Dżihadyści są mądrzejsi niż Al-Kaida. Nie wzywają do zamachów na Zachodzie, bo nie chcą drażnić Amerykanów
Jeszcze w styczniu prezydent USA Barack Obama pytany na łamach „New Yorkera” o odłamy Al-Kaidy w Iraku i innych krajach porównał je do drużyny koszykarzy składającej się ze świeżo upieczonych studentów, którzy udają zawodników Los Angeles Lakers. Teraz rzecznik Białego Domu tłumaczy, że prezydent nie miał na myśli Państwa Islamskiego (PI). Organizacji, która od czasu artykułu w popularnym tygodniku zdążyła podbić jedną trzecią Iraku i kompletnie zmienić geopolityczną mapę Bliskiego Wschodu.
Prezydent USA nie mógł się przecież aż tak pomylić w kwestii organizacji, którą nawet sekretarz obrony USA nazywa „zagrożeniem dla wszystkich amerykańskich interesów” i czymś „gorszym niż cokolwiek, z czym miały do czynienia Stany Zjednoczone”. W ciągu ostatnich kilku dni pasmo sukcesów organizacji zostało jednak przerwane. Ofensywa połączonych sił Kurdów i irackiego rządu, wsparta nalotami amerykańskiego lotnictwa, pozbawiła PI kontroli nad strategicznie ważną tamą w Mosulu. Jednocześnie lotnictwo syryjskie zaczęło naloty na pozycje dżihadystów w Rakce, stolicy proklamowanego przez nich kalifatu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.