W sprawie uchodźców UE ma problem ze swoją wiarygodnością, a kryzys uchodźczy stał się dla niektórych krajów przedmiotem manipulacji dla celów politycznych - mówi PAP Matthieu Tardis z Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych.
Reklama



Przywódcy państw UE wypracowali w czwartek podstawę do negocjacji z Turcją o planie współpracy, który ma zahamować falę migracji. W piątek rano w Brukseli rozpoczęły się rozmowy szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, przewodniczącego KE Jean-Claude'a Junckera oraz premiera Turcji Ahmeta Davutoglu. Od ich przebiegu zależy czy plan zostanie przyjęty. Po tych rozmowach do stołu z tureckim premierem mają zasiąść liderzy wszystkich państw UE, by przypieczętować zawarcie porozumienia.

Według eksperta Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych Unia ma problem ze swoją wiarygodnością, a kryzys związany z migrantami spowodowany został przez wdrażanie przez kraje UE "jednostronnych polityk i podchodzenie do problemu jedynie z punktu widzenia swojej sytuacji wewnętrznej". Kryzys - dodaje ekspert - stał się też przedmiotem manipulacji "dla celów politycznych".

"Mamy praktycznie tylko dwa państwa w Europie, które przejęły w znacznej mierze na siebie odpowiedzialność przyjęcia migrantów. W zeszłym roku były to Niemcy i Szwecja. I to właśnie ten brak solidarności wewnątrz Unii skłania wymienione państwa, w szczególności Niemcy, do zmniejszenia napływu migrantów do państw UE" - uważa francuski ekspert.

Jego zdaniem "Europejczycy muszą zrozumieć, że większość uchodźców na świecie nie znajduje się w Europie". Znaczna ich część jest w Turcji, ale również w Libanie, który przyjął do siebie półtora miliona uchodźców, podczas gdy sam liczy 4 miliony mieszkańców. "To jest jedna czwarta jego społeczeństwa. W porównaniu, dla takiego kraju jak Francja, to by było blisko 20 milionów osób. Można się zastanawiać jak by wyglądała dziś sytuacja we Francji, gdyby liczba jej mieszkańców zwiększyła się o 20 mln w przeciągu 4 lat" - mówi Tardis.

"Chcąc pomóc tym krajom jedynie po to, by nie przepuszczały migrantów do Europy, nie rozwiązujemy problemu. Należy tym krajom pomóc. Należy pomóc Turcji, ale po to, by mogła zaoferować migrantom lepsze warunki bytu i opiekę, a nie by im zabronić przedostania się do państw Unii" - przekonuje ekspert.

W jego ocenie jest jednak ryzyko, że uchodźcy przybywający w Turcji nie zostaną uznani za uchodźców. "Konwencja genewska, która z początku dotyczyła jedynie uchodźców europejskich, w 1967 r. objęła uchodźców z całego świata. Tylko, że Turcja nie podpisała tej nowej klauzuli, co oznacza, że Turcja uznaje status uchodźcy tylko wobec obywateli państw Europy. Zatem nie możemy uznać Turcji jako państwa bezpiecznego dla uchodźców" - uważa Tardis.

Wskazuje też, że Konwencja genewska zabrania również państwom sygnatariuszom karanie uchodźcy, który przedostałby się w sposób nielegalny na ich terytorium. "Zatem jeśli państwa Unii zamierzają odesłać takiego syryjskiego uchodźcę do Turcji, będą musiały go gdzieś przetrzymać, przynajmniej na jakiś czas. Przetrzymywanie uchodźcy jest zatem formą kary. A ponadto Europejski Trybunał Praw Człowieka potwierdził, że wniosek każdej osoby przybywającej na teren Unii i proszącej o azyl musi zostać rozpatrzony" - mówi ekspert.

Jednak, jak zaznacza, "gdyby nie Turcja, która przyjęła tylu uchodźców, sytuacja byłaby jeszcze gorsza, więc to od samego początku Unia powinna była wesprzeć Turcję, ale są również inne kraje, jak Liban, w których Unia musi interweniować zanim będzie za późno".