Tajlandzkie władze na tropie sprawcy wczorajszego zamachu bombowego w Bangkoku, w którym zginęło co najmniej 21 osób. Trwają poszukiwania mężczyzny, którego na krótko przed wybuchem zarejestrowała kamera jednej z telewizji.

Według lidera rządzącej w Tajlandii junty wojskowej, zamachowiec był członkiem antyrządowej grupy z północno-wschodniej części kraju. Jak dodał, obecnie służby szukają mężczyzny, widocznego na nagraniu stacji CCTV.

Rzecznik lokalnej policji poinformował, że wśród 21 zabitych zidentyfikowano dotąd dwóch obywateli Chin, dwóch mieszkańców Hong Kongu, dwóch turystów z Malezji, jednego z Singapuru, oraz pięciu mieszkańców Tajlandii. Narodowości pozostałych nie udało się na razie ustalić. Wśród rannych najwięcej jest obywateli Tajlandii i Chin. W grupie poszkodowanych znaleźli się także Japończycy, turyści z Hong Kongu, Indonezji, Malezji, Malediwów, Omanu, Filipin i Singapuru.

Reklama

Dziennik "Bangkok Post" podaje, że doszło co najmniej do dwóch eksplozji. Najpierw wybuchł ładunek umieszczony przy słupie z liniami elektrycznymi i telekomunikacyjnymi. Później eksplodował kolejny, ukryty w motorze. Eksplozje doprowadziły też do zajęcia się ogniem i wybuchów zbiorników z paliwem dwóch taksówek, znajdujących się w pobliżu. Według policji, eksplozje przy hinduistycznej świątyni Erawan miały siłę wybuchu 5 kilogramów trotylu. Lokalne władze uważają, że zamachy są wymierzone w turystykę, która stanowi jedno z głównych źródeł dochodu w Tajlandii.