyby udało się ją przesłuchać, sąd mógłby zakończyć proces.
Wobec tego, że po raz kolejny nie stawiła się, sąd zdecydował o jej ukaraniu. Okazało się przy tym, że kobieta, która jest jedną z kilkudziesięciu osób pokrzywdzonych, unika przesłuchania jak o świadek od października 2015 roku.
I robi to w różny sposób, zwykle powołując się na zły stan zdrowia. Sąd ustalił jednak, iż nie jest to przeszkoda w stawiennictwie w sądzie.
Biorąc pod uwagę np. także to, że ze świadkiem wielokrotnie nie udało się skontaktować telefonicznie, a w kontakcie nie pomagał też jej mąż, sąd przyjął, że - wraz z mężem - kobieta celowo unika złożenia zeznań na rozprawie, przez co świadomie utrudnia postępowanie. Ukarał ją więc finansowo, ale jednocześnie wezwał na rozprawę wyznaczoną na koniec maja. Ponownie chce przeprowadzić przesłuchanie poprzez wideokonferencję.
Na ławie oskarżonych w tym procesie zasiada dwóch mężczyzn oskarżonych o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej oszustw metodą "na wnuczka". Wcześniej dwóch innych współoskarżonych dobrowolnie poddało się karze.
Według aktu oskarżenia, grupa działała od początku października do 20 listopada 2013 roku na terenie Koszalina, Kołobrzegu, Konina, Łodzi, Zgierza, Płocka, Piotrkowa Trybunalskiego, Siedlec, Bielska Podlaskiego i Białegostoku.
Oszustwa były dokonywane - jak to określają śledczy - zmodyfikowaną metodą "na wnuczka". Polegała ona na tym, że jeden z mężczyzn dzwonił na telefon stacjonarny do osób w podeszłym wieku, przekonywał, że jest członkiem rodziny i prosił o udzielenie mu pożyczki, bo znalazł się w trudnej sytuacji.
Po nim dzwonił kolejny członek grupy, tym razem podający się za funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego Policji. Ten mężczyzna mówił, że przed nim dzwonił oszust i prosił o pomoc w jego zatrzymaniu. Owa pomoc miała polegać na przekazaniu pieniędzy oszustowi, ale w ramach akcji rzekomo monitorowanej i zabezpieczanej przez policję. Pieniądze zaś miały być po akcji zwrócone.
W niektórych przypadkach oszuści starali się nawet namówić osoby, do których dzwonili, by wzięły szybką pożyczkę w banku, aby - rzekomo - pomóc w ujęciu przestępców przekazując im te pieniądze.
Łącznie w sprawie występuje 42 pokrzywdzonych (osób, które przekazały pieniądze lub od których usiłowano je wyłudzić). Kwoty przekazane oszustom wahały się od 1 tys. zł do 30 tys. zł.
Łączna kwota we wszystkich zarzutach (wyłudzenia bądź usiłowania), to ponad 555 tys. zł oraz 800 dolarów.
Od 19 osób oszuści odebrali w sumie ponad 250 tys. zł. Jak ustaliła prokuratura, pieniądze były przesyłane potem do różnych osób w Wielkiej Brytanii i od razu tam wypłacane. W ten sposób za granicę wysłano ponad 209 tys. zł. (PAP)