Polska papugą narodów. Najważniejsze reformy skopiowaliśmy nie zastanawiając się, czy w ogóle mają sens

Praca, rynek pracy, człowiek, kontrola
Praca, rynek pracy, człowiek, kontrolaShutterStock
16 maja 2014

„Pawiem narodów byłaś i papugą” – tak Juliusz Słowacki krytykował w 1839 r. polską skłonność do naśladowania zagranicznych mód i wzorców. Wieszczowi chodziło o czasy sarmackie. Czy jednak jego krytyka nie pasuje również jak ulał do obecnych czasów?

Jesienią 2013 r. została uchwalona nowelizacja polskiego postępowania karnego. Ma wejść w życie w roku 2015. Jej inicjator – Ministerstwo Sprawiedliwości – wiele sobie po tej reformie obiecuje. „Reforma” to zresztą mało powiedziane. „To będzie trzęsienie ziemi. Największa od dwudziestolecia międzywojennego ingerencja ustawodawcy w tę materię” – pisał na łamach DGP wiceminister Michał Królikowski. Celem tej reformy (lub jak kto woli rewolucji) jest uchronienie polskiego sądownictwa przed zapaścią spowodowaną dysproporcją pomiędzy ilością spraw a mocami przerobowymi polskich sądów. Jej sedno to wprowadzenie w Polsce radykalnie odmiennego niż dotąd modelu postępowania karnego. Czyli procesu kontradyktoryjnego, a więc modelu znanego Polakom dotąd najbardziej z amerykańskich filmów, w którym sędzia staje się wyłącznie arbitrem, a na jego oczach odbywa się walka na dowody pomiędzy prokuratorem i oskarżonym (lub jego adwokatem). Wygrywa bardziej przekonujący.

Teoretycznie brzmi to bardzo dobrze. Bo przecież nowa procedura w zasadniczy sposób odciąży sędziów, którzy do tej pory odgrywali w polskich postępowaniach karnych rolę kluczową. Ich zadaniem było bowiem dojście do prawdy. Co w praktyce oznaczało „podpieranie” słabszej strony sporu. I co tu dużo mówić, odwalanie części roboty za prokuratora albo adwokata, gdy ci nie stają na wysokości zadania. W czym więc problem? Ano w tym, że w polskiej rzeczywistości system kontradyktoryjny łatwo może zamienić sądy w maszynki do wydawania wyroków niesprawiedliwych. Zwraca na to uwagę były pierwszy prezes Sądu Najwyższego Lech Gardocki. „Oczywiście wszyscy wiemy, że w każdej sytuacji życiowej lepiej jest być bogatym niż biednym. Ale przy proponowanym modelu procesu, gdy tak dużo zależy od działania stron i ich prawników, jest to ważne szczególnie. Nie stać cię na skuteczną obronę? Jesteś mniej zaradny życiowo lub intelektualnie? Tym gorzej dla ciebie. Państwo w osobie sędziego będzie tylko biernie śledzić przebieg sporu” – dowodził w DGP. A argumenty, że przecież system kontradyktoryjny działa w krajach anglosaskich? Gardocki odpowiada na to krótko: Tego modelu nie da się jednym ruchem przeszczepić do polskiej rzeczywistości. Przecież nawet tam, skąd go zapożyczono, nie powstał on natychmiast. Tylko ewolucyjnie. Trochę jak angielski trawnik, który dlatego jest taki miękki i zielony, że strzyże się go i pielęgnuje od kilkuset lat.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.