Władze Tajlandii wątpią, by za zamachem w którym zginęło 20 osób, stała "międzynarodowa grupa terrorystyczna". Jednocześnie, według szefa tajskiej policji, atak mógł zostać zorganizowany przez siatkę 10 osób, a Bangkok zwrócił się z prośbą o pomoc do Interpolu i linii lotniczych, podejrzewając że bezpośredni wykonawca zamachu uciekł za granicę.

Mężczyzna ten, uwieczniony na nagraniach z kamer monitoringu, został zidentyfikowany jako obcokrajowiec. Według policji, na nagraniach widać też dwóch jego współpracowników.
Tajskie władze wykluczyły, by celem zamachu byli Chińczycy, licznie odwiedzający Tajlandię.

Część z ofiar to właśnie przedstawiciele tej narodowości. Wśród 13 obcokrajowców, którzy zginęli w poniedziałek, byli też obywatele Indonezji, Malezji, Singapuru i Hong Kongu. Do eksplozji bomby doszło w Bangkoku w świątyni Erawan.

Reklama