Od kilku dni trwa spór między Kancelarią Prezydenta a Kancelarią Premiera o delegację na szczyt UE, rozpoczynający się w środę. Rozstrzygnięcia nie przyniosło poniedziałkowe wieczorne spotkanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska. Prezydent poinformował, że udaje się na szczyt, a szef rządu powtórzył, że w składzie delegacji nie ma prezydenta
Komorowski powiedział podczas wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie, że ma "wątpliwą satysfakcję" z tego, że w 1997 roku, w trakcie pracy nad obecną konstytucją, zwracał uwagę i przestrzegał przed tworzeniem "dwugłowego systemu polskiego".
"W państwie polskim musi być jasne, że jest jedna głowa, a nie dwie (...) Pod warunkiem, że ta sama osoba ma władzę i odpowiedzialność" - podkreślił Komorowski.
Jak zwrócił uwagę, zgodnie z polską konstytucją prezydent "nie ponosi żadnej odpowiedzialności". "Nawet przed wojną, od 1935 roku (od konstytucji kwietniowej - PAP) prezydent odpowiadał przed Bogiem i historią; w tej konstytucji prezydent nie odpowiada w ogóle przed nikim i za nic" - ocenił marszałek. Według niego, właśnie to jest "praźródłem kłopotów".
Ponadto - w opinii Komorowskiego - "dwugłowy system tworzy warunki do ucieczki od odpowiedzialności, a na końcu zachęca do konfliktu". Zdaniem marszałka "warto zbadać sprawę od strony konstytucyjności".
Sprawą zasadniczą - mówił - jest to, kto ma prawo do kształtowania i kto ponosi odpowiedzialność za integrację europejską
W jego ocenie problemem wtórnym jest zaś to kto ma lecieć na szczyt UE, a najważniejsze jest "czy istnieje możliwość prowadzenia jednolitej polityki państwa polskiego". "Nie może być tak, że ktoś jedzie i mówi co innego niż zakłada główny nurt polityki zagranicznej państwa polskiego" - podkreślił Komorowski.
Zwrócił uwagę, że konstytucja mówi, iż politykę zagraniczną Polski kształtuje premier i rząd, a prezydent ją wspomaga i nie może prowadzić "odrębnej, własnej polityki zagranicznej".
"Pytanie jest czy Polska jest gotowa na to, aby ktoś pisał instrukcje dla prezydenta i rozliczał go z tego. Rzeczą normalną jest, że wystarcza rozmowa i że prezydent deklaruje z góry gotowość realizowania linii polityki państwa polskiego, którą kształtuje rząd. I wtedy nie ma pytania o prestiż, pytania o samolot, dziesiątków dziwnych pytań" - powiedział Komorowski.
Jest zasadnicze pytanie - zaznaczył marszałek - czy prezydent jest gotów do tego, aby stojąc na gruncie konstytucji, respektować, że to rząd kształtuje polską politykę zagraniczną a on ją wspomaga.
Zdaniem Komorowskiego, poniedziałkowe spotkanie prezydenta i premiera "przynajmniej zdjęło z agendy +sprawę samolotową+". "Dla powagi Polski we własnych polskich oczach ważne jest, aby więcej dostrzegać problemów pakietu klimatyczno-energetycznego a mniej problemów samolotowych" - powiedział marszałek Sejmu.